środa, 29 lutego 2012

Rozdział 5

            Następnego dnia Jennifer wstała dość wcześnie. Poszła do łazienki uczesać włosy i przemyć twarz. Po skończeniu tych czynności wyszła na balkon zapalić porannego papierosa. Zajęło jej to chwilkę, bo rozmyślała o wczorajszym dniu. Zastanawiała się czy dobrze zrobiła pomagając Louisowi. Zdawała sobie sprawę, że to wszystko może skończyć się wielkim skandalem, ale czego się nie robi dla swojego wybawcy?  Pełna dziwnych wątpliwości zeszła na dół. Z kuchni dochodził głos Lou i jeszcze jeden, ale nieznany jej. Po przekroczeniu progu pomieszczenia ujrzała chłopaka o czarnych włosach opartego o blat kuchenny. Po chwili dopiero podeszła przywitać się ze swoim domniemanym chłopakiem.
- Cześć. – uśmiechnęła się ciepło
- Hej. – wyszczerzył się Zayn
Louis podszedł do Jen i objął ją w pasie. Coś mu jednak nie pasowało.
- Paliłaś. – stwierdził
- O! Koleżanka od papierosa. – ucieszył się ciemnooki na co Lou spiorunował go spojrzeniem
- Oj jednego. – uśmiechnęła się cwaniacko
- Louie, jeden to nie zbrodnia. – wyraził swoje zdanie Czarnowłosy
- Zayn, jeśli dowiem się, że razem chodzicie na fajkę to…
Nie dokończył bo Jen zamknęła mu usta pocałunkiem.
- A tak właściwie to jest moja… - zaczął po zakończeniu udawanych czułości
- …dziewczyna. Wiem, Harry już nas poinformował. W każdym bądź razie jestem Zayn. – przerwał chłopakowi podając rękę dziewczynie
- Jennifer. – uśmiechnęła się – Cieszę się, że nie jestem jedyna paląca w tym towarzystwie. – zaśmiała się
- Ja tyle czasu sobie radziłem, więc ty też dałabyś radę. – puścił jej oko
- Są aż tak mało spostrzegawczy? – zapytała sarkastycznie co Lou podsumował chrząknięciem
Urażony Lou wyglądał zabawnie. Po jeszcze kilku prowokujących słowach udał obrażonego i poszedł pod prysznic. Korzystając z jego nieobecności palacze udali się na tyły domu. Skitrali się na schodach prowadzących na podwórko i odpalili papierosy.
- Louis nie lubi, kiedy dziewczyna pali. – powiedział Zayn
- Wiem. – zaciągnęła się
- Więc dlaczego palisz? – spojrzał na nią badawczo
- Paliłam zanim go poznałam. Sam wiesz jak trudno rzucić. – westchnęła ciężko
- Już drugi rok mówię, że rzucę, dla fanów, ale masz rację, to nie jest łatwe. – zaśmiał się
Posiedzieli jeszcze chwilę i wrócili do środka. W kuchni już tętniło życie. Było słychać krzyki i kłótnie. Zayn zobaczył grymas na twarzy dziewczyny, więc uspokoił ją tłumacząc, że to norma. Kiedy znaleźli się w środku tego całego zamieszania zauważyli, że śniadanie jeszcze nie jest gotowe. Po poznaniu przez Jen reszty zespołu zawiedzeni poszli poczekać na Louisa w salonie, gdzie zastali Agathę i jeszcze jedną dziewczynę. Wybranka Harrego uśmiechnęła się ciepło do Jennifer podchodząc do niej.
- Nie miałyśmy okazji się osobiście poznać, jestem Agatha, dziewczyna Harrego. – wyciągnęła rękę w jej stronę
- Współczuję. – zaśmiała się – Jestem Jennifer, ale to już wiesz. – podały sobie dłonie i usiadły na kanapie.
Dziewczyna towarzysząca Agathcie miała na imię Ruth. Pochodziła z Brazylii i była zjawiskowo piękna. Często się śmiała, emanowała pozytywną energią. Dowiedziała się, że projektuje ubrania. Współpracuje ze sławnymi Domami Mody, ale Jennifer nie zapamiętała nazw, bo nie miała bladego pojęcia o czym mówi. W każdym bądź razie mówiła o swojej pracy z wielkim entuzjazmem. Miała przy sobie teczkę ze swoimi projektami, które im pokazała. Była naprawdę ładne. Okazało się, że z Agathą przyjaźnią się już jakiś czas, więc bywa tu często. Tym razem jednak przyjechała pocieszyć dziewczynę po kłótni z chłopakiem. Jen nie wiedziała, dlaczego partnerka Harrego tak zawzięcie wczoraj jej broniła. Przecież Lokaty miał rację, była pierwszą lepszą. Nie miała zamiaru aż tak bardzo mieszać. Z zasadzie to nawet nie chciała tu mieszkać. Louis ją tu przywiózł i bez żadnego „ale” musiała tu zostać. W dodatku wpakowała się w udawanie jego dziewczyny. Nie musiała tego robić ale pod wpływem chwili ludzie robią gorsze rzeczy. W zasadzie taki układ jej się podobał. Lou naprawdę nieziemsko całował. Mogła go mieć bez żadnych zobowiązań. Związek bez przywiązywania się do siebie, dlaczego nie? Wiedziała, że jak to wszystko wyjdzie na jaw to całe One Direction się wścieknie, ale nie dbała o to. Lou powinien o tym pomyśleć zanim jej to zaproponował. Z przemyśleń przerwał ją przeraźliwy krzyk dochodzący z kuchni. Pod sufitem zaczął unosić się dym i czuć było zapach spalenizny. Okazało się, że zabawa z patelnią w wykonaniu Nialla nie była wskazana. Omlety, które według niego „jeszcze nie były gotowe” teraz miały czarną barwę. Oczywiście nadawały się jedynie do śmieci. Mimo starań Blondyna pierwszej porcji nie udało się uratować. Na szczęście nie cała masa się zmarnowała. Wszyscy wspólnymi siłami doprowadzili kuchnię do porządku i przyrządzili resztę omletów bez większych komplikacji. Po chwili dołączył do nich Louis. Niedługo po nim pojawił się Harry, który widząc jak Lou obejmuje Jen poszedł z powrotem na górę.
- Co mu jest? – zapytała zdziwiona Jennifer
- Zawsze się obraża jak Louie z kimś kręci. – wytłumaczył rozbawiony Liam
- Dlaczego? – zaśmiała się
- Wiesz, między nimi jest chemia. – wybuchnął śmiechem Niall
- O proszę, czego ja się dowiaduję! – zaczęła się śmiać Jen – Louis, żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek? – spojrzała na niego z widocznym rozbawieniem
Słowa dziewczyny spowodowały falę śmiechu przy stole. Lou nie odpowiedział, tylko strzelił rumieńca. Po skończonym posiłku i uszczypliwych uwagach obrażony poszedł pogodzić się z Haroldem. Poszło mu to sprawnie, bo po piętnastu minutach wspólnie zeszli po schodach wygłupiając się i śmiejąc. To mogło być do przewidzenia. Ocieplenie się relacji Larrego wcale nie zmieniło stosunku Hazzy do Jenni. Po prostu nie przepadał za nią. Według niego nie miała w sobie nic wyjątkowego. Była wulgarna i paliła papierosy. Wiedzieli, że wytrzymanie ze sobą pod jednym dachem może być nie lada wyzwaniem, ale postanowili podjąć się tego trudu. Harry zabrał Agathę na spacer, żeby przeprosić ją za wczorajszy dzień. Poniosło go. Wiedział, że jego dziewczyna nienawidzi takich sytuacji, dlatego starał się dzisiejszego ranka unikać towarzystwa Jennifer. Dziewczyna uświadomiła mu jednak, że niechęć do Jenni nie wywodzi się z jej wad, ale z tego, że znalazła się na miejscu Eleanor. To był fakt. Hazza poznał Lou z Ele. Według niego byli dla siebie stworzeni. Akceptował jej obecność. Była jedyną kobietą, której mógł zaufać i powierzyć jej pod opiekę Lou. Naprawdę nie widział nic aż tak strasznego w tym, że raz zdarzyło jej się zrobić błąd. Nikt nie jest idealny. On sam też wiele razy nawalił, ale Agatha mu wybaczała. W tym właśnie była magia. Spacer minął im bardzo przyjemnie. Kilka fanek rzuciło się po autograf czy zdjęcie, ale to wszystko. Po niecałych dwóch godzinach wrócili do domu.
            W domu roznosił się zapach obiadu. W kuchni urzędował Louis i Jennifer. Postanowili nie dopuszczać Nialla do garów po porannym incydencie. Po wspólnych zakupach stwierdzili, że na obiad przygotują kurczaka w ziołach. Wydawało im się najlepszym pomysłem. Wspólnie szło im nawet nieźle. Lou okazał się dobrym kucharzem. Jego śliczny fartuszek dodawał mu uroku. Jennifer zaczynała czuć się tu coraz bardziej swobodnie. Wspólne palenia z Zaynem, przedrzeźnianie Louisa z Niallem i Liamem oraz Harry, który jej nie lubił. Pomijając tą ostatnią osobę byłoby okej. Blondynek co chwilę zaglądał do kuchni wypytując o postępy w przygotowaniach. Wszyscy śmiali się, że nie może wytrzymać zapachów, więc wychodzi za podwórko. Nie dziwili mu się, kurczak pachniał pięknie. Cudowną atmosferę zepsuło jednak przybycie Harrego.
- Co dziś na obiad? – zapytał wchodząc do kuchni
- Kurczak. – odpowiedziała obojętnie Jen
- Nie mam dziś ochoty na kurczaka. – powiedział oschle
- Harry. – dziewczyna Hazzy zasygnalizowała swoje niezadowolenie
- Spokojnie Agatha. Ja wiem, że Pan Styles za mną nie przepada. Można powiedzieć, że z wzajemnością. Jednak skoro mu cos nie pasuje zawsze może opuścić to pomieszczenie, bo zanieczyszcza to cenne powietrze. Obiadu na życzenie też nie ma, więc jeżeli Harold jest niezadowolony to zawsze może zjeść jakże zdrowego fast fooda. Prawda Harry? – zapytała retorycznie uśmiechając się sztucznie
Chłopak nie odpowiedział tylko ze złością na twarzy wyszedł. Opanowanie Jennifer było godne podziwu. Agatha wściekała się po każdej uwadze Harrego na temat Jen. Louis też starał się ograniczyć wszelkie niemiłe zajścia. Nikt jednak nie spodziewał się, że tak doskonale poradzi sobie sama. Po odejściu Harolda, Louis wyszczerzył się do Jen.
- Moja dziewczynka. – pocałował ją w policzek
- Wow. Harry pewnie wyrywa włosy ze złości. – zachichotała Agatha
- Tylko nie te zacne loki! – wykrzyczał Louie – Jestem z ciebie dumny. – wyszeptał obejmując dziewczynę od tyłu
- Grunt to nie dać się wyprowadzić z równowagi. - uśmiechnęła się
Kiedy kurczak był już gotowy wszyscy zawołali towarzystwo na obiad. Harry się nie zjawił. W końcu czego mogli się spodziewać? Jennifer uraziła jego męska dumę. Należało mu się. Jen czuła, że to nie jest jej ostatnie starcie z Haroldem tego dnia, ale niczego się nie obawiała. Odgoniła myśli krążące wokół irytującego Stylesa i wróciła do rozmów panujących przy obiedzie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, ze musieliście czekać. Miałam pewną blokadę ;/
Dziś zaczęłam, ale wiadomość o śmierci kogoś z rodziny Zayna mnie załamała.
Od tej pory rozdziały będę dodawała, kiedy napiszę, więc nie meczcie mnie na gg. Ja nie kiszę tych rozdziałów na komputerze, tylko dodaję od razu po napisaniu. Więc Keep Calm :)
Ostatnio 2 słabe, 3 średnie. Schodzę na psy. Wkurza mnie to. Nie wiem czy to ja się opuszczam, czy ludziom się nudzi. 
Myślę, że na weekend dam radę napisać szóstkę. 
Mam blokadę, wiec potrzebuję Waszych sugestii. chciałabym tworzyć ten blog z Wami i dla Was. Wasze zdanie jest dla mnie niesamowicie ważne. Każdy komentarz mnie cieszy, albo smuci. Nie przechodzę obojętnie. gdybym mogła to odpisywałabym Wam wszystkim, ale Ci co chcą ze mną pogadać piszą albo na TT (@Klaudia_1DLove) lub na gg (1862217). Mam już mniej więcej wizję tego bloga, ale potrzebuję coś do kolejnych rozdziałów. Myślę, że akcja się rozkręci po 10 rozdziale. Do tego czasu jednak będziecie musieli sobie radzić z moimi nudnymi zmaganiami Jennifer z Harrym, więzią utworzoną z Lou i sympatią do reszty. Chcę Wasze szczere opinie na temat tego bloga. Jeżeli jest słaby wrzucę go do kosza i napiszę coś lepszego. Kto wie, może się wypaliłam?
Kończę te smuty. Jak zawsze:
Love! Mrs. Tomlinson

niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział 4

            Krzyki Jennifer było słuchać w całym domu. Całe towarzystwo zebrało się, aby oglądać tą zabawną scenę. Louis tylko spiorunował ich spojrzeniem i zaprowadził Jen na górę, aby pokazać jej pokój. Była obrażona i rozzłoszczona. Miała za złe Louisowi, że nie ustalił tego z nią. Mógł zapytać czy tego chce. Wiedziała, że odpowiedziałaby, że nie potrzebuje niczyjej pomocy, ale taka była prawda. Miała wrażenie, że Lou się nad nią zlitował, a tego nie wybaczyłaby mu. Weszła do pokoju kładąc swoją torbę na łóżku. Wszystko się w niej gotowało. Musiała jakoś wyładować swoją złość. Louis zamknął za nią drzwi, chciał pogadać, ale Jennifer była zbyt rozwścieczona. Nie ogarniał jej myślenia. Powinna się cieszyć, że uwolniła się od Hektora, ale tak nie było. Nie wiedział dlaczego. Postanowił uspokoić ją trochę, ale nie dał rady. Dziewczyna chwyciła co miała pod ręką i rzuciła na podłogę. Dopiero kiedy szkoło rozbiło się na ziemi dotarło do niej co zrobiła. Ramka ze zdjęciem matki leżała w kawałkach na ziemi. W pokoju zapanowała cisza, a Jenni tylko podniosła fotografię. Ujrzawszy widniejącą na nim datę jej oczy się zaszkliły, a chwilę po tym po policzkach zaczęły spływać jej łzy. Usiadła załamana na łóżku wpatrując się w przestrzeń. Louis zmartwił się. Nie wiedział co spowodowały ten nagły płacz.
- Jennifer, co się stało? – usiadł obok niej
- Dzisiaj jest rocznica jej śmierci, a ja.. – głos jej się załamał - ..zapomniałam. – ukryła twarz w dłoniach
Lou wiedział, że matka była dla niej niesamowicie ważna, dlatego tak się zachowała. Nie był pewien czy robi dobrze, ale podniósł ją, posadził na swoich kolanach i mocno przytulił. Dziewczyna nie opierała się. Wtuliła się w chłopaka cicho łkając. Ta sytuacja go zdziwiła. Jen zazwyczaj była silna, nie pokazywała słabości, wręcz przeciwnie. Teraz jednak okazało się to tylko pozorami. Była wrażliwa i potrzebowała wsparcia i on zamierzał je jej dać. Dotarło do niej, że ma szczęście, że trafiła na Lou. Pomógł jej. Jako jedyny z nich wszystkich wyciągnął do niej pomocną dłoń. Wiedziała, że wszystko co robi przeczy jej wdzięczności, ale ona po prostu nie potrafiła inaczej. Teraz Louis był z nią. Trzymał ją w ramionach i pilnował żeby poczuła się lepiej.
- Lou... Przepraszam i dziękuję. – wyszeptała
- W porządku. – powiedział nadal ją tuląc
Jeszcze przez chwile dochodziła do siebie. Kiedy wstała z kolan Louisa skierowała się do łazienki przemyć twarz. Oczy miała spuchnięte, a makijaż rozmazany. Po długiej pracy wyglądała jak przedtem. Może za wyjątkiem czerwonych oczu, ale to szczegół. Kiedy opuściła łazienkę Lou siedział na łóżku zdenerwowany.
- Co się stało? – zapytała zmartwiona
- Eleanor jest na dole. Chce ze mną porozmawiać. – niespokojnie tupał nogą
- Chyba powinieneś tam zejść. Mimo wszystko nie możesz jej olać. – poklepała go po ramieniu
- Co mam jej powiedzieć? Że nadal ją kocham? Że tęsknię, ale nie wrócę do niej bo z bardzo mnie zraniła? – wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju
- Spokojnie, wszystko będzie w porządku. Głowa do góry. – uśmiechnęła się ciepło
- Dzięki. – pocałował ją w czoło – Mam dość nietypową prośbę. Mogłabyś udać przed Eleanor, że coś nas łączy? Myślę, że zostawiłaby mnie wtedy w spokoju. – czekał na jej reakcję
- Em… Nie uważasz, że to dziwne? To chyba nie jest dobry pomysł. Zresztą, co pomyślą twoi przyjaciele? – spojrzała na niego z wyrzutem
- Masz rację. Przepraszam. Idę, odpoczywaj. – powiedział i opuścił pokój
Skąd mu przyszedł do głowy taki pomysł? Czy naprawdę uważał, ze to mogłoby wypalić? Nie była do końca przekonana co do tego. Pokręciła się chwilę po pokoju zastanawiając się czy nie powinna przypadkiem mu pomóc. Doszła do wniosku, że on bardzo się poświęcił dla niej, więc mogłaby mu się w ten sposób odwdzięczyć. I tak miała tu zostać, więc postanowiła pozbyć się przynajmniej Eleanor. Zeszła na dół. Z salonu dobiegały odgłosy rozmowy. Wydawało jej się, że jest tak ktoś jeszcze oprócz Louisa i jego byłej. Miała rację. Po usłyszeniu nieznanego jej męskiego głosu jej przypuszczenia się potwierdziły.
- Louis, ja naprawdę żałuję. – powiedział zdesperowany żeński głos
- Przyznaj się, co Ci zrobił ten frajer? – usłyszała drwinę w jego głosie
- To nieistotne. Błagam, wybacz mi. – mówiła przez płacz
Agatha nie była zadowolona z wizyty Eleanor. Miała nadzieję, że Louis nie da się nabrać. Chcąc ratować sytuację postanowiła sięgnąć ostatniej deski ratunku.
- Lou, a co z Jennifer?
- Kim jest Jennifer? – spojrzała zdziwiona Eleanor
- Jego dziewczyną. – ujrzeli dziewczynę wchodzącą do pomieszczenia
Louis szybko zrozumiał, że Jen przyjęła jego wcześniejszą propozycję. Wstał z fotela i skierował się w stronę swojej domniemanej dziewczyny. Objął ją w pasie i pocałował ją delikatnie. To wszystko nic dla nich nie znaczyło. Lou było ciężko, ale potrafił opanować na chwile swoje emocje. Dziękował w duchu, że Jenni mu pomogła. Nie wiedział jak postąpiłby, gdyby ta rozmowa ciągnęła się dłużej.
- Sama widzisz, że ja nauczyłem się żyć bez ciebie. Tobie też radzę. To koniec. – powiedział wyprowadzając Jennifer za rękę z salonu
Eleanor szybko opuściła dom One Direction. Lou odetchnął z ulgą. Nie spodziewał się jednak, że Harry tak bardzo się wścieknie.
- Co to miało być? Pojebało cię?! Najpierw mówisz, że tęsknisz, a potem puszczasz się z pierwszą lepszą! - wskazał na Jen
- Harry, uspokój się do jasnej cholery! – krzyczała Agatha
- Może lepiej sobie pójdę? – zapytała Jen
- Idź, zaraz do ciebie wrócę. – powiedział Lou
Dziewczyna skierowała się do pokoju. Zachowanie nieznajomego chłopaka trochę ją zdenerwowało. Podeszła do swojej torby wyciągając z niej paczkę papierosów. Wyszła na balkon i zapaliła jednego. Musiała poddać się nikotynowym pieszczotom. Po wypaleniu jednego sięgnęła po następnego, ale pojawił się Tomlinson, który zburzył jej plany.
- Nie wiedziałem, że palisz. – zdziwił się
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. – podsumowała – Sytuacja na dole opanowana?
-  Tak jakby. Agatha się pokłóciła z Harrym i wyszła trzaskając drzwiami. – skrzywił się lekko
- I to wszystko przeze mnie. Mówiłam ci, że nie powinnam tu zostawać. Twój kumpel mnie nie lubi, reszta jeszcze mnie nie zna, ale pewnie też nie polubi. Kto chciałby się przyjaźnić z dziwką? – spojrzała na niego pytająco
- Ja. – zabrał jej papierosa z ręki – Jeżeli chcesz to możemy na razie im nie mówić o twojej przeszłości. Wie tylko Agatha, ale ona jest nieszkodliwa. – uśmiechnął się ciepło
- Zróbmy tak. – przytaknęła
- Jenni, dziękuję, że pomogłaś mi z Eleanor. – odgarnął niesforny kosmyk włosów z jej czoła
- W porządku. Chciałam się jakoś odwdzięczyć za zabranie mnie z tego burdelu. Tak nawiasem mówiąc.. Przed twoimi kumplami też będziemy udawać? – zapytała ciekawa
- Jeżeli chcesz to mogę im wytłumaczyć, że zrobiłem to, żeby pozbyć się Elean.. – przerwała mu
- Nie, w porządku. Pomogę ci. - oznajmiła
- Dziękuję. – uśmiechnął się czule
Rozmawiali jeszcze jakiś czas na balkonie. Dobrze im się gadało. To dziwne, ale bawienie się w dziewczynę Louisa Tomlinsona mogło być zabawne. W końcu niecodziennie jego przyjaciel nazywa cię pierwszą lepszą. Cóż, musiała przywyknąć. Widocznie nie zrobiła dobrego pierwszego wrażenia. Miała to gdzieś. Nie miała zamiaru się podporządkowywać. Louisowi odpowiadała jej osobowość, więc dlaczego miałaby się zmieniać? Coraz częściej myślała o Lou i o tym co by pomyślał w danej sytuacji. Powoli zaczynało ją to denerwować, ale cóż ona mogła? Kiedy weszli z powrotem do pokoju rozsiedli się na łóżku obmyślając plan działania.
- Czyli to jest układ bez zobowiązań? Nie posądzamy się o zdradę i robimy co chcemy? – upewniała się
- Tak. Myślę, że to dobry układ. – powiedział dumnie
- Powiedzmy. – zaśmiała się
- Mam do ciebie prośbę. – zaczął niepewnie chłopak – Tylko się we mnie nie zakochaj.
- Miłości nie ma. Istnieje jedynie pociąg fizyczny. Nie musisz się o to martwić. – zapewniała
- Istnieje. Kiedy poczujesz jaka jest silna zrozumiesz, że się myliłaś. – uśmiechnął się lekko
- Ja też mam prośbę. Nie dawaj mi powodów, żebym poczuła jej siłę.
Lou spojrzał na nią swoimi bajecznymi tęczówkami.  Chciała powiedzieć mu, żeby już sobie poszedł, ale zamknął jej usta oczywiście nic nieznaczącym pocałunkiem. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przerażacie mnie. Wasze tempo dodawania komentarzy się zabójcze. Więc następny zacznę pisac jak będzie minimum 45 komentarzy. Oczywiście wszystko zależy też od mojej liczby zajęć szkolnych :d
Dziękuję Wam bardzo za obronę przed hejtami, to dużo dla mnie znaczy. :)
Piszcie swoje sugestie w komentarzach :D 
+ Nienawidzę nieuzasadnionych "słabych" grrr!!!!!!
Love! Mrs. Tomlinson

sobota, 25 lutego 2012

Rozdział 3

            Louis wrócił do domu zamyślony i nieobecny. O mało nie przejechał staruszki na przejściu dla pieszych. Na szczęście w porę się zorientował, że musi się zatrzymać. Jego myśli krążyły wokół Jennifer. Był zły, że nie pozwoliła sobie pomóc. Przecież mogła pojechać z nim i wszystko byłoby w porządku. Martwił się. Podał Mary swój numer telefonu w razie czego. Obiecał sobie, że uda mu się ją uwolnić. Była jedynie przypadkową dziewczyną, ale zmieniła nieco jego nastawienie do swoich problemów. Zrozumiał, że są na świecie ludzie borykający się z gorszymi rzeczami. Na przykład Jennifer, którą życie zmusiło do prostytucji. Po przekroczeniu progu od razu skierował się do kuchni. Otworzył lodówkę i wyciągnął z niej piwo. W domu wydawało się nie być nikogo. Cisza była tu obca dlatego stwierdził, że chłopcy gdzieś wyszli. Kiedy wszedł do salonu jego przypuszczenia nie do końca się potwierdziły. Na kanapie Harry i Agatha nie szczędzili sobie czułości. Zmierzył ich spojrzeniem i usiadł na fotelu. Wszystko dookoła przypominało mu o chwilach spędzonych z Eleanor. Cholerni tęsknił. Gdyby nie fakt, że nigdy go nie kochała chciałby jej wybaczyć, znów ją przytulić. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że to wszystko minęło. Rozdział noszący jej imię został zakończony. Obecnie czuł się fatalnie. Z jednej strony uparta Jennifer, a drugiej miłość do Eleanor. Czuł, że wszystko wymyka mu się z pod kontroli. Wiedział, że jego uczucie minie, ale musiał dać sobie czas. Otworzyć się na nowe kontakty. Stwierdził jednak, że najpierw załatwi sprawę z Jennifer, a następnie zajmie się sobą. Tak wydawało się mądrzej.
- Louie, co się dzieje? – zapytał Hazza, ale Lou nie odpowiedział
- Martwimy się o ciebie. – powiedziała dziewczyna
- Nie macie powodów, jest w porządku. – powiedział i upił łyk piwa – Jestem po prostu trochę zmęczony.
- To może idź odpocznij. – doradzała mu
- Nie, dam radę. Zresztą, ostatnio i tak cierpię na bezsenność.
Harry czuł, że Lou się zmienił. Nie był taki sam. Wszystko co mówił nie zawierało emocji. Nie poznawał go. Nie robił już scen zazdrości, nie przychodził się przytulić. Stawał się całkiem obcy. Wszyscy starali się mu pomóc, ale on tego nie chciał. Mówił, że sam sobie z tym poradzi. Jego chwilowy kryzys nie wpływał na pracę. Dalej dawał z siebie wszystko, bo tego od niego wymagano. Hazza chciał go jakoś pocieszyć, ale sam nie popierał jego decyzji. Uważał, że Eleanor popełniła błąd, ale nikt nie jest nieomylny. Lubił ją, więc chciał przekonać Louisa do zmiany zdania. Jednak bezskutecznie.
- Pójdę z tobą i cię ululam do snu, co ty na to? – zapytał Harry
- Wolałbym wspólny prysznic. – wysilił się na uśmiech
- Czyli jeszcze nie jest z tobą aż tak źle. – ucieszył się Harold i podszedł go przytulić
- Powinnam chyba być zazdrosna. – zamyśliła się Agatha
- Ty masz go cały czas, a ja tylko od czasu do czasu. Nie bądź taka. – zbulwersował się Lou
- Spokojnie. – zaśmiał się Hazza – Idę wziąć kąpiel, idzie ktoś ze mną? – uniósł brew
- Damy mają pierwszeństwo. Mną się zajmiesz jak Agatha pójdzie spać. – Lou uśmiechnął się lekko
- Idź sam, ja sobie wyjaśnię co nieco z Panem Tomlinsonem. – spojrzała szyderczo
- Bój się Boo Bear, ona gryzie. – powiedział Hazza i opuścił pomieszczenie
W salonie przez chwilę panowała cisza. Louis cieszył się, że jego Hazzuś trafił na taką dziewczynę. Była ładna, miła, zabawna, szczera, zawsze uśmiechnięta. Nie dąsała się, ani nie robiła wielkich scen zazdrości. Poznali się pewnego dnia w klubie, gdzie była kelnerką. Pech chciał, że przez pijanego Harolda straciła pracę. Agatha bardzo go nie lubiła. Uważała, że jest kolejnym rozpuszczonym gwiazdorem. Harry poczuł się zobowiązany wynagrodzić jej straconą pracę więc zaprosił ją na kolację. Oczywiście na początku odmówiła, ale Liam ma gadane, więc dała się namówić. Z biegiem czasu spotkania stawały się coraz częstsze, a potem zostali parą. Kiedy skończyły jej się oszczędności musiała opuścić swoje mieszkanie i zamieszkała w domu chłopców. Nikt nie miał z nią problemów. Może dlatego, że zawsze miała coś do powiedzenia i nie były to puste słowa? Tak, można powiedzieć, że była jedną z niewielu dziewczyn Harrego, które można zaakceptować. Jeżeli chodzi o wygadanie się to tez potrafiła słuchać, a nawet zdarzyło jej się zabłysnąć jakimś wspaniałym pomysłem.
- Harrego nie ma, więc przestać wciskać mi kity o zmęczeniu, Tomlinson. – spojrzała na niego wkurzona
- Po co chcesz wiedzieć? – spytał nadal pijąc piwo
- Chcę ci pomóc kretynie. Wydaje mi się, że tu nie chodzi o Eleanor. Mów co ci leży na żołądku. – naciskała
- Ale pod warunkiem, że nikt się nie dowie. Szczególnie Harry. – zaakcentował
- W porządku. To będzie tajemnica. – puściła mu oko
Louis zaczął od dnia w którym Eleanor go zdradziła. Opowiedział jej o wizycie w Paradise i o poznaniu Jennifer. Następnie poznał Agathę z jej historią. Słuchała wszystkiego dokładnie bez zbędnych komentarzy. Wiedziała, że problem Louisa miał głęboki korzeń.
- Lubisz ją. – stwierdziła
- Nom. – spojrzał w przestrzeń
- Porozmawiaj z jej przyjaciółką. Może ona wie co można zrobić żeby jej pomóc? Louis nie możesz się poddawać. Ta dziewczyna jest po prostu uparta, ale dla jej dobra powinieneś cos zrobić. Nie siedź jak ten kołek tylko działaj. – stwierdziła bezpośrednio
- Ale ona mnie znienawidzi. Nie wiesz jaka jest. Myśli, że jest najmądrzejsza i poradzi sobie. Myli się, ja wiem, że sobie nie poradzi. Muszę pogadać z Mary, ale to jutro. – wyciągnął telefon, aby napisać smsa do blondynki.
- Cieszę się, że poznałeś nową dziewczynę. – powiedziała mając nadzieję, że dzięki niej Lou zapomni o Eleanor
- Wiem co masz na myśli Agatha, ale ja nadal kocham Eleanor. Nie licz na to, że Jennifer to zmieni. Chce jej jedynie pomóc. – odrzucił poirytowany
Tak było. Nie chciał patrzeć na to, co dzieje się z Jen. To pozwoliło mu na jakiś czas zapomnieć o jego sytuacji uczuciowej. Agatha była naprawdę miła, ale swoje nadzieje mogła zachować dla siebie. Poszedł do swojego pokoju trochę wkurzony. Wziął prysznic i odczytał wiadomość od Mary.
„Cześć. Jennifer mnie zabije jak się dowie, ale musze Ci coś powiedzieć. Od kiedy wyszedłeś cały czas ryczy. Nie wiem o co Wam poszło, ale ogarnij to. Jeżeli chcesz pogadać to przyjedź o 8:00. Jen zazwyczaj śpi o tej godzinie. Mary.”
Louis odłożył telefon i postanowił położyć się wcześniej spać. Mimo szczerych chęci nie mógł zasnąć. Pokierował się do łazienki i wyciągną z szafki tabletki na sen. Czasem miał takie dni, że zaśniecie sprawiało mu problem dlatego zaopatrzył się w nie. Popił je wodą i wrócił do łóżka. Tym razem jednak poskutkowało. Po dwudziestu minutach zasnął.
            Rano obudziły go promienie słońca. Przeklął w duchu, że zapomniał zasłonić rolet. Wstał i spojrzał na zegarek. Była 8:30.
- Zaspałem, cholera! – przeklął głośno
Szybko pobiegł do szafy wywalając z niej ciuchy. Znalazł coś czystego i skierował się na dół. Umył zęby i wybiegł z domu jak poparzony. Miał szczęście, że wszyscy spali. Szybko odpalił samochód i pojechał w stronę swojego celu. Po dziesięciu minutach był na miejscu. Wbiegł szybko do środka widząc dziewczyny sprzątające bar. Blondynka wycierała blat. Podszedł do niej nieogarnięty.
- Przepraszam za spóźnienie. – powiedział poważnie
- W porządku, Jennifer jeszcze śpi. Chodź. – zaprowadziła go do osobnego pokoju
- Powiedz mi co mogę zrobić. – wycedził na wejściu
- Po pierwsze pogadać z Hektorem o zgodę na zabranie ją poza lokal. Kiedy już ci się uda zadbaj, żeby jej nie znalazł. – powiedziała prawie szeptem
Louis spojrzał na nią ze zdziwieniem. Chciała, żeby ją wywiózł? Nie mógł tego zrobić. To wszystko wydawało mu się bez sensu.
- Nie mogę tak tego załatwić. Powiedz mi, ile jeszcze zostało jej długu? – wpadł na ciekawy pomysł
- Nie wiem, ale niewiele. Takie rzeczy wie tylko Hektor, ale co chcesz zrobić? – spojrzała badawczo
- Spłacić jej pożyczkę. Nie oszukujmy się, mi to nie zrobi różnicy, a dla niej to oznacza wolność. Jest Hektor? – zapytał bezpośrednio
- Nie rób tego. Ona cię znienawidzi. Nie pozwoli na to. Jest zbyt dumna żeby się zgodzić. – ostrzegała
- Wiem, dlatego mi pomożesz. – spojrzał z cwaniackim uśmiechem
Po obgadaniu szczegółów udał się do pokoju, w którym znajdował się Hektor. Chciał zredukować dług Jennifer. Mógł sobie na to pozwolić. Niektórzy cały czas kupują nowy samochód, a niektórzy pomagają innym. On należał do tych drugich. Tak jak myślał Hektor nie robił problemów. Chciał się pozbyć Jennifer jak najszybciej. Doprowadzała go do szału. Trzymał ją tu tylko ze względu na swoje pieniądze. Stwierdził jednak, że pieniądze chce dostać co tydzień. Tak było mu łatwiej. Lou nie do końca zrozumiał dlaczego, ale zgodził się. Po pomyślnym obrocie sytuacji udał się do pokoju, żeby obudzić Jenni. Mary wcześniej spakowała jej rzeczy i zaniosła do samochodu Lou. On sam musiał idealnie skłamać. Kiedy wszedł do pokoju dziewczyny nie spała już. Siedziała na brzegu łóżka. Kiedy zobaczyła chłopaka w drzwiach od razu spojrzała na zegarek. Była dopiero 9:30. Dopiero wstała i nie wyglądała najlepiej.
- Co ty tu do cholery robisz? – zmierzyła go spojrzeniem
- Dziś zabieram cię poza ten zawszawiony lokal. Hektor nie robił problemów. Dziś mamy spotkanie w terenie. Zbieraj się. – oznajmił uśmiechnięty mając nadzieję, że się zgodzi
- Nie masz ciekawszych zajęć? Myślę, że znalazłoby się kilka rzeczy wartych zrobienia i na pewno nie byłoby to spędzanie czasu ze mną. – spojrzała krytycznie
- Nie marudź, przebieraj się i jedziemy. Czekam na dole.
Kiedy zszedł na dół odetchnął z ulgą. Połknęła haczyk. Tylko co będzie kiedy zaparkują pod domem 1D i dowie się, że zostanie tu? Będzie wściekła, na pewno. Po dziesięciu minutach zeszła na dół. Wyglądała obłędnie. Pomyśleć, że wystroiła się tak na spotkanie z nim. Coś niewiarygodnego. Kiedy ujrzała dziwną minę chłopaka uśmiechnęła się w duchu. Widocznie podobał mu się jej dzisiejszy strój. Nic wielkiego, a jednak. Ubrała czarne, obcisłe rurki i biała, luźną bluzkę. Do tego zostawiła rozpuszczone włosy i zrobiła lekki makijaż. Wszystko pasowało. Kiedy już znalazła się obok niego ruszyli do samochodu. Droga minęła im szybko. Jennifer była ciekawa gdzie jadą, ale nie wypytywała. Po dziesięciu minutach ujrzała wielki, piękny dom, choć wyglądał jak jakiś dworek, a raczej dwór. Spojrzała na niego pytająco. Louis nic nie mówił. Zaparkował i wyciągnął z bagażnika jej rzeczy. Nie wiedziała co się dzieje. Domagała się wyjaśnień.
- Od tej pory nie jesteś już częścią Paradise i moja w tym głowa żeby tak zostało. – poinformował krótko
Powoli analizowała jego słowa. Kiedy dotarło do niej co zrobił wściekła się. Zaczęła krzyczeć i wyzywać. Louis starał się ją uspokoić, ale nie dawał rady. Kiedy skierowała się w kierunku bramy wyjściowej stwierdził, że nie ma wyjścia. Dogonił ją i bez pytania przerzucił ją sobie przez ramię niczym Shrek Fionę. Wyrywała się i machała nogami, ale niestety bez skutku. Kiedy postawił ją w holu tego wspaniałego domu usłyszał wiązankę wyzwisk pod swoim adresem oraz oznaki wszelkiego buntu i sprzeciwu.
- Teraz przegiąłeś pałę Tomlinson. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No ładnie Wam poszło z komentarzami jak widzę :D
Rozdział taki se, mógłby być lepszy, ale mnie poganialiście xd
Agata, masz swoją bohaterkę :D
Następny rozdział jak będzie hmmm.. 30 komentarzy :d Dacie radę :D 
+ Dzisiejsze rozkminy z Nikolą i faza z Wiolą są mega <3 
++ W życiu prywatnym nie jest najlepiej, więc nie krzyczcie na mnie za literówki.
+++ Kocham te "słabe" i "średnie" bez komentarza. Rozumiem, że komuś może się nie podobać, ale bez jaj, możecie rozwinąć co Wam się nie podoba? 
Love! Mrs. Tomlinson

środa, 22 lutego 2012

Rozdział 2

            Następne 3 dni minęły jej szybko. Louis tylko raz ją odwiedził. Zresztą czego się spodziewała? Przedwczoraj przyszedł poinformować ją o swoim rozstaniu z Eleonor. Był przybity, ale udało jej się poprawić mu humor. Lubiła z nim rozmawiać. Kiedy zapomniał o zdradzie dziewczyny potrafił być całkiem zabawny. Dziwiło ją bardzo, że wydawał pieniądze jedynie rozmowę, w dodatku z nią. Wiedziała, że Hektor wysoko ceni sobie swoje pracownice, więc postępowanie Louisa było co najmniej dziwne. Wolała jednak nie wnikać. Im częściej przychodził tym mniej klientów musiała przyjmować. Dużo opowiadał jej o swoich przyjaciołach. Z tego co mówił wydawali się być w porządku. Louis ją lubił. Była otwarta i szczera. Cały czas zastanawiał się jak może jej pomóc. Zdążył ją polubić, więc szkoda mu było patrzeć jak się marnuje. Zdawał sobie sprawę, że nie powinien się wtrącać w jej życie. Odpuścił. Wolał nie psuć ich obecnych relacji. Nie spodziewał się, że spotka tu taką dziewczynę. Nadal kochał Eleonor. Nie potrafił z dnia na dzień pozbyć się towarzyszącego mu uczucia. Miał nadzieję, że z biegiem czasu mu przejdzie. Nie miał zamiaru do niej wracać. Chciał nacieszyć się wolnością. Zbyt długo wykorzystywała jego sławę do promowania swojej osoby. Zniechęcił się do modelek. Harry nie był zadowolony z ich rozstania. Twierdził, ze każdemu mogło się zdarzyć coś takiego, jednak Lou był innego zdania. Eleonor przy rozstaniu powiedziała mu, że był naiwny i nigdy go nie kochała. Znienawidził ją, ale bardziej bolało go to, że on nadal ją kochał. Serce nie sługa, a szkoda.
            Tego dnia Jennifer od rana źle się czuła. Bolała ją głowa i było jej słabo. Mało spała tej nocy. Co chwilę się budziła. Od kiedy wstała wszystko ja denerwowało. Nie miała ochoty dzisiaj nic robić. Hektor jak zwykle się wściekł. Postanowił nauczyć dziewczynę posłuszeństwa. Około szesnastej przyszedł do jej pokoju. Leżała w łóżku, miała gorączkę. Nie obchodziło go to.
- Co się do cholery z tobą dzieje?! – wykrzyczał wściekły
- Daj mi spokój. Wyjdź i nie trzaskaj drzwiami bo łeb mi pęka. – powiedziała wstając z łóżka
- Jeżeli myślisz, że ci na to pozwolę to się mylisz! Jesteś pyskatą, nieposłuszną szmatą! – wymierzył jej cios w twarz
- Skurwiel. – podsumowała łapiąc się za policzek
- Hamuj się lepiej. Nie zapominaj, że jeszcze tu pracujesz! Nie pozwolę, żeby jakaś dziwka robiła co chciała! – mocno nią szarpną
- Zastanawiałam się ostatnio dlaczego Mary jest taka grzeczna. Doszłam do wniosku, że zbyt często ma usta zajęte czymś innym, żeby się odezwać. – powiedziała spokojnie kładąc akcent na słowo „czymś”.
Hektor jednak nie podzielał jej spokoju. Mary miała w sobie coś, co sprawiało, że nie pozwolił powiedzieć na nią złego słowa. Wściekł się, kiedy usłyszał uwagę na jej temat z ust Jennifer. Ponownie, lecz tym razem mocniej uderzył ją w twarz. Dziewczyna była słaba tego dnia, więc upadła na podłogę. Pożałowała swoich słów. Wiedziała, że za każdym razem, kiedy pyskuje Hektor się wścieka. Ona mimo wszystko nie potrafiła się pohamować od wyrażenia swojej opinii. Musiała wziąć się za siebie, bo takie sytuacje zdarzały się coraz częściej. Powoli zaczynała tracić siły. Z dnia na dzień wszystko bolało ją bardziej, a proste czynności zabierały jej dużo energii. Wiedziała, że musi stąd jak najszybciej uciec, uwolnić się, ale nie potrafiła. Była w tym sama. Gdzie pójdzie? Kto jej pomoże? Przecież jest tylko dziwką. Ma odnaleźć babcie, która kilkanaście lat temu wyrzuciła jej matkę z rodzinnego domu? Nigdy. Może upadła nisko, ale nie na tyle, żeby się tam pokazywać. Na samą myśl o tej kobiecie robiło jej się niedobrze. Maria zawsze starała się mówić pozytywnie o swojej matce, ale Jen nie była głupia. Kto normalny wyrzuca ciężarną piętnastolatkę na zbity pysk? Nikt. Była pewna, że nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego swojej córce. Szybko jednak dotarło do niej, że  będzie miała dzieci. Nie chciałaby, żeby jej dziecko było wytykane palcami przez to, ze jego matka jest prostytutką. Ona sama nie chciałaby być w takiej sytuacji. Zdecydowała się na samotną starość. Tak będzie lepiej.
- Może jak zostaniesz tu do końca lipca to nauczysz się szacunku. – powiedział i skierował się w kierunku drzwi
- Pierdol się. – wydusiła próbując się podnieść
Miała cicha nadzieję, że nie usłyszał, jednak kiedy mężczyzna zawrócił kierując się w jej stronę przeklęła siebie w duchu. Hektor jednym, mocnym szarpnięciem podniósł ją z podłogi i mocno niemal rzucił nią o szafę. Było słychać trzask. Jennifer czuła jak traci przytomność. Jedyne co ujrzała przed utratą świadomości była zbiegająca do pokoju Mary.
            Blondynka usłyszała na korytarzu trzask i okrzyk bólu. Wiedziała, że to nie wróży nic dobrego. Szybkim krokiem skierowała się w stronę hałasu, który doprowadził ją do pokoju Jen. Zobaczyła lezącą na ziemi przyjaciółkę i Hektora, który zamachnął się, aby ją uderzyć. Nie mogła na to pozwolić.
- Zostaw ją! – krzyknęła odpychając go od Jenni
- Nie wtrącaj się! – starał się usunąć Mary z drogi, ale nie odpuścił tak łatwo
- Bo co? Uderzysz mnie? – zapytała ironicznie
Hektor widząc, że dziewczyna nie da mu się zbliżyć do Jennifer opuścił pokój trzaskając drzwiami. Mary szybko podbiegła do Jen. Wkładając trochę wysiłku udało jej się przenieść dziewczynę na łóżko. Zawołała Lizzy, aby przyniosła miskę z wodą i apteczkę. Tak też zrobiła. Po chwili zakrwawiona twarz Jennifer zaczynała wracać do normy. Miała rozwalony łuk brwiowy i kilka zadrapań. Mary wiedziała, że Hektor nie puści jej tego płazem. Zawsze któraś z dziewczyn stawała w obronie Jen i źle się to kończyło. Zastanawiała się co ją czeka. Przerwała swoje rozmyślania i wyszła z pokoju.
            Po trzydziestu minutach w progach Paradise zawitał nie kto inny jak Louis Tomlinson. Szybkim krokiem podszedł do Lizzy kładąc na blacie tą samą sumę co zawsze. Chcąc bez słowa udać się do pokoju Jen napotkał na swojej drodze przeszkodę.
- Jennifer dzisiaj nikogo nie przyjmuje. – powiedziała ostro niska blondynka
- Dlaczego? – wyczuł napiętą atmosferę
- Źle się czuje. – odpowiedziała
- Zapłacę podwójnie za 15 minut wizyty. – naciskał
Mary spojrzała na niego ze zdziwieniem. Kim on był, że tak o wydawał pieniądze na rozmowę z pierwszą lepszą dziwką? Co mu to dawało? Nie wiedziała, ale musiał mieć coś ważnego skoro tak bardzo mu zależało.
- Nie wezmę ani grosza więcej. Problem nie leży w pieniądzach. Nie wiem czy już się obudziła. – powiedziała już swobodniej dziewczyna
- Spała? – spojrzał badawczo wiedząc która jest godzina
- Tak jakby.. – przygryzła wargę
Louis nie był głupi. Szybko zorientował się, że stało się coś złego. Ominął blondynkę i szybkim krokiem skierował się do pokoju Jennifer. Mary miała rację. Jeszcze się nie obudziła. Spojrzał na jej poranioną twarz i poczuł przypływ gniewu. Wiedział kto był temu winny. Opanował jednak swoje emocje, bo dziewczyna zaczęła się budzić.
            Jennifer powoli otworzyła oczy. Nie zdążyła dobrze się wybudzić a już przeżyła szok. Obok swojego łóżka ujrzała siedzącego przy niej Louisa. Co on tu do cholery robił? Czy nikt nie może zrozumieć, że nie czuła się dobrze? Chciała kląć, ale w porę ugryzła się w język.
- Lepiej się czujesz? – zapytał zmartwiony
- Nie. Jest jeszcze gorzej. – odpowiedziała próbując wstać z łóżka
- Leż. Musisz odpoczywać. – nie pozwolił jej się ruszyć
- Nie jestem dzieckiem, poradzę sobie. – powiedziała ze złością wstając z łóżka
Zrobiła kilka kroków stronę barku, żeby nalać sobie wody. Niestety nie było jej pisane do niego dotrzeć. W połowie dystansu dzielącego ją z tym przeklętym meblem strasznie zakręciło jej się w głowie. Mało brakowało, a znów przytuliłaby podłogę, z którą tak lubiła być blisko. Na szczęście Lou temu zapobiegł. Złapał ją i trzymał, aby nie upadła. Jennifer oddychała głęboko dziękując w duchu za obecność Louisa.
- Nadal uważasz, że powinnaś wstawać? – spytał sarkastycznie
Nie odpowiedziała. Zaprowadził ją z powrotem do łóżka podając jej szklankę wody dla której tak bardzo się poświęcała.
- Powiedz mi, po co tu wracasz? Klienci z reguły nie wchodzą kilka razy do tej samej rzeki. – spojrzała na niego badawczo
- Wiesz, ja jeszcze do niej nie wszedłem. – uśmiechnął się pod nosem
- Hahah! – wybuchła śmiechem, który spowodował nagły ból głowy – Przyszedłeś naprawić swój błąd? – zapytała rozbawiona
- Innym razem. Dziś i tak nie jesteś w formie. – wystawił jej język
- Zdziwiłbyś się. – powiedziała unosząc brew do góry
- Nie wątpię, ale martwię się o twoje bezpieczeństwo. – powiedział z udawaną powagą – A tak całkiem serio.. – zaczął zdejmując uśmiech z twarzy – Chcę ci pomóc się stad wydostać.
Jen zdziwiła się, że tak nagle zmienił temat. Nie wiedziała co go skłoniło do takiego oświadczenia, ale nie zamierzała przyjąć jego pomocy.
- Żartujesz? – spojrzała zdziwiona – Nawet jeżeli udałoby mi się uciec to on mnie znajdzie. Nie mam gdzie się podziać, a ulica nie jest fajnym miejscem. Dzięki za chęci, ale nie. – powiedziała odwracając wzrok
- Co jeśli miałabyś gdzie mieszkać, a Hektor nie szukałby cię? – powiedział decydując się podjąć ryzyko swojego nagłego pomysłu
- Nie Louis. Nie przyjmę od ciebie pomocy. I tak za dużo dla mnie zrobiłeś. Myślę, że powinieneś już iść. – dała mu delikatnie do zrozumienia, że nie podoba jej się ten pomysł
- Czy ty nie rozumiesz, że nie mogę patrzeć na to jak on cię traktuje? Mogę ci pomóc. Nic na tym nie stracę. Tylko pozwól sobie pomóc! – zirytował się
- Nie potrzebuję niczyjej pomocy! Sama w to bagno weszłam, więc sama z niego wyjdę! Louis błagam nie nalegaj. – powiedziała błagalnie
- Jennifer.. – wyszeptał
- Idź już. Chcę być sama. – powiedziała kryjąc żal do samej siebie
- Przyjdę jutro. – powiedział całując ją w czoło
Chłopak opuścił pokój, a po twarzy Jen zaczęły płynąć łzy. Co ona do cholery wyprawia? Jeszcze tego ranka myślała o tym, że potrzebuje pomocy, a teraz, kiedy Louis może coś dla niej zrobić ona odmawia. Sama nie wiedziała co ją opętało. Nie wiedziała jaki Lou miał plan. Te przemyślenia coraz bardziej dawały jej do zrozumienia, że powinna dać sobie pomóc, bo w końcu Hektor ją zabije. To był fatalny dzień. Starcie z szefem, kłótnia z Louisem, w dodatku za oknem szalała burza, której tak straszliwie się bała. Zamknęła oczy mając tylko nadzieję, że następne dzień będzie lepszy…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że nie pisałam :D Cierpiałam na chwilowe zahamowanie i nadmiar obowiązków.
Mam nadzieję, ze rozdział jest znośny. Mi osobiście podoba się tylko końcówka.
W życiu prywatnym mam małe problemy, dlatego nie wiem kiedy będzie następny.
http://thesamemistakes.blog.onet.pl/ - zapraszam do Aiami <3 NOWY!!!!!!!
+ Dodam rozdział jak będzie 25 komentarzy :D
Love! Mrs. Tomlinson

sobota, 18 lutego 2012

Rozdział 1

3 czerwca 2012 r.
            Jennifer tego dnia miała dobry humor. Wiedziała, że musi zostać w tym zawszawionym burdelu jeszcze tylko do końca miesiąca. Za każdym razem, kiedy musiała obsługiwać jakiegoś klienta czuła się fatalnie. Często jednak miewała takie dni, kiedy Hektor odpuszczał. Miała nadzieję, że to będzie jeden z tych dni. Jej przyjaciółka, o ile tak mogła nazwać jedną w bardziej doświadczonych prostytutek, obchodziła urodziny. Niestety awantura przed południem na to nie wskazywała. Jenn miała w nawyku bezczelne odzywki, ale nie zawsze były one na miejscu. Często dostawała za to po twarzy. Nie potrafiła udawać, że jest posłuszna. Dzisiaj było tak samo. Wystarczyło słowo sprzeciwu ze strony Jennifer, a już rozpętała się awantura. Zapewnił ją więc, że dziś nie odpocznie. Czekała tylko, aż każą jej iść do swojego pokoju, bo czeka tam klient. Na razie jednak wolała siedzieć w pokoju Mary- dziewczyny starszej od niej o rok. Mary chorowała, dlatego Hektor rzadko przydzielał jej jakiegoś klienta. Krążyły nawet plotki, że łączy ją coś z szefem. Często wymykała się w nocy i dziwnym trafem rano wychodziła z jego sypialni. Nikt nigdy nie odważył się podglądnąć całej sytuacji. Jennifer kiedyś próbowała, ale na jej nieszczęście Mary wychodziła, kiedy Jen znalazła się obok drzwi. Siedziała tak do około godziny 20. Stwierdziła, że jest obrażona na Hektora i nie będzie pomagać przy barze. To miał być swego rodzaju bunt. Mężczyzna jednak nie ukarał jej za to. Z pokoju Mary wyciągnęła ją Lizzy.
- Jennifer, twój czas nadszedł. – zaśmiała się
- O, już? Coś wcześnie. Kto tym razem? Afryka, Azja, Australia? – wybuchła śmiechem Jen
- Zaskoczę cię. Jakiś młody, przystojny chłopak. Wygląda na Anglika. Pierwszy raz go tu widzę. Lepiej bądź miła, co jeśli to prawiczek? – udawała poważną Liz
- Ulala. Zapowiada ci się ciekawy wieczór Jenni. – poklepała ją po ramieniu Mary
- Dokładnie tak jak tobie noc. Pozdrów potem szefa. – dogryzła dziewczyna opuszczając pokój
- Haha! Pozdrowię! – wybuchła śmiechem Mary
Jennifer skierowała się do swojego pokoju. Po drodze odwiedziła łazienkę na piętrze, żeby poprawić swój wygląd. Nie było tak źle jak się spodziewała. Otworzyła drzwi. W pokoju stał średniego wzrostu chłopak, o brązowych, dokładnie ułożonych włosach, w czerwonych spodniach i białej bluzce w czarne paski. Spojrzała na niego badawczo. Nie słyszał jak wchodzi. Dostrzegł ją dopiero, kiedy zamknęła drzwi. Obrócił się do niej przodem. Jego oczom ukazała się młoda, seksowna, dziewczyna. Była troszkę niższa od niego, miała długie ciemnobrązowe włosy opadające na ramiona, ciemne oczy i jasną cerę. Ubrana była w czarną, krótka spódniczkę i czerwono-czarny gorset. Zdziwił się. Nie spodziewał się tego, że ujrzy tu tak młodą dziewczynę. Zastanawiał się co tu robi, ale przypomniał sobie, że nie przyszedł tu rozmyślać. Podszedł do dziewczyny składając na jej ustach pocałunek. Jennifer była zaskoczona. Chłopak nie całował jej zaborczo i namiętnie, ale delikatnie i subtelnie. Zrozumiała, że jest zraniony. Znała takie przypadki, wiedziała, że jeszcze chwila i zmięknie. Tak jednak nie było. Był czuły, jak gdyby brakowało mu ciepła. Jen odsunęła się od niego i zbadała go wzrokiem.
- Coś mi się wydaje, że nie potrzebujesz sexu, tylko szczerej rozmowy. – powiedziała siadając na łóżku wskazując mu miejsce obok siebie
- Chyba masz rację. – powiedział cicho i zajął wskazane mu miejsce
- Przychodzi tu wielu mężczyzn. Żonaci, rozmownicy, wdowcy, zaręczeni, samotni, zdradzeni, porzuceni, nieszczęśliwie zakochani. Do których należysz? – spojrzała z zaciekawieniem
Chłopak przez dłuższą chwile patrzył w podłogę. Chyba zbierał myśli. Wyglądał na naprawdę cierpiącego. Jennifer zrobił jej się go żal. Nadal nie odpowiadał.
- Zdradziła cię? Starałeś się, robiłeś dla niej wszystko, a ona wskoczyła innemu do łóżka? – zapytała bezpośrednio, lecz on tylko skinął głową na potwierdzenie – Opowiedz mi o tym. – chciała mu pomóc
- Jest modelką. Miała mieć sesję zdjęciową, kiedy ja miałem próby. Skończyłem wcześniej. Chciałem ją zobaczyć, wesprzeć. Pojechałem na miejsce. Zdjęcia odbywały się w budynku. Wjechałem windą na samą górę i skierowałem się do na koniec korytarza. Owszem, ujrzałem sprzęt do fotografii i fotografa, który zajmował się moją dziewczyną, szkoda tylko, że nie tak jak trzeba. – załamał mu się głos
- Może zrobił to wbrew jej woli? – szukała w głowie sensownego powodu tego zdarzenia
- Nie, gdybyś widziała jak namiętnie i czule go całowała wiedziałabyś, że chce tego. Miałem ochotę zabić tego dupka, ale to ona była wina, a jej nie skrzywdziłbym. – mówił o niej z niesamowitym ciepłem, Jen wiedziała, że ta dziewczyna wiele dla niego znaczyła.
- Przykro mi. Tylko dlaczego przyszedłeś tu? – zapytała zdziwiona
- Myślałem, że będę potrafił zrobić to, co ona. Jednak nie potrafię. – nadal patrzył w podłogę
Nastała chwila ciszy. Jennifer nie wiedziała, czy ma wciskać mu kity, że będzie dobrze, czy powiedzieć, że ta laska to zwykła dziwka. Cóż za paradoks, dziwka będzie dziwkę oceniać. Powstrzymała się więc od komentarza.
- Tak w zasadzie to jestem Louis. – podał jej rękę
- Jennifer. – uśmiechnęła się lekko
- Ile masz lat? – zapytał patrząc na nią badawczo
- 18, od niedawna. – powiedziała skrępowana
- Nie uważasz, że lepiej podbijać świat niż zabawiać niewyżytych mężczyzn? – spojrzał na nią z zaciekawieniem
- To nie tak, że ja jestem tu z własnej woli. Gdybym mogła wybiegłabym stąd szybciej niż zdążyłbyś wypowiedzieć moje imię.
- Więc co tu robisz? -  nic nie rozumiał
- Jakby to powiedzieć. Życie mnie do tego zmusiło. – chciała uniknąć rozmawiania o sobie, ale widziała, ze spostrzegł jej blizny po strzykawkach na ręce
- Narkotyki? – zapytał z niedowierzaniem
Jennifer opowiedziała mu historię swojej matki, a następnie swoją. Był dobrym słuchaczem. Podziwiał Marię. Z każdym dodatkowym faktem na temat życia Jen rozumiał jej decyzję coraz bardziej. Nie miał zamiaru jej hejtować. Chciał tylko ja zrozumieć, a to mu się udało. Kiedy poznał cały jej burzliwy życiorys zrozumiał, że są ludzie, którzy mają większe problemy niż on. Ta dziewczyna została sama z ogromnym długiem. Całkiem miło im się rozmawiało. W końcu poznała kogoś, kto nie gardził nią. On po prostu przyjął to do wiadomości. Szybko zmienili temat. Dowiedziała się, że śpiewa w sławnym zespole razem z czwórką innych chłopców oraz, że jego dziewczyna miała na imię Eleonor. Nie spodziewała się, że ten chłopak stanie się jedyną osobą, która naprawdę ja zrozumie. Doradził jej też, aby odnalazła swoją babcię. Być może po latach się zmieniła. W każdym bądź razie czas minął im miło. Louis nawet się uśmiechnął. To już był duży postęp. Po niecałych dwóch godzinach postanowił jednak wrócić do domu. Chłopcy cały czas do niego wydzwaniali.
- Lou, myślę, że Eleonor po prostu na ciebie nie zasłużyła. – powiedziała szczerze
- Dzięki za wszystko. – podszedł do niej i delikatnie wsadził jej do kieszeni spódnicy napiwek – Myślę, że ci się należy. – puścił jej oko i skierował się w stronę schodów
Jennifer wróciła do pokoju i położyła się na łóżku patrząc w sufit. Zaczęła zastanawiać się nad wszystkimi miłymi słowami, które powiedział jej Lou. Nie brała ich tak bardzo do siebie, ale podbudowały ją. Chciała mu podziękować, ale nie zdążyła. Miała nadzieję, że jeszcze się zobaczą, jednak po chwili dotarło do niej, że jest tylko dziwką, która akurat była pod ręką. Zeszła na dół pomagając przy barze i przy okazji czegoś się napić. Do końca wieczora była nieobecna. Czy to możliwe, żeby po tak długim czasie samotności potrafiła jeszcze komukolwiek zaufać? Nie wiedziała. Miała jedynie nadzieję, że dzień jutrzejszy da jej odpowiedź na to pytanie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Łuhuhuhu :D
Dałam radę napisać dziś :D Cieszycie się?
Tak oto wyszło na jaw, iż ten blog będzie o Lou :D Kochane, nie chcę tu robić Zialla. Wole pomyśleć nad osobnym opo na ich temat. 
Zmieniłam wygląd bloga i chyba tak zostanie. 
Dziękuję za to, że cierpliwie czekałyście na moją wenę ;) To dużo dla mnie znaczy. 
+ jak zawsze polecam: http://thesamemistakes.blog.onet.pl/ - komentujcie dziołchy :D
++ Napisałam, że Elka jest modelką gdyż iż ponieważ, jest to podróż w przyszłość. Wg mnie ma warunki, więc to kwestia czasu, aż dostanie propozycję ;) Taka tam moja fikcja :D
Love! Mrs. Tomlinson

Prolog

            W małym mieście niedaleko Glasgow mieszkała spokojna, radosna Maria Stones. Jej matka była szanowaną bizneswoman, ojciec zaś posiadał kancelarię adwokacką. Pozycja jej rodziców pozwalała jej na życie w luksusie. Zawsze dostawała to, czego chciała, ale mimo dużego majątku rodziny nigdy nie stawiała się na piedestale przy znajomych. Chciała mieć normalne życie, jednak jej rodzice mieli inne zdanie na ten temat. Woleli, żeby ich córka przyjaźniła się z kimś w wyższej półki. Maria jednak miała swój rozum i nie dała zmanipulować się rodzinie. Dorastała spokojnie. Jednak zawsze coś musi się zepsuć. Dziewczyna w wieku piętnastu lat zaszła w ciążę. Ukrywała to tak długo, jak tylko było to możliwe. Wiedziała, że jak jej rodzice się dowiedzą skończy się to mało przyjemnie. Tak też się stało. Po czterech miesiącach brzuch stawał się coraz bardziej widoczny. Zmieniła swój styl ubierania, aby dłużej to ukryć, ale to nic nie dało. Lidia, bo tak miała na imię jej matka, znała swoją córkę doskonale. Podejrzewała, że stało się coś złego. Pewnego poranka nie poszła do pracy. Postanowiła obudzić swoją córkę. Po odkryciu kołdry przeżyła szok. T-shirt, w którym spała Maria opinał jej lekko powiększony brzuch. Lidia była wściekła. Ogarnęła ją furia. Dziewczyna wstała. Widząc zachowanie matki zdała sobie sprawę z tego, że jej sekret wyszedł na jaw. Próbowała jakoś załagodzić gniew rodzicielki, ale nie udało jej się. Lidia nie mogła sobie pozwolić na to, aby jej córka zepsuła reputację, na którą tak długo pracowała. Wyciągnęła z szafy walizkę wrzucając do niej rzeczy córki. Krzyczała, że nie będzie dłużej mieszkać z nią pod jednym dachem. Dała córce pieniądze i kazała się wynosić. Maria była załamana. Ojciec dziecka zareagował podobnie. Nie chciał jej znać. Zapłacił jej za nie ujawnianie tożsamości ojca jeszcze nienarodzonego potomka. Wiedziała, że nie może zostać w rodzinnym mieście dlatego znalazła schronienie u przyjaciółki w Glasgow. Dokładała się do czynszu i robiła zakupy, więc szybko straciła pieniądze darowane jej przez matkę. 17 maja 1994 roku na świat przyszła malutka Jennifer Stones.
            Maria starała się wychować córkę jak najlepiej. Na początku było jej trudno, ale radziła sobie. Do czasu, aż nie wylądowała na ulicy. Jej przyjaciółka przeprowadziła się do Londynu, więc musiała opuścić mieszkanie. Wszystko obracało się przeciwko niej. Spała w schroniskach, albo zawszonych melinach. Każde pieniądze jakie miała wydawała na córeczkę. Jednakże pewnego dnia miła staruszka zaproponowała Marii pracę w swoim domu. Ze względu na swój wiek nie mogła zajmować się ogrodem, który tak kochała. Zaproponowała również pomoc przy wychowaniu córki. Bóg się nad nią zlitował stawiającą tą kobietę na jej drodze. Przez kilka kolejnych lat Maria wraz z Jennifer mieszkały u staruszki. Kobieta nazywała dziewczynę swoją córką, a Jennifer wnuczką. Po kilka latach starsza pani zmarła zostawiając Marii w spadku swój dom oraz wszystkie oszczędności. Dziewczyna nie wiedziała co robić, jednak uszanowała wole zmarłej kobiety i zajęła się domem. Pieniądze jakie otrzymały pozwalały jej przeżyć jeszcze jakiś czas.
            Kilka lat później, kiedy Jennifer skończyła 14 lat, Maria podjęła pracę jako sprzątaczka w biurze. Było jej bardzo ciężko, bo nie była przyzwyczajona do dziesięciu godzin pracy dziennie. Wiedziała jednak, że dla Jenni zrobi wszystko. Przez pracę i zmęczenie nie miała czasu dla córki, dlatego dziewczyna mało czasu spędzała w domu. Wolała wyjść gdzieś i dać odpocząć matce. Jennifer była całkowicie inna od Marii. Zbuntowana, spontaniczna, głośna i często wulgarna. Wszystkie negatywne cechy odziedziczyła po nieogarniętym ojcu. Glasgow było pełne jej rówieśników, ale ją interesowało to, co zakazane. Poznała ludzi, dla których priorytetem są alkohol i narkotyki. Pracująca Maria nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej córka wpada w nieodpowiednie towarzystwo. Jennifer na początku podchodziła do swoich znajomych z dystansem. Bardzo rzadko obdarzała kogokolwiek zaufaniem, ale z biegiem czasu zaczęła stawać się taka jak oni. Podarowali jej pierwszy zastrzyk morfiny. Zaczęła przyzwyczajać się do stanu jaki daje jej narkotyk. Nieświadoma matka nie zauważyła różnicy w zachowaniu córki. Jennifer zamiast robić zakupy wydawała pieniądze na kolejne dawki morfiny. Alkohol zaczął także wchodzić jej w nawyk. Była pewna, że panuje na tym, ale myliła się. Jej nałóg doprowadził do braku pieniędzy. Maria była pewna, że Jenni ma swoje wydatki, ale nigdy nie podejrzewała jej o narkotyki. Kiedy w domu zaczęło brakować pieniędzy Jennifer postanowiła pożyczyć pieniądze od Hektora- człowieka poleconego jej przez „przyjaciół”. Ponad dwa lata poddawała się morfinowym objęciom. Dług, który zaciągnęła był ogromny. Wszystko zaczęło się walić. Kiedy miała 16 lat jej matka wylądowała w szpitalu. Okazało się, że cierpi na poważną chorobę już od półtora roku. Nie miała pieniędzy na leczenie, a teraz jest już za późno. Maria miała 31 kiedy zmarła. Jennifer przeżyła szok. Jej nałóg doprowadził do śmierci kobiety, która niesamowicie się dla niej poświęciła. Nie potrafiła się z tym pogodzić. Postanowiła całkowicie skończyć z narkotykami i alkoholem. W wieku szesnastu lat podjęła najcięższe decyzje w swoim życiu. Skończyła pożyczać pieniądze. Musiała zacząć pracować. Nikt jednak nie potrzebował „gówniary” do pomocy. Była w totalnej załamce. Blizny po zastrzykach przypominały jej o tym, że musi być silna. Pół roku po śmierci Marii Hektor zaczął upominać się o swoje pieniądze. Chciał wrócić do Londynu, gdzie miał swój interes, ale najpierw musiał odzyskać to co jego. Jennifer była bez grosza. Mało jadła i mało spała. Wyglądała jak wrak człowieka. Wielokrotnie zastanawiała się nad samobójstwem, ale wiedziała, że jej matka dużo poświęciła, żeby dać jej życie, więc nie może tego zmarnować. Groźby Hektora źle się na niej odbijały. Pewnego wieczoru przyszedł do niej z propozycją, która na pierwszy rzut oka wydawała jej się śmieszna. Jednak po chwili dotarło do niej, że nie ma innego wyjścia. Schowała dumę do kieszeni i przystała na jego propozycję. Będzie pracowała u niego. Podobno żadna praca nie hańbi, ale raczej nie było czym się chwalić pożyczając pieniądze od właściciela największego burdelu w Londynie…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ajajajajaj! <3
Napisałam prolog. Przepraszam Was za wygląd bloga, ale później coś z nim pokombinuję. 
Mam nadzieję, że się podoba. nie wiem kiedy następny rozdział, wybaczcie ;/
Bardzo serdecznie zapraszam Was do czytania i komentowania tego bloga: http://thesamemistakes.blog.onet.pl/
Dziękuję za wszystkie miłe słowa na tamtym blogu, jesteście wspaniali.
Bijemy rekordy? Tam miałam 51 obserwatorów i +30 tys, wyświetleń. Liczę na Was :)
Love! Mrs. Tomlinson.