sobota, 31 marca 2012

Rozdział 19

            Louis oddał Agathcie telefon. Na jego twarzy malował się smutek. Nadal miał za złe Liamowi i Zaynowi, że jej nie pomogli. Trudno mu było, kiedy wiedział, że ona cierpi. Nie chciał, żeby do tego doszło. Wyciągnął z lodówki piwo i poszedł do salonu. Mimo wszystko nie chciał być sam. Wtedy cisza jeszcze bardziej wymagała na nim tęsknotę za ciepłem Jennifer. Usiadł w fotelu i wpatrywał się w ekran telewizora. Leciał jakiś denny teleturniej. Zazwyczaj bawiło go to, ale nie tym razem. Niall siedział na kanapie zajadając się popcornem, Zayna nie było, Harry siedział u siebie, Agatha robiła coś w kuchni z Ruth, a Liam chyba był na górze. Znów było niezręcznie cicho. Upił łyk piwa z butelki i wszedł na Twittera na swoim telefonie. Podziękował wszystkim za pomoc w poszukiwaniach i oznajmił, że Jennifer się skontaktowała. Wszyscy ucieszyli się, że jest cała. On jednak nie był spokojny. Cały czas zastanawiał się gdzie może być. Przecież nie miała tu nikogo. Jego rozmyślenia przerwało trzaśniecie drzwi. Zayn bez słowa usiadł na kanapie. Wyglądał na zmęczonego. Jak każdy. Louis nie chciał dłużej męczyć się atmosfera panującą na dole, wiec udał się na górę. W drodze do swojego pokoju postanowił wpaść do Harolda. Pierwszy raz cierpienie Jennifer nie miało nic wspólnego z nim. Zapukał lekko, a po usłyszeniu „proszę” otworzył drzwi. Hazza leżał na łóżku z laptopem. Oglądał film.
- Mogę? – zapytał Lou
- Pewnie, chodź. – poklepał miejsce obok siebie
Louis usiadł obok niego odkładając butelką z piwem na szafkę nocną. Oparł głowę o jego ramię. Szybko zorientował się, ze film, który oglądał Hazza to „Love Actually”. Lubił to z nim oglądać. W zasadzie to kiedyś wszystko robili razem. Nie było dnia, żeby się nie przytulili. Te czasy, kiedy Lou zapomniał powiedzieć wieczorem Harremu, że go kocha, a ten się obraził. To było piękne. W sumie to nadal się kochali. Co prawda nie spędzają każdej chwili razem, ale wiedzieli, że nadal mogą na siebie liczyć. Lou był wdzięczny Haroldowi za to, że akurat teraz, kiedy miał powód, aby hejtować Jenni nie robił tego. Harry widząc, że jego przyjaciel jest w złym stanie zamknął laptopa i spojrzał na niego.
- Chcesz się przytulić? – zapytał
Lou tylko skinął głową na potwierdzenie i jak dziecko wpadł Hazzie w ramiona. Wtulił się w niego mocno. Potrzebował tego. Był w rozsypce, a bliskość przyjaciela zawsze mu pomagała.
- Dziękuję. – powiedział cicho
- Nie masz za co. Przecież wiesz, że ja nawet w środku nocy znajdę dla ciebie czas. – głaskał go czule po plecach – Wróci, spokojnie. – starał się go uspokoić
- Nie było mnie z nią kiedy tego potrzebowała.
- Nie mogłeś tego przewidzieć. Nikt nie mógł. – tłumaczył
- Martwię się o nią. Ma tylko nas. – mówił z coraz większym żalem
- Jest duża, poradzi sobie. – zaczął bawić się jego włosami
- Jakbyś się czuł, gdyby Agatha zniknęła?
Harry poczuł na swojej koszulki łzy przyjaciela. Rzadko płakał. Teraz zrozumiał, ze Jen naprawdę wiele dla niego znaczy. Postanowił nie stawać im więcej na drodze. Skoro ona jest jego szczęściem, to nie chce go niszczyć.
- Pewnie tak samo. – złapał go za podbródek – Nie płacz. – otarł łzy z jego policzków
- Kocham cię Harry.
- Ja też cię kocham LouLou.
Chłopak znów wtulił się w przyjaciela. Właśnie tego potrzebował – ciepła. Leżeli w ciszy dopóki nie dopadło ich zmęczenie. Louis usnął w ramionach Harolda. Harry okrył go kocem po czym sam zasnął
            Liam miał wyrzuty sumienia. To był fakt. Nie wiedział co mu odbiło. Przecież zazwyczaj rozwiązuje wszelkie spory, jest odpowiedzialny i pomaga innym w potrzebie. Zastanawiał się czy Jen mu to wybaczy. W końcu gdyby zareagował do tego wszystkiego mogłoby nie dojść. Siedział w swoim pokoju czytając jakiś beznadziejny magazyn o wędkarstwie. Przez chwilę zastanowił się skąd on się tu wziął? Przecież nikt z nich się tym nie interesuje. Postanowił dać sobie spokój z tymi przemyśleniami i nadal czytał gazetę. Po jakiś piętnastu minutach z łazienki wyszła Danielle. Ładnie ubrana i pomalowana jak zawsze. Podeszła do swojego chłopaka. Mieli za sobą małą poranną sprzeczkę. Poszło o to, że Liam nie miał ochoty wychodzić z domu, a Dan umówiła się z przyjaciółmi. Chciała, żeby poszedł z nia, bo za trzy dni wyjeżdża. On jednak nie dał się przekonać.
- Gniewasz się? – zapytał spoglądając na nią
- Nie, po prostu ostatnio zachowujesz się jakoś inaczej. Jesteś nieobecny, unikasz wspólnych wypadów. Coś się stało?
- Nie, jest w porządku. Po prostu ta cała sytuacja z Jennifer mnie martwi. – skłamał
Wiedział, że jego stosunek do Danielle wcale nie zmienił się przez zniknięcie Jenni. Już wcześniej coś było na rzeczy. Niespodziewany przyjazd Margaret dał mu dużo do myślenia. Czy naprawdę stał się rozpuszczoną gwiazdą? Nie wiedział. Jedyne czego chciał to odzyskać przyjaciółkę, którą utracił przez sławę. Nie mówił o tym Danielle, nie widział powodu. Do tej pory wspomnienie o pocałunku Margo wywołuje u niego dziwne uczucie. Niedosyt? Być może. Kiedy był zajęty pracą nie miał czasu tęsknić za tym co było. Liczyło się to, co jest teraz. Wiedział, że to był błąd. W końcu z Margaret łączyło go bardzo wiele. Zaczął wątpić czy kiedykolwiek przestanie odtwarzać w myślach rozmowę z Margo. Po części miała racje. Zapomniał o niej. Nie wiedział jak do tego doszło, ale dopiero kiedy pojawiła się w jego drzwiach wszystkie wspomnienia wróciły. Był na siebie zły. Nie dość, ze zranił Margaret to jeszcze teraz zawodzi Danielle.
- Nie uważasz, że ona nie powinna wpływać na nasz związek? – usiadła obok niego – A raczej nie powinna wpływać na ciebie?
- Jennifer jest moją przyjaciółką, to normalne, że się martwię.
- Tak, ale ja tu będę jeszcze tylko trzy dni. Jeżeli ona nie wróci i nadal będziesz taki to mogę wyjechać już dziś. – posmutniała
- Przepraszam. – pocałował ją w policzek – Jestem zmęczony. Położę się. Obiecuję, ze jutro pójdziemy gdzieś razem, ok? – uśmiechnął się sztucznie
- Dobrze. Ja jadę z Ruth do niej na jakieś dwie godzinki. Odpocznij. – pocałowała go w czoło i wyszła
Liam odetchnął z ulgą. Musiał wziąć się w garść, ale nie wiedział jak to wszystko się potoczy. Była dopiero dziewiętnasta, a on już chciał spać. Nie męczył się dalej. Przebrał się w piżamę i poszedł do łóżka. Jak co dzień przed oczami nie miał obrazu swojej dziewczyny, ale Margaret. Jego słodkiej Margaret.
            Agatha była zła na swoją przyjaciółkę. Nie dawała znaków życia w dodatku uważała, że wszystko jest w porządku. Miała ochotę ją udusić jak dorwie ją w swoje ręce. Szybko jednak opanowała emocje. Razem z Ruth przygotowywały kolację. W końcu ktoś musiał. Zabrały się do smażenia naleśników, o które prosił Nialler. Zrobiły jak zwykle cały talerz. Zawiodły się jednak, kiedy okazało się, że Harry, Louis i Liam śpią, a Zayn nie ma apetytu. Blondasek nie zamierzał odmawiać sobie takiej przyjemności i zjadł tyle co zawsze, czyli sporo. Po pół godziny Danielle i Ruth pojechały oglądać najnowsze projekty, Zayn udał się do siebie, a Niall poświęcił ten moment nudy fanom na Twitterze. Agatha miała zamiar zrobić Twitcam, żeby uspokoić fanki, ale niespodziewany telefon zepsuł jej plany.
- Halo?
- Jeżeli chcesz zobaczyć Jennifer to przyjedź. – usłyszała doskonale znany jej głos – Chyba znasz adres?
- Znam. – nerwowo przełknęła ślinę
- Od razu mówię, że jeżeli zobaczę tu twojego lowelasa to stanie jej się krzywda. – zagroził
- Będę sama.
- Grzeczna dziewczynka. – rozłączył się
Tak, Max i Agatha znali się. Ba, doskonale się znali. To dłuższa historia. Agatha od małego kolegowała się z nim. Po śmierci jej rodziców zajęła się nią jego mama. Już od piętnastego roku życia chodzili ze sobą. Można powiedzieć, że byli nierozłączni. Kiedy Max zaczął śpiewać w The Wanted wszystko się zmieniło. Zabrał ją ze sobą do Londynu. Oprócz miejsca zamieszkania zmieniła także siebie. Sława nie służyła mu najlepiej. Był pewien, że może mieć każdą, więc korzystał z tego. Zdradzał swoją dziewczynę z każdą tancerką, kelnerką czy fanką. W stosunku do niej tez zaczął zachowywać się inaczej. Często był oschły i brutalny. Nie rozumiał słowa „nie”. Zawsze, kiedy nie chciała pójść z nim do łóżka zmuszał ją do tego. Była traktowana jak niewolnica. Jej życie zmieniło się w piekło w przeciągu kilka miesięcy. Pewnego razu Max przyszedł bardzo pijany. Jak zawsze dobierał się do swojej dziewczyny. Sprzeciwiała mu się. Zakończyło się fatalnie. Trafiła do szpitala w stanie krytycznym. Ale jak się dziwić skoro w pobliżu nie było nikogo, kto mógł jej pomóc? Zazwyczaj Jay ją ratował, ale tym razem tak nie było. Dopiero kiedy straciła przytomność wróciła reszta. Max zostawił ją w salonie. Leżała zakrwawiona na dywanie. Chłopcy zadzwonili po karetkę. To wydarzenie oficjalnie zakończyło ich związek. Wszyscy lekarze za odpowiednią cenę nie wezwali policji, a także dbali o zachowanie całego incydentu w tajemnicy. Agatha opuściła dom The Wanted i zatrudniła się w barze. Max często nachodził ją w pracy. Tam na szczęście był nieszkodliwy. Wynajęła mieszkanie i wszystko było dobrze. Do czasu, kiedy One Direction postanowiło zrobić sobie imprezę w miejscu jej pracy. Tego dnia, kiedy straciła pracę znów spotkała Maxa. Tym razem jednak czekał przed barem. Kolejne groźby. Ta sytuacja uniemożliwiała jej racjonalne myślenie. Cały czas była nerwowa i trzęsły jej się ręce. Ten wieczór skończył się dla niej nienajlepiej. Pijany Harry wpadł na nią, co spowodowało, że cała zawartość szklanek znalazła się na nim, a one same rozbiły się na ziemi. Jak to człowiek po alkoholu Styles bardzo się zezłościł i zaczął krzyczeć. Tak oto straciła pracę. Potem było już tylko lepiej. Liam namówił ją na kolacje z Hazzą i wszystko samo się potoczyło. Nie sądziła, że jeszcze kiedyś będzie zmuszona do spotkania z nim w cztery oczy. Bała się. Nie miała pojęcia co robi u niego Jenni, ale jednego była pewna- to wszystko nie skończy się dobrze. Wzięła kluczyki od swojego samochodu i pojechała.
            Jen miała straszny sen. Śniła jej się śmierć Louisa. Tragiczny wypadek. Obudziła się cała zapłakana. Rozejrzała się po pokoju. Nie było jeszcze aż tak ciemno. Strasznie chciało jej się pić. Wstała z łóżka i skierowała się na dół. Usłyszała jak ktoś wchodzi do domu. To była Agatha. Kiedy ją zobaczyła strasznie się zdziwiła. Cofnęła się i schowała za rogiem. Chciała poznać cel jej wizyty. Czyżby miejsce jej kryjówki wyszło na jaw?
- Gdzie jest Jennifer? – zapytała od razu
- Spokojnie ślicznotko. – Max mocno chwycił ją za rękę i zmusił do pocałunku, ale ona oderwała się od niego
- Gdzie ona jest do cholery?! – uniosła głos
- Śpi. – powiedział spokojnie – Ale nie zobaczysz ją dopiero wtedy, kiedy uznam to za stosowne.
- To miał być żart, tak? – zmierzyła go spojrzeniem – Czego ode mnie chcesz?
- To jest odpowiednie pytanie. Czego ja chcę... – podszedł do niej niebezpiecznie blisko
- Ten laluś tak cię pilnuje, że nie miałem jak się z tobą spotkać. Jak dobrze, że Jennifer się napatoczyła. – zaśmiał się szyderczo – Wrócisz do mnie, a jeżeli tego nie zrobisz to zaczną się schody. Chyba nie chcesz, żeby kariera twojego chłoptasia i reszty pajaców dobiegła końca w dodatku z jego winy?
- Nie ośmielisz się… - była wściekła
- Założymy się? Kochanie, chyba zapomniałaś do czego jestem zdolny. – mocno przyparł ją do ściany
- Po co ci Jennifer? Zostaw ją w spokoju, ona nie jest niczemu winna! – wyrywała się
- Ach, Jenni jest moją zabaweczką, z którą zabawię się w odpowiednim czasie.
Jennifer zamurowało. Max chciał ją tylko wykorzystać. Nic nie rozumiała z rozmowy jego i Agathy. Jedyne czego była pewna to to, że Max był skurwysynem. Bała się. Nie wiedziała co ma zrobić. Postanowiła zachować spokój i jutro jak gdyby nigdy nic opuścić to miejsce. Agatha po chwili wyszła. Jen odechciało się pić. Oparła się o ścianę i ciężko oddychała. Max poszedł do salonu. Zanim się zorientowała ktoś lekko szturchnął ją w ramię.
- Nie radzę ci tu dłużej zostawać. Lepiej idź na górę, bo jak cię zobaczy to skapnie się, że wszystko słyszałaś. – to był Jay
- Dlaczego mi pomagasz? – zapytała zdziwiona
- Bo jesteś jedną z wielu, które chciał wykorzystać. Mam nadzieję, że będziesz pierwszą, która mu się nie da. – mówił szczerze
- Dziękuję. – posłała mu wdzięczne spojrzenie i poszła na górę
Nie mogła spać. Cały czas słyszała groźby Maxa w swojej głowie. Bezsenność dokuczała jej do godziny czwartej nad ranem. Potem zasnęła.
            Ranek był ciężki. Miała podkrążone oczy i źle się czuła. Bała się Maxa. Nie wiedziała do czego jest zdolny. Wstała z łóżka i poszła do łazienki. Wzięła szybki prysznic, spakowała swoje rzeczy i chciała wyjść, kiedy w drzwiach ujrzała Maxa.
- Wstałaś już? – spojrzał na zegarek, była dopiero dziewiąta
- Jakoś tak wyszło. – nerwowo przygryzła wargę – Ja będę już szła. Muszę jeszcze coś załatwić.
- Poczekaj do obiadu.
- Naprawdę się spieszę. – chciała go wyminąć
- Powiedziałem, żebyś poczekała. – ścisnął ją za nadgarstek zmieniając ton
- Puść mnie. – rozkazała
- Nigdzie nie pójdziesz. – powiedział groźnie
Właśnie tego co nastąpiło bała się najbardziej. Max mocno przyparł ją do ściany i zaczął całować jej szyję. Wyrywała się i krzyczała, ale nikt nie słyszał, a raczej nikt nie zareagował. Wsunął jedną rękę pod jej bluzkę, a drugą nadal trzymał jej nadgarstek. Starała się mu wyrwać, ale był silniejszy od niej. Po dalszych próbach oswobodzenia się mocno uderzył ją w twarz. Dopiero, kiedy druga ręką zaczął odpinać zamek jej spodni odepchała go od siebie.
- Może jeszcze mam ci zapłacić?! – wykrzyczał wściekły
Znów się do niej zbliżył, tym razem jednak Jenni potraktowała go z kolanka w krocze. Korzystając z wolnej drogi chwyciła swoją torbę i wybiegła. Teraz nie obchodziło ją nic. Masa ludzi widziała ją w drodze do miejsca, gdzie miała zamiar się zatrzymać. Paradise było jej jedynym wyjściem. Cała drżała. Po trzydziestu minutach była na miejscu. Mary widząc jej stan mocno ją przytuliła. Jen nie marzyła o niczym innym niż o byciu samej. Nie chciała z nikim gadać o tym co zaszło. W końcu sama wpakowała się w kolejne gówno. Po jakiejś godzinie doszła do siebie. Poszła wziąć kolejny prysznic tego dnia. Chciała zmyć z siebie dotyk Maxa. Czuła do niego odrazę. Po czterdziestu minutach wróciła do swojego pokoju. Ujrzała tam wyższego od niej chłopaka o kręconych włosach. Zdała sobie sprawę, że jej spacer do Paradise był taki dyskretny, ze aż wcale.
- Ja pierdole. – powiedziała pod nosem – Co ty tu robisz?
- Nie będę się bawił w jakieś wywody. Powiem ci tylko, że nie sądziłem, że dziwka może mieć uczucia. Ty dałaś mi do zrozumienia, że może. Tylko dlaczego do cholery ranisz Louisa? Płakał mi wczoraj w ramię, bo się martwiło ciebie. Pokaż, że masz serce i nie każ mu cierpieć. Wcale nie uśmiecha mi się to, że muszę ci uświadamiać jak bardzo mu zależy, ale chyba nie ma innego wyjścia. Eleanor źle zrobiła, ale jej błąd nie może odbijać się na Louisie. Kocham go i zabiję każdego kto go zrani, więc rusz się i jedź do domu, bo on nadal czeka aż wrócisz. – mówił zirytowany
- Dlaczego w takim razie nie zareagowałeś jak Eleanor go zdradziła i cierpiał? Wtedy mi płakał w ramię, a ty mu nie pomogłeś! – był tak samo wkurzana
- Doceń to, że go masz, bo możesz go stracić w najmniej spodziewanym momencie. – oczy mu się zaszkliły
Jen przeanalizowała w myślach słowa Harrego. Coś było nie tak. Szybko przypomniała sobie zdarzenie wczorajszego wieczoru.
- Coś się stało? Powiedz, że z Agathą wszystko w porządku. – ciśnienie jej skoczyło
- Zostawiła mnie. – pojedyncza łza spłynęła mu po policzku
- Harry! Ona wczoraj była u Maxa! Zagroził, że jeżeli do niego nie wróci to dopilnuje, żeby wasza kariera dobiegła końca z twojej winy, musisz tam jechać! – mówiła szybko
Spojrzał na nią pytająco. Dopiero po chwili dotarło do niego znaczenie jej słów. Bez słowa wybiegł z pokoju. Jenni wzięła do siebie słowa chłopaka. Chwyciła swoją torbę i po raz kolejny zmieniła swoją lokalizację. Tym razem jednak celem był dom...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ta dam! Taki tam, dłuższy ;d
Dedyk dla Mari <33 Lov Ju :d Czekam na #Twelve!
Wczoraj niestety Mr. Carrot mnie nie followną, cóż, życie :C
Za to dostałam wspaniały prezent od mojej Aiami! Jej akustyczne covery miażdżą :D Pamiętaj kochanie, że w środę lecimy do LA xd hahah <3
Oczekuję 30 komentów :D
+Piszcie mi swoje TT w komentach jeśli chcecie, żebym Was informowała o nextach, ewentualnie nr gg :D
Love! Mrs. Tomlinson

czwartek, 29 marca 2012

Rozdział 18

            Louis nie wracał przez kilka dobrych godzin. Wszyscy zaczęli się niepokoić. Ci, którzy nie wiedzieli o co poszło zostali poinformowani. Całe śniadanie przebiegało w prawie kompletnej ciszy, co było nienaturalne. Agatha miała lekkie wyrzuty sumienia. W końcu to na jej imprezie to wszystko się zdarzyło. Czuła się źle z myślą, że nie było jej na dole, kiedy Jen jej potrzebowała. Wszyscy próbowali dodzwonić się do niej lub do Lou. Niestety żadne z nich nie odbierało. Z godziny na godzinę napięcie rosło coraz bardziej. Cisza stała się zbyt krępująca dla Nialla, który nie mógł wysiedzieć bez słowa.
- Dlaczego nikt nic nie mówi? Jennifer nie umarła tylko zniknęła, a to różnica. – zirytował się Blondyn
- Może czują się winni. – powiedział Harold
Zayn tylko skarcił go spojrzeniem. Wiedział, że po porannej awanturze Harry skojarzył fakty. Hazza nie był głupi, wręcz przeciwnie. Można powiedzieć, że był przebiegły. W ostatnim czasie stał się bardziej uszczypliwy. Może po prostu wyrósł z bycie grzecznym i słodkim chłopcem. Sława każdego z nich zmieniła, jednak na Harolda większy wpływ niż sława miała Agatha. Na początku Zaynowi nie podobała się jej obecność w domu. Uważał, że jest bezczelna. Z biegiem czasu dopiero dostrzeli jej szczerość i empatię. Harry im dłużej z nią był, tym bardziej starał się zachowywać doroślej. Po burzliwym związku Agathy z jej byłym chłopakiem musiał się zmienić. Ona potrzebowała mężczyzny, który ją obroni i wesprze. Chciał jej dać to bezpieczeństwo.
- A ja nadal się zastanawiam... – zaczęła Agatha – Co ci Malik strzeliło do łba, żeby tak na nią naskakiwać? – usiadła na blacie w kuchni popijając herbatę
- Trochę mnie poniosło, okej? – przewrócił teatralnie oczami i wyszedł zapalić papierosa.
Liam też się nie odzywał. Zamiast coś zrobić to stał jak wryty. Sam przeżył szok. W końcu nie codziennie człowiek dowiaduje się, że jego przyjaciółka jest, a w zasadzie była, prostytutką. Czuł się dosyć dziwnie. Louis był wściekły, a Jennifer cierpiała. Wszystko się spieprzyło. W dodatku jego relacje z Danielle trochę się popsuły. Często, kiedy rozmawiają ma wrażenie, że czegoś mu brakuje, że nie jest już tym samym Liamem co kiedyś. Po chwili do kuchni wrócił Zayn. Czarnowłosy westchnął ciężko.
- Muszę mu pomóc ją znaleźć. – powiedział przygryzając wargę
W zasadzie to tyle go widzieli. Ubrał na siebie jedna ze swoich bejsbolówek i wyszedł.
- Agatha, ty o wszystkim od początku wiedziałaś? – zapytał Liam
Dziewczyna kiwnęła głową na znak potwierdzenia.
- Dlaczego nam nie powiedzieliście? – zapytał Niall
- Ja też wiedziałam. – powiedziała Ruth wchodząca do pomieszczenia
- Świetnie! Wszyscy tylko nie my. – zaśmiał się Harry
On ze wszystkich najmniej się tym wszystkim przejmował. Według niego Jennifer i bez tego faktu dużo brakowało do Eleanor. Był jej wdzięczny za pomoc przy imprezie urodzinowej jego dziewczyny, ale nie zamierzał się z nia przyjaźnić. Tolerował ją i na tym się kończyło.
- Mogę coś powiedzieć? – zapytał z cwaniackim uśmiechem Harold
- Nie. – odrzekli wszyscy jednocześnie
- Ale ja chciałem tylko powiedzieć, że przez to wszystko Jen zyskała w moich oczach.
Wszyscy wytrzeszczyli oczy. Co jak co, ale takiej wypowiedzi się nie spodziewali. Liczyli raczej na jakieś wyzwiska, albo uszczypliwe uwagi na temat ich koleżanki. On jednak miał inne przemyślenia.
- Skoro jest dziwką to w środku musi by naprawdę w porządku skoro mój LouLou ją pokochał bez względu na jej pracę. No sami powiedzcie. – oparł się o ścianę obserwując ich reakcję – Mam dziwne przeczucie, że to ja znajdę Jennifer. – wzruszył obojętnie ramionami sygnalizując wyczerpanie się jego wypowiedzi
- No tego to się nie spodziewałam. – zaśmiała się Agatha
- No już nie mów, że jestem taki straszny. – podszedł do niej i delikatnie ucałował jej czoło
- Jakżebym śmiała. – pocałowała go czule
Niall spojrzał na siedząca przy stole Ruth. Wiedział, że wczoraj nie szczędzili sobie czułości. Chciał powiedzieć swoim przyjaciołom i jego związku z dziewczyną, ale wiedział, że mogą zareagować różnie. W końcu jak Jennifer ukrywał coś przed nimi. W tym momencie wyobrażał sobie najgorsze scenariusze, ale odważył się.
- Chciałem wam coś powiedzieć. – zaczął niepewnie
Ruth spojrzała na niego pytająco. On tylko posłał jej lekki uśmiech.
- Słuchamy. Po wczorajszym wieczorze chyba nic mnie nie zaskoczy. – mówił Liam
Agatha także wymieniła kilka spojrzeń z Blondynem. Chciała się upewnić czy wie co robi.
- Ja i Ruth jesteśmy razem... – zaczął – Już jakiś czas.
Harry spojrzał badawczo na swojego przyjaciela, a za chwilę na Ruth. Wyglądał komicznie, kiedy jego głowa co chwilę wędrowała z prawej do lewej. Mimo wszystko był zadowolony.
- Gratuluję. – posłał mu cwaniacki uśmiech
- Ładnie tak mówić nam o tym dopiero teraz? – zaśmiał się Daddy
- Już wiemy gdzie znikał na całe noce. – zaśmiał się Hazza
- No nareszcie nie trzeba się chować. – westchnęła Ruth
Podeszła do swojego chłopaka i namiętnie go pocałowała. Cieszyła się. W końcu dalsze ukrywanie ich związku nie miało sensu. Niall przytulił ją i nadal czekali na jakiekolwiek wieści.
            Jennifer wstała około godziny dziesiątej. W pokoju była sama. Dopiero, kiedy przebudziła się dotarło do niej co się wczoraj stało. Miała strasznego kaca moralnego. Przywołała w myślach obraz wkurzonego Zayna. Wcale nie czuła się dobrze z myślą, że zraniła swojego przyjaciela. Wstała z łóżka i poszła do łazienki. Postanowiła się rozgościć. Wyciągnęła z szafki ręcznik i nalała do wanny dużo wody. Chciała się odprężyć. W małym stopniu pomogło. Po godzinie zeszła na dół. Cała piątka The Wanted siedziała przed telewizorem. Tutaj atmosfera była zdecydowanie inna niż w domu One Direction. Czuła się tu trochę nieswojo, więc postanowiła porozmawiać z Maxem.
- Chyba już pójdę... Nie chcę wam siedzieć na głowie. Dzięki za nocleg. – uśmiechnęła się lekko
- Wrócisz tam? – zapytał
- Jeszcze nie. Na pewno nie dzisiaj.
- Więc gdzie pójdziesz? Będziesz się szlajać bez celu? Zostań do jutra. – zasugerował
- Eh. Niech będzie. Jakieś plany na dzisiaj? – spojrzała na niego pytająco
- Za chwilę jedziemy na próbę, potem wyskoczymy na obiad. Możesz pojechać z nami. – puścił do niej oko
- Okej.
            Bearsden, Wielka Brytania
Lidia siedziała w swoim nowocześnie wyposażonym domu wraz ze swoim mężem. Tego dnia postanowili zaniedbać swoje obowiązki i poświęcić czas sobie. Kobieta usiadła na białej, skórzanej kanapie włączając telewizję. Przełączała beznadziejne programy telewizyjne zatrzymując swoją uwagę na jej ulubionym plotkarskim show. Sięgnęła po filiżankę ze świeżo zaparzoną kawą i z zaciekawieniem wysłuchiwała faktów na temat sław. Po piętnastu minutach ujrzała coś, co bardzo ją zdziwiło.
„Wczoraj, na imprezie urodzinowej Agathy Black, dziewczyny Harrego Stylesa, doszło do dosyć nieprzyjemnej sytuacji między Eleanor Calder, byłą dziewczyną Louisa Tomlinsona, i Jennifer Stones, jego obecną partnerką. Z pewnych źródeł wiemy, że modelka ujawniła wszystkim prawdę na temat przeszłości Jennifer. Jak ostatnio wspominaliśmy panna Stones jest córką nieżyjącej już od dwóch lat Marii Stones…”
Nic więcej nie słyszała. Właśnie dowiedziała się o śmierci swojego jedynego biologicznego dziecka. Po odejściu Marii małżeństwo zaadoptowało chłopca, ale nigdy nie wypełniło pustki po ich córce. Nie mogła wydusić słowa. Łzy same zaczęły lecieć jej po policzkach. Była bezsilna. Ręce jej drżały. Po chwili do salonu wszedł jej mąż. Widząc w jakim stanie jest jego żona od razu do niej podszedł.
- Co się stało? – zapytał wystraszony
- Maria... – zaczęła – Ona... nie żyje.
            Po próbie chłopaków z The Wanted wszyscy wraz z Kim udali się do małej, przytulnej knajpki, żeby coś zjeść. Dochodziła szesnasta, a oni nadal nie jedli obiadu. Kiedy usiedli w rogu Sali i zamówili dania Jennifer się zamyśliła. Spoglądała przez duże szyby lokalu jak w lustro. Zaczęła się zastanawiać przed czym tak właściwie ucieka. Przed Zaynem? Przecież nie będzie jej dyktował co ma robić bo i tak nie posłuchałaby go. Przed Eleanor? Kto jak kto, ale ta dziewczyna miała najmniej do powiedzenia w sprawie tego, co Jen powinna robić i jak się zachowywać. Doszła do wniosku, ze to co robi jest bez sensu. Szczególnie dlatego, że The Wanted naprawdę nie lubią się z One Direction. Już sama nie wiedziała co ma zrobić. Podczas obserwowania tego, co działo się za oknem dostrzegła coś, a raczej kogoś znajomego. Knajpkę w której się znajdowali właśnie minął chłopak ubrany w miętowe rurki, białą bluzkę i szelki. Szeroko otworzyła oczy. Miała cholerną ochotę pobiec do niego i mocno go przytulić, ale cos ją zatrzymało. Zdała sobie sprawę, że swoim kapryśnym zachowaniem rani mężczyznę jej życia. Nie mogła na to pozwolić. Gwałtownie wstała z krzesła i skierowała się w kierunku drzwi. Kiedy opuściła lokal Louisa nigdzie nie było. A może jego tu wcale nie było? Już sama nie wiedziała co się z nią dzieje. Wróciła do stolika ze spuszczoną głową. Max spojrzał na nią. On tez widział Tomlinsona, ale wcale nie zamierzał pomóc jej go szukać. Po zjedzonym obiedzie wrócili do domu. Jen od razu udała się do pokoju, który zajmowała. Jay, pożyczył jej swojego laptopa, aby mogła ogarnąć co się dzieje. Usiadła na łóżku i od razu zalogowała się na Twitterze. Jej prywatne jak i publiczne wiadomości były zawalone bardziej niż zwykle. Wszyscy pytali gdzie jest i namawiali do powrotu. Światowe trendy bardzo ją zaskoczyły. Ujrzała tam dwie tendencje ze swoim imieniem. „Lost Jennifer” wyglądało przerażająco, ale konkurs, pt. „Who finds Jennifer” nieco poprawił jej humor. Ludzie z całego świata obstawiali kto ją znajdzie. Głosy były rozłożone. Odwiedziła profile chłopaków, Agathy i Ruth. Wszyscy prosili o pomoc w szukaniu jej. Wiele osób już zdążyło donieść, że była na obiedzie w małej knajpce na obrzeżach. Odetchnęła z ulgą, kiedy dowiedziała się, że po prostu dziewczyny widziały ją przed lokalem. W takim razie o The Wanted nie było mowy. Louis napisał tyko jedną wiadomość dzisiejszego ranka w dodatku skierowaną bezpośrednio do niej. Oczy jej się zaszkliły, kiedy przeczytała Louisowy post. Zwykłe „I need You babe, come back..” sprawiło, że poryczała się jak mała dziewczynka. Dziewczyny, z którymi zakolegowała się w Milkshake City prosiły o danie jakiejkolwiek oznaki życia. Widząc, jak się martwią dodała jeden wpis „I’m alive.”. To wystarczyło, aby rozpętała się burza. W kilka sekund otrzymała tysiące wiadomości. W tym całym zamieszaniu dostrzegła post Agathy „Odbierz ten cholerny telefon.”. Rzuciła się kierunku swojej torebki i wyciągnęła z niej swego smartfona. 112 nieodebranych połączeń. Gratulacje Jennifer. Szybko odebrała telefon od przyjaciółki.
- Co ty do cholery wyprawiasz?! – usłyszała krzyk dziewczyny w słuchawce
- Spokojnie, przecież żyję. – uspokajała
- Ty sobie siedzisz zadowolona, a my schodzimy na zawał bo ciebie nigdzie nie ma! – krzyczała nadal
- Nie drzyj się tak bo się rozłączę! – zagroziła stanowczo
- Jestem po prostu zdenerwowana. Louis był w domu tylko na chwilę. Zayn też cię szuka. Nie dzwonią, nie piszą. Siedzimy w domu jak te kołki czekając na ciebie. Liam pokłócił się z Danielle, Niall i Ruth przyznali się, że są parą. Harry mówi, ze zyskałaś w jego oczach. Wróć już. – mówiła szybko i nieskładnie
- Wrócę, ale muszę dojść do siebie. Eleanor zgnoiła mnie przy wszystkich. Czułam się jak nic niewarta szmata. – podsumowała
- Przestań. Lou wrócił. Chce z tobą pogadać. Nie rozłączaj się. – prosiła Agatha
Zapadła cisza. Jenni nie wiedziała co mu powie. Jedyne co wiedziała to to, że będzie płakać.
- Jennifer... – usłyszała ciepły głos Louisa
- Louie. – czuła, że łzy napływają jej do oczu
- Kochanie, wróć. Nie chcę rano budzić się bez ciebie. To mnie zniszczy. – mówił błagalnym tonem
- Wrócę, ale jeszcze nie dziś. Błagam daj mi kilka dni. Muszę poradzić sobie z tym wszystkim. Zayn mnie nienawidzi. Oszukałam ich wszystkich. Czuję się beznadziejnie. Lou, ja byłam sama. Wszyscy czekali na moją odpowiedź a ja nie byłam w stanie nic powiedzieć. Chciałam umrzeć. Ich spojrzenia bolały. Ton jakim Zayn zapytał mnie czy to prawda był jak nóż w plecy. Nie będę potrafiła spojrzeć im w oczy. – płakała do słuchawki
- Powiedz gdzie jesteś. Przyjadę i wszystko będzie jak dawniej. – przekonywał
- Nie. Nie tym razem. Wrócę. Nie martw się o mnie. – nadal szlochała
- Nie potrafię. Kocham cię Jenni. – mówił przejęty
- Ja też cię kocham Louie. – rozłączyła się
Więcej nie odebrała telefonu. Przez resztę dnia siedziała w pokoju czytając posty na Twitterze. Czuła się beznadziejnie. Oczy piekły ją od płaczu. Odłożyła laptopa na bok i zamknęła oczy chcąc dać im chwile odpocząć. Położyła się na boku i zanim się zorientowała, zasnęła. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Beznadzieja *.*
Wybaczcie, że tak zwlekałam, ale nie miałam pomysłu na ten rozdział. Wyszedł jaki wyszedł, przepraszam za niego.
UWAGA! Jutro są moje urodzinki! <3 Dla tych, którzy pamiętali wcześniej i upewniali się czy na pewno jutro, dziękuję! Moim jedynym życzeniem an dzień jutrzejszy jest spam do Louisa, żeby mnie followną na Twitterze. Wiem, ze to głupie, ale zależy mi na tym. Gdyby Carrot's King mnie śledził to mielibyście taki sex Jen i Lou, ze OMG xDD Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie #LouisFollowKlaudia1DLoveForHerBirthday.
+ Następny jakoś takoś w weekend, a może nawet jutro, chociaż myślę, ze będę zbyt zajęta spełnianiem mojej urodzinowej misji :D 
++ Moja Aniu ( z gg!) dedyk dla ciebie hue hue hue :D Dzięki za wsparcie i motywacje! <3
+++ Skoro Jenni miała 112 nieodebranych połączeń to może tak 112 komentarzy? xd Nie nie, joke :d 30 xd
Love! Mrs. Tomlinson
Ps. Zdjęcia Lou i Elki zawsze spoko -.- Nie żeby coś, ale mogłaby się czymś otruć xd - joke, żeby hejtów nie było xd

niedziela, 25 marca 2012

Rozdział 17

            Pod nieobecność Harrego i Agathy na dole działy się dziwne rzeczy. Wszyscy zaczęli totalnie przeginać z alkoholem. Jedynymi myślącymi trzeźwo osobami byli Liam, Zayn i Jennifer. Reszta nie nadawała się do niczego. Kiedy Valentine usiadła gdzieś z boku Zayn zaczął tańczyć z Jen. W tym samym czasie pijany Louis zaginął w nieznanych okolicznościach. Jenni zbyt dobrze się bawiła, aby się o niego martwić. Dopiero, kiedy chciała zapalić papierosa skierowała się w stronę tylnego wyjścia domu. To co ujrzała wstrząsnęło nią. Lou, który ledwo trzymał się na nogach stał oparty o ścianę, a nie kto inny jak Eleanor całowała go po nagiej klacie. Jego koszulka leżała obok. Czuła jak krew zaczyna szybciej krążyć i ogarnia ją gniew. Louie na pewno był nieświadomy całego zajścia, bo jego oczy przeważnie były zamknięte. Spił się jak żul, ale nie wpadł na to, że Eleanor będzie chciała to wykorzystać.
- Zostaw go. – wysyczała Jennifer
- Ty bawiłaś się z Zaynem, więc chciałam mu dać to co mu się należy. – powiedziała swobodnie
- Zjeżdżaj. – skierowała się do niej Jen
- On i tak zawsze będzie mój. – powiedziała na odchodne
Jennifer szybko podbiegła do swojego chłopaka, który zsunął się po ścianie. Wzięła go za szmaty i podniosła do góry. Zawołała Zayna mając nadzieję, że ją usłyszy. Po chwili przybiegł do niej pytając co się stało, że półnagi Lou nie potrafi ustać na nogach. Nie odpowiedziała. Nakazała tylko, aby pomógł jej wnieść go na górę. Tak też zrobił. Bez żadnego wysiłku zaniósł przyjaciela do łóżka. Jen nie przejmowała się obecnością Czarnowłosego. Usiadła na brzegu łóżka i zaczęła szlochać. Wiedziała, że Eleanor zawsze jest krok przed nią, a to ja dobijało. Bała się, że będzie w stanie zabrać jej Louisa. Zayn widząc, że coś jest nie tak przytulił pytając co się stało.
- Ta szmata dobierała się do niego. Wykorzystała to, że jest pijany. Zayn ja się cholernie boję, że go stracę. – wypłakiwała mu się w ramię
- Spokojnie, nie płacz. Nie dorasta ci do pięt. Idź przemyj twarz i wróć na dół. – odgarnął kosmyk włosów z jej twarzy
- Dziękuję. – uśmiechnęła się smutno
Tak jak zasugerował Czarnowłosy zmierzyła do łazienki, aby się ogarnąć. Nie może dać za wygraną. W końcu Louis już od jakiegoś czasu nie był z Eleanor, więc nie miała prawa go dotykać, a tym bardziej całować. Doprowadziła się do początku i weszła na dół. Jenni szukała wzrokiem Eleanor. Stała obok Danielle. Jen nie chciała odpuścić jej tego, co zrobiła. Podeszła więc do niej.
- Jeżeli chcesz udowodnić mi, że jestem od ciebie gorsza, bo nie jestem modelką i nie sypiam z fotografami to nie mieszaj w to Louisa, bo on nie jest niczyją zabawką. – powiedziała z widoczną złością
W salonie zapadła cisza, a wszyscy zwrócili oczy na nie.
- Oj Jennifer. Ty naprawdę myślisz, że ze mną wygrasz? Może spałam z fotografem, ale lepiej powiedz wszystkim co robiłaś zanim się tu znalazłaś. Wszyscy z chęcią posłuchają. Stones, czekamy. – Eleanor uśmiechnęła się dominująco
- Nie masz prawa.. – powiedziała zirytowana Jen
- Mam prawo do wszystkiego, no dalej, skoro są twoi przyjaciółmi to wyjaw im prawdę. - rzuciła spoglądając na Jen wyczekująco
Jej usta wykrzywiły się w dziwny grymas Oczy wszystkich zwróciły się na Jenni, muzyka jakby ucichła. Jak by każdy był ciekawy co wypowie dziewczyna. Brunetka przetarła dłonią oczy, nie wiedziała czy to jest właściwy moment.
- No dajesz! Powiedz im, że byłaś dziwką! Że Tomlinson wyciągnął cię z tego gówna! Zlitował się nad tobą jak każdy. Myślałaś, że się nie dowiedzą? Tak proszę państwa. Jennifer Stones była dziwką. Stoi przed wami nędzna kurwa. - krzyknęła na cały dom a wszyscy spoważnieli,  Jen poczuła lustrujący wzrok Malika na sobie, nie wiedziała co ma zrobić, czy przyznać się czy brnąć w to kłamstwo. Nie miała siły już dalej ukrywać prawdy.
- To prawda? – usłyszała głos Zayna
Milczała. Nie potrafiła na niego spojrzeć. Wiedziała, że ich zawiodła. Każdego z nich. Ufali jej. Przyjęli ją pod swój dach, a ona ich oszukała.
- Zapytałem, czy to co powiedziała Eleanor jest prawdą. – powiedział chwytając ją za podbródek zmuszając ją by na niego spojrzała
Oczy jej się zaszkliły. Chciała wierzyć, ze to tylko zły sen i to wszystko to tylko wymysł jej wyobraźni, ale tak nie było. Malik był wściekły. Jego najbardziej zabolał fakt, że była prostytutką. Szybko dotarło do niego, że nie kocha jej. Była jedynie chwilowym zauroczeniem. Nie potrafił kochać kogoś, kto go oszukał i to w tak perfidny sposób. Miał ochotę wydrzeć się na nią, ale nie zrobił tego. Opanował swój gniew. Jennifer czuła się jak szmata. Została poniżona. Nie było z nią Louisa, więc nie miał kto jej bronić. Agatha też gdzieś przepadła, a Ruth była pijana, więc nie kontaktowała co się dzieje. Została sama. Nie wytrzymała. Kilka pojedynczych łez spłynęło po jej policzku. Eleanor zdarła z niej resztki godności. Wzięła głęboki oddech i wybiegła trzaskając drzwiami. Nie miała odwagi odpowiedzieć Zaynowi. Bała się jego reakcji. Złapała pierwszą lepszą taksówkę i odjechała.
Malik był wściekły. Miał ochotę czymś rzucić. Szybko jednak doszedł do wniosku, że to nie pomoże mu rozwiązać problemów związanych z Jenni. Miał gdzieś jak się teraz czuła. On był oszukany, w dodatku przez dziewczynę, która według niego była idealna. „Niech to szlak” – przeszło mu przez myśl. Teraz pragnął tylko jednego, a mianowicie porządnie się najebać. Poszedł do kuchni i wyciągnął z lodówki wódkę. Odkręcił butelkę i pociągnął duży łyk z butelki. Na jego twarzy pojawił się grymas. Wódka to nie był jego ulubiony alkohol, ale w tym momencie wszystko było mu obojętnie. Ilość procentów w jego krwi stopniowo go rozluźniała. Tego potrzebował, odprężenia. Po jakimś czasie już wszystko było mu obojętne. Całkiem dobrze bawił się z Valentine. Jego myśli związane z Jennifer były już daleko. Nie obchodziło go nic oprócz imprezy, która nadal trwała. Pomińmy fakt, że Malik najebał się do tego stopnia, że urwał mu się film.
            Jen była roztrzęsiona. Nie miała gdzie spać, ani co z sobą zrobić. Wysiadła na jedynej znanej jej ulicy, a mianowicie niedaleko domu Ruth. Szła w kierunku klubu, który razem odwiedziły. Przed lokalem stał Nathan z The Wanted. Od razu go poznała. Otarła łzy z policzków i podeszła bliżej.
- Nathan? – spojrzała na niego z nadzieją, że ją pamięta
- Jennifer o ile się nie mylę? – uśmiechnął się – Co się stało? – spojrzał w jej zapłakane oczy
- Mała sprzeczka w domu. – wykrzywiła się na samo wspomnienie tej żenującej sytuacji
- Rozumiem, zawołam Maxa, jest w środka. Zaczekaj. – puścił jej oko i zniknął w drzwiach
Odetchnęła z ulgą. Miała nadzieję, że uda jej się znaleźć jakiś nocleg. Był wieczór, a ona miała na sobie jedynie bluzkę na ramiączkach. Zmarzła. Po chwili z klubu wyłoniła się postać Maxa, lecz bez Nathana.
- Cześć. – uśmiechnął się do niej – co się stało? Nathan mówił, że coś nie tak. – spojrzał na nią badawczo
- Przejdźmy się. – zaproponowała
- Albo pojedźmy do mnie. Jest już zimno. Masz. – założył jej swoją skórę
- Dzięki. – uśmiechnęła się blado
- To jak? Jedziemy?
- Mhm. – skinęła głową
Wsiedli do auta i odjechali. Droga do domu chłopców z The Wanted trwała około 15 minut. Nic nie mówili. Cały czas panowała cisza. Max prowadził z prawdziwym spokojem, ale co chwilę spoglądał na zamyśloną Jen. Kiedy dotarli na miejsce otworzył drzwi i wpuścił ją do środka. Hall był urządzony w kolorach brązu. Było przytulnie. Od razu skierowali się do kuchni, gdzie Max zrobił herbatę. Usiedli w salonie. Jennifer była mu wdzięczna, za okazaną pomoc. Opowiedziała mu całą historię dzisiejszego wieczoru. W tym momencie miała gdzieś co sobie pomyśli. Była dziwką i nic już nie mogła z tym zrobić. On nic nie mówił. Słuchał. Powiedział, że dopóki się nie pozbiera może zostać u nich. Była mu wdzięczna. Chciało jej się spać, wiec Max przyniósł jej swoją koszulkę do spania i zaprowadził do swojego pokoju. Był w kolorach czerni i bieli. Podobało jej się tu. Podziękowała mu i poszła spać.
            Nastał ranek. W domu One Direction tym razem panował spokój. Znaczy się, do czasu. Wczorajsza impreza wszystkim dała w kość. Najgorzej jednak mają ci co nic nie pamiętają, czyli w tym wypadku Valentine i Zayn. Dziewczyna obudziła się w nieznanym jej łóżku. W dodatku szybko zorientowała się, że nie była sama. Obok niej leżał znajomy jej chłopak. Chwila.. Czy to Zayn?! Otworzyła oczy ze zdziwienia. Po chwili było już tylko gorzej. Szybko zorientowała się, że leży tu całkiem naga. Przestraszona tym faktem spadła z łóżka pociągając za sobą kołdrę. Szybko zakryła nią swoje roznegliżowane ciało i usiadła pod ścianą. Widząc, iż Malik także jest bez ubrania szybko zasłoniła ręką oczy. Nie potrafiła jednak oprzeć się temu, aby spojrzeć na wysportowane i seksowne ciało Zayna. Rozchyliła lekko wcześniej zaciśnięte palce, aby spojrzeć w stronę łóżka, na którym nadal znajdował się Czarnowłosy.
- Malik! Ubieraj coś na siebie! – krzyknęła chcąc go przebudzić
Spoglądała oczekując jego reakcji. Po chwili zdała sobie sprawę, ze wygląda co najmniej dziwnie. Siedzi pod ścianą, owinięta w kołdrę, w dodatku patrzy na Zayna przez palce. Jej przemyślenia przerwał cichy śmiech Zayna, który widocznie dostrzegł, że Valentine przygląda się jego przyrodzeniu z uwagą. Znów zacisnęła palce zasłaniając oczy. Ubrał na siebie jedynie bokserki, jednak jego brązowe tęczówki ciągle wbijały się w jej ciało, nie pamiętał do czego doszło, jednak wiedział że nie było to na pewno grzeczne.
- Malik ty popieprzony zboczeńcu! - pisnęła i rzuciła w niego kołdrą, jednak dopiero po chwili doszło do niej że została całkowicie naga więc wskoczyła do wolnostojącej szafy zamykając ją z hukiem.
- No weź przestań wyjdź. - mruknął cicho Malik, w sumie już widział jej całkiem kuszące kształty więc nie rozumiał czemu dziewczyna się kryje, podniósł się i ruszył w stronę mebla, zapukał delikatnie drzwiczki.,
- Spieprzaj ty psychopato! - pisnęła i podskoczyła gdy chciał otworzyć drzwiczki a mebel bo prostu wylądował na boku wywalając się.
- Au! – było słychać jej jęk z przewróconej szafy
- I po co ci to było? – zapytał chcąc jej pomóc
- Nie dotykaj mnie! Łapy przy sobie! – rzucała się, aby tylko jej nie dotknął
- Spokojnie. – powiedział podając jej szlafrok
Valentine wygrzebała się z szafy i szybko założyła otrzymany od Zayn szlafrok. Była wściekła za to, co zrobił. Miała ochotę go spoliczkować, ale w drzwiach pojawił się zdezorientowany Liam.
- Co tu się dzieje?! – wskazał ręką na szafkę, która nie wyglądała najlepiej znajdując się w pozycji poziomej
- Ten kretyn mnie przeleciał kiedy byłam pijana! W dodatku zabrał mi kołdrę, którą chciałam się zakryć! – narzekała oburzona
- Przecież sama mnie nią rzuciłaś! – bronił się Malik
- Co nie zmienia faktu, że nie oddałeś mi jej! – krzyczała wściekła
- Spokój!!! – wydarł się Liam – Wy myślicie, że ze sobą spaliście? – zaśmiał się
- No a nie? – zmierzyła go wzrokiem Valentine
- Wczoraj tańczyliście i pijany Niall wpadł na was z drinkiem. Byliście mokrzy, więc zaprowadziłem was tu. Kazałem Wam się rozebrać. Poszedłem przynieść Valentine jakieś ciuchy od Danielle na przebranie, ale wy, już nadzy, usnęliście. – podsumował to śmiechem
- Boże! Jaka ulga! – odetchnęła głośno Valentine
Zaynowi też było do śmiechu. Jego radość jednak nie trwała długo. W drzwiach jego sypialni stanął zaspany Louis.
- Gdzie jest Jennifer? – zapytał na wejściu
- Em.. – powiedział zdezorientowany Liam
Lou już wiedział, ze stało się coś niedobrego. Zawsze, kiedy Daddy unikał odpowiedzi coś było nie. Zayn też nie pałał entuzjazmem do udzielenia odpowiedzi.
- Co się stało? – zapytał poważnie – Liam, gdzie do cholery jest Jennifer?
- Wczoraj wszystko wymknęło się z pod kontroli... – zaczął
- I co? Mów gdzie ona jest! – jego irytacja z każdą kolejną sekundą rosła
- Eleanor się do ciebie dobierała, więc zaczęły się kłócić. – powiedział Zayn
- Co było dalej? – pytał z grobową miną
- Eleanor publicznie powiedziała co robiła Jennifer zanim cię poznała. Nie zostawiła na niej suchej nitki. Po prostu ją poniżyła. – powiedział cicho Daddy bojąc się reakcji przyjaciela
- Co?! – wykrzyczał wściekły już Louis
- Może byłam pijana, ale z tego co pamiętam ty Zayn za miły nie byłeś. – wtrąciła Valentine
- Nie pomogliście jej? Zostawiliście ją na pastwę spojrzeń i szeptów? Oczerniliście ją jak Eleanor?! Jest waszą przyjaciółką do cholery!!! – uderzył pięścią w ścianę
- Louis, spokojnie. – próbował pomóc Liam
- Jak mam być spokojny?! Jest sama. Ona ma tylko mnie! Czy wy nie rozumiecie, że jej mogło cos się stać? Była katowana w tym burdelu! Zapytaliście chociaż jak się tam znalazła? Nie, bo po co? Dla was najważniejsze było to, że była dziwką. Nic o niej nie wiecie!
Louis wpadł w szał. Szybko poszedł do swojego pokoju, żeby się przebrać. Zajęło mu to niewiele czasu. Trzasnął drzwiami i skierował się na dół.
- Gdzie idziesz!? – wykrzyczał Liam
- Muszę ją znaleźć.
Nie zdążyli nic powiedzieć, bo usłyszeli jedynie huk zamykających się drzwi…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Obiecałam akcję :d Ta daaaam!
BIG DEDYK DLA MOJEJ WSPANIAŁEJ VALENTINE! <3 LOV JU AIAMI <3 OBCZAJANIE FABUŁY BLOGA Z TOBĄ PRZEZ FONA, ZAWSZE SPOKO <3
Nie było 30 komentarzy, ale napisałam to dodaję :D
Tak jak pisałam, na sex Jen i Lou poczekacie jeszcze momento :D
Tak jak zawsze, czekam na trzydziestkę komentów :D
+ Lubię sadystycznego Harolda :D Haha!
++ http://thesamemistakes.blog.onet.pl/ wbijać! Claudia już się pocałowała z Lou! xD
+++ niektóre sceny są z pomocą Aiami, która miała w tym momencie większą wenę niż ja! haha! <3 dzięki kochanie :)
Kochu kochu! Mrs. Tomlinson (lub Liliput <3 - jak kto woli)

sobota, 24 marca 2012

Rozdział 16

            Tego dnia miała się odbyć impreza Agathy. Harry od rana pilnował, żeby nikt przypadkiem nie wygadał o jego niespodziance. Nikomu nie dał spać i cały czas się wkurzał. Louie, który został obudzony najwcześniej, nadal leżał w łóżku. Wolał patrzeć na śpiąca Jenni niż wpadać w panikę jak Styles. Około 8:30 zadzwonił budzik Jen. Wolno otworzyła niesamowicie ciężkie powieki.
- Nie śpisz już? – zapytała Louisa
- Harry już godzinę temu zrobił tu wejście smoka. Dziwię się, że wtedy się nie obudziłaś. – zaśmiał się
- O której mam wyciągnąć Agathę z domu? – zapytała chcąc wstać z łóżka
- Jeszcze nie teraz. – przyciągnął ją do siebie
- Ale muszę się ubrać, bo Harry będzie krzyczał. – zrobiła niezadowoloną minę
- Oj ja się nim zajmę. – pocałował ją czule
- Niech będzie ale za dziesięć minut idę.
- Jak cię wypuszczę to pójdziesz. – oznajmił
- Phi. – usiadła na nim okrakiem – Zrobiłabyś śniadania, a nie leżysz bez celu! – zaśmiała się
- Za chwile mogę mieć cel. – uśmiechnął się cwaniacko
- Nie wątpię. – pokiwała głową z dezaprobatą – Louie, naprawdę muszę się zebrać. Jak się wyda to ja zostanę spalona na stosie przez Harolda. Już ostatnio powiedział, ze jestem wiedźmą, a skąd mam wiedzieć co wariat ma na myśli?
Louis wybuchnął śmiechem. Po kilku minutach przekonywana go do wstania z łóżka w końcu się poddał. Skierował się na dół gdzie Harry udawał spokój przed zaspaną Agathą. Wyglądało to zabawnie szczególnie dlatego, że Hazza co chwile nerwowo przeczesywał ręką swoje włosy. Lou postanowił mu pomóc i zaczął odwalać swoje sceny.
- Harry, kochanie, brakuje mi twojego ciepła. – powiedział niesamowicie przejmująco
- Louie, ja też tęsknię za naszymi wspólnymi nocami. Musimy to nadrobić. – rzucił mu się na szyję
- Koniecznie! – objął go w pasie
- LouLou, ja tylko przypominam, że co do wspólnej nocy to ja jestem pierwsza w kolejności. – uśmiechnęła się triumfalnie Agatha
- Cierpisz na syndrom wyższości, a to się leczy! – odurzył się Louis nadal tuląc Hazzę
- Akurat do jakiegoś specjalisty trafisz przede mną, możesz czuć się fajnie. – poklepała go po ramieniu i wyszła
Chłopcy rozmawiali przygotowując śniadanie. Cały catering miał przyjechać o 14- tej, ale trzeba było posprzątać i przestroić dom. Cały sprzęt miał przyjechać trochę wcześniej, a do podłączenia go potrzebny był Dj Malik, który aktualnie nie nadawał się do życia.
- Coś ci się stało? – zapytał przerażony Niall, widząc Zayna schodzącego na dół po schodach – Wyglądasz jakbyś przez tydzień nie spał, co najmniej.
- Skoro tak źle wyglądam po jednej nocy, to nie chcesz wiedzieć jak wyglądałbym po tygodniu. – powiedział Czarnowłosy
Miał pokrążone oczy i nieogar na głowie. Jego skóra na twarzy była bledsza niż zawsze, więc wyglądał naprawdę inaczej. Wszyscy, którzy znajdowali się w tym momencie w kuchni przerazili się.
- Nie pytajcie. – powiedział na wejściu
- Nie spał w nocy, ciekawe dlaczego.. – zaśmiał się Blondyn
- Dowiem się i wam powiem. – powiedziała Jen – Idziemy na fajkę Maliczku?
Nie odpowiedział nic, tylko skinął głową na potwierdzenie. Kiedy zasiedli na schodach i odpalili papierosa zaczęły się pytania.
- Co takie spędzało ci sen z powiek, a może lepiej kto? – uśmiechnęła się cwaniacko
- Spędzasz za dużo czasu z Louisem, stajesz się taka jak on! – udał obrażonego
- No już dobrze, nie śmieję się. Mów. – poklepała go po ramieniu
- Znalazłem Valentine na Twitterze, bo fanki zaczęły się mnie pytać, czy naprawdę z nią zaśpiewałem, bo kilka dziewczyn pisało, że widziało całe zdarzenie. Odpisałem, że tak i zacząłem ją śledzić. Jej ostatni wpis był dodany jakieś pół godziny po naszym spotkaniu i był tam cytat z piosenki, której wcześniej nie znałem „See i've been waiting all day. For you to call me baby. So let's get up, let's get on it. Don't you leave me brokenhearted tonight.”. Napisałem do niej na DM’a, ale nie odpisała. Dopiero potem napisałam jej smsa, na którego łaskawie odpisała. No i potem tak wyszło, że pisaliśmy do piątej nad ranem. – patrzył się w przestrzeń
- I to jest aż takie straszne? To chyba dobrze, że ją lubisz. – spojrzała na niego badawczo
- Ale nie znam jej. Wiesz jak zareagują media. Za chwilę dowiem się, że jest moją byłą, którą wyrzuciłem z domu kilka lat temu. – zaciągnął się
- Nie przejmuj się. Może zaproś ją na dzisiejszą imprezę? – zasugerowała
- Zwariowałaś? Oni mnie zabiją.. Przecież nam ją niecały dzień!
- Tak dla pocieszenia powiem ci, że jak ja się tu wprowadziłam to moja znajomość z Louisem trwała mniej niż tydzień, więc też ryzykował. Jak widać nie okazałam się aż tak straszna. To tylko impreza. – przekonywała
- Pomyślę. Na razie muszę się ogarnąć, żeby nie wyglądać jak zombie. Pogadam z Harrym, jeżeli się zgodzi to chyba tak zrobię. – uśmiechnął się i poszedł do domu
Zayn nie mógł dłużej tłumić swoich odczuć. Było mu trudno udawać, że Jen jest dla niego tylko i wyłącznie przyjaciółką. Podobała mu się. Wiedział jednak, że to dziewczyna jego przyjaciela, a to już dużo. Valentine była miła i szalona, ale nie znał jej. Chciał ją zaprosić, tylko nie wiedział czy po to, aby uświadomić sobie, że Jennifer jest tylko zauroczeniem, czy po to, żeby dobrze się z nią bawić. Odrzucił swoje przemyślenia i poszedł pod prysznic.
             Około dziesiątej dziewczyny wyszły z domu. Danielle nie chciała iść z nimi. Miała podobny dystans jak Harry. W końcu Eleanor była jej przyjaciółką. Dziewczyna była o tyle milsza, że darowała sobie zbędnych komentarzy. Liam od początku prosił, aby mimo wszystko starała się polubić Jen. Agatha miała zamiar kupić sobie jakąś seksowną bieliznę, która podobałaby się Harremu. Zaciągnęła Jenni do jej ulubionego sklepu i zaczął się szał. Wszędzie było tyle kuszących zestawów, że Jennifer też postanowiła coś kupić. W końcu Louisowi też coś się od życia należy, prawda? Było widać, że Agatha lubi takie rzeczy. Co chwilę mówiła „mam podobny” , „ten nie pasuje do mojej karnacji” itp. W każdym bądź razie Jen sugerowała, aby jej przyjaciółka zakupiła seksowny strój kota, ale stwierdziła, że ma już jeden, a co za dużo to niezdrowo. Jenni wyszła ze sklepu z jednym czerwonym zestawem i dwoma czarnymi. Agatha zaś tym razem zdecydowała się na jeden granatowy i jeden różowy zestaw. Zadowolone poszły dalej. Dodatki to kolejne rzeczy, które można wybierać godzinami. Od torebek po paski, kolczyki, apaszki i na okularach kończąc. Wszystko dobrze się prezentowało, ale nie można mieć wszystkiego. Ten wielki sklep prezentował zbiór najróżniejszych drobiazgów z całego świata, więc spędziły tam dwie godziny (!) po czym wyszły z kilkoma nowymi torbami. Następnym przystankiem okazał się sklep z butami, których wiecznie było im mało. Lato póki co było słoneczne, więc za każdym razem dziewczyny pozwalały sobie na nową parę balerinek. Tym razem jednak Jennifer zakochała się w pewnych czerwonych szpilkach z wysoką podeszwą. Były śliczne. Agatha sugerowała, aby przymierzyła, ale ich cena przeraziła Jenni, więc od razu zmieniła kierunek. Mimo wszystko dzięki namowom przyjaciółki została właścicielką owych butów. Następnie udały się na obiad. Jennifer mogła odstawić Agathę dopiero o 16-tej, więc zaproponowała spacer i odwiedzenie MilkShake City. Czas szybko i przyjemnie mijał. Kiedy dziewczyny dotarły do MilkShake siedziały tam trzy poznane wcześniej przez Jen dziewczyny. Od razu je spostrzegła i podeszła się przywitać. Agatha widocznie je polubiła, bo rozmowa trwała jakieś pół godziny. W tym momencie zadzwonił telefon Jen. Odeszła kawałek, aby odebrać.
- Jen, możecie przyjechać. – usłyszała głos Harolda
- Okej, tylko dlaczego to ty dzwonisz? – zdziwiła się
- Bo Louis stoi na drabinie i udaje tarzana. Czekamy.
Rozłączył się. Jen przeprosiła dziewczyny i razem z przyjaciółką wróciły do domu.
            Niespodzianka się udała. Agatha po wejściu do domu ujrzała ślicznie wystrojony hall, a następnie salon, w którym stały wszystkie ważne dla niej osoby. Na ten widok rozpłakała się i rzuciła Harremu w ramiona. To co w tym momencie zrobił Hazza totalnie zaskoczyło Jen. Z tego ust można była wyczytać „Thank You” skierowane do niej. Ledwo nie zeszła na zawał. Tak jak planował Lou najpierw zebrali się najbliżsi przyjaciele, a po godzinie przyszła reszta. Chcieli złożyć jej życzenia w spokoju i bez pośpiechu. Nie obeszło się bez śmiechu i wzruszeń. Po trzydziestu minutach dziewczyny szybko pognały na górę, aby się przebrać, uczesać i pomalować. Udało im się to bez większych komplikacji. Jak zawsze zresztą.
            Po dwóch godzinach impreza się rozkręcała. Muzyką zajmował się Dj Malik, a czasem nawet pomagał mu Dj Tommo. Jennifer była bardzo zaniepokojona obecnością Eleanor. Zrozumiała jednak, że przez długi czas należała do ich „rodziny”. Mimo wszystko Lou nie dał odpoczywać Jennifer i co chwilę ciągnął ją do tańca. Zayna czasem ponosiło i zapuszczał jakieś zamulające kawałki, ale było miło. Jennifer postanowiła usiąść z Louisem i zrobić sobie przerwę bo nogi im odpadały. Usiedli, wypili drinka i przytulali się. Cała sytuacja nie trwała długo, bo Maliczek zapuścił dobrze im znaną piosenkę, a mianowicie Olly Murs „Dance With Me Tonight”. Louie nie chciał przepuścić takiej okazji i porwał Jen do tańca.
- To nasza piosenka! – krzyknął ciągnąc ja na środek parkietu
Po tym i jeszcze kilku innych numerach Jenni udała się w kierunku Ruth. Ta nie szczędziła sobie czułości z Niallem, tłumacząc, że nie mają zamiaru się ukrywać. Następnie usłyszała, że Zayna zastąpił Tommo. Czarnowłosy zmierzył w kierunku Valentine, która dosyć dobrze się bawiła. Nie licząc tego, ze tańczyła na jednym za stołów Waka Waka w dodatku bez koszulki. Ten element imprezy był ciekawy, bo dziewczyna trochę już wypiła. Zayn mimo wszystko zaśmiał się i prosił, aby więcej tak nie robiła. Szkoda, bo publika biła brawa i domagała się więcej. Krótko mówiąc… Wszystko grało.
            Około 21 Harry postanowił porwać swoją dziewczynę. Zaprowadził ją do pokoju znajdującego się na końcu piętra. Zazwyczaj był to pokój gościnny, ale tym razem Hazza postanowił przeznaczyć go do własnych celów. W pomieszczeniu panował półmrok. Rolety były zasłonięte, a świece zapalone. Łóżko było okryte czerwoną płachtą. Harold od razu po zamknięciu drzwi zaczął czule całować swoją dziewczynę. Dawno nie mieli czasu spędzić razem nocy. Zawsze się kłócili, albo ktoś (czyt. Louis) im przeszkadzał.
- Tej nocy będziesz moja. – wyszeptał jej do ucha delikatnie kładąc ją na łóżku
Nie protestowała. Sama miała zamiar tą noc spędzić z Hazzą, dlatego pod ubrania, które miała na sobie założyła swoją ulubioną, czarną bieliznę. Harry miał dokładnie zaplanowaną tą noc. Kiedy pozbył się bluzki i spódniczki swojej dziewczyny przyszedł czas na zrealizowanie swojego pomysłu. Zanim Agatha się zorientowała jej ręce były przypięte kajdankami do ramy łóżka. Harold spojrzał na nią figlarnie ograniczając także ruchy jej nóg. Jej ciało było rozpalone. Harry potrafił doprowadzać ją do takiego stanu. Wiedziała, że knuje coś niedobrego, a to do niego podobne. Hazza opuścił pokój, lecz po chwili wrócił z szampanem umieszczonym w pojemniku z lodem. Agatha wariowała widząc go bez koszulki i to jeszcze z tym cwaniackim uśmiechem. Wydawał się być wtedy cholernie dominujący. Po chwili zdała sobie jednak sprawę, że dominował i to bardzo. Harry usiadł obok niej wyciągając kostkę lodu z pojemnika. Delikatnie zaczął jeździć nią po rozpalonej skórze dziewczyny. Cicho jęknęła. Zimny lód w kontakcie z jej rozpalonym ciałem był niesamowitym kontrastem. Gdy pierwsza się roztopiła ściągnął z niej górną część bielizny i wziął następną kostkę. Tym razem wodził nią wokół sutków swojej dziewczyny. Agatha zamknęła oczy. Harry był sadystą robiąc jej coś takiego. Nie mogła się ruszyć, a każdy jego ruch niesamowicie ją podniecał. Oddychała ciężko. Harold cały czas uśmiechał się widząc jak bardzo jest bezbronna. Odłożył na potem zabawę z lodem i zaczął delikatnie scałowywać krople wody pozostawione przez lód. Szedł wcześniej wytyczonym szlakiem. Kiedy doszedł do podbrzusza delikatnie zsunął jej koronkowe majtki i zaczął całować wewnętrzną część jej uda. Tym razem jej jęki były głośniejsze.
- Harry, proszę zlituj się. – wyszeptała
- Nie zamierzam. – powiedział przerywając pieszczoty
Otworzył szampana i nalał sobie do kieliszka. Wypił powoli bez zbędnego pospiechu.
- Harry błagam... – mówiła błagalnie
- O co? – uśmiechnął się  triumfalnie
- Wiesz o co.
- Powiedz mi dokładnie co chcesz, żebym robił. – nachylił się nad nią i delikatnie pocałował jej pierś
- Nie przestawaj. – westchnęła
Wykonał jej prośbę. Kontynuował pieszczoty, a ona odpłacała mu to jękami rozkoszy. Hazza był już podniecony, czuł to. Widok jego nagiej dziewczyny działał na niego powalająco, ale starał się zachować trzeźwość. Miał do wykonania misję.
- Harry, ja chcę dać przyjemność tobie. – wyszeptała rozpalona
- Nie, teraz ja tu rządzę. – powiedział ściągając z siebie spodnie, które go krępowały
Tym razem jednak oparł się łokciami na łóżku tak, że była miedzy nimi. Jego „przyjaciel”, który był jeszcze schowany w bokserkach przylegał do jej waginy. To uczucie podnieciło ja jeszcze bardziej, bo przyrodzenie Harrego było sztywne. Kiedy Hazza zaczął ją całować z niesamowitą namiętnością nie wytrzymała.
- Harry weź mnie, chcę cię poczuć, rozumiesz?! – krzyczała podniecona
Harold udawał, że nie słyszy jej próśb. Całował jej szyję z niesamowitym spokojem.
- Chcę się z tobą pieprzyć, tu i teraz! – kontynuowała swoje błagania
Tym razem jednak posłuchał. Szybko pozbył się bokserek i gwałtownie wszedł w Agathę. Głośno jęknęła zaciskając dłonie. Poruszał się w niej szybko. Uwielbiała kiedy był ostry. Właśnie to w nim lubiła– nieprzewidywalność. Wyznawali wspólnie jedną zasadę, a mianowicie zawsze uprawiali sex bez prezerwatywy. Wiele razy Agatha miała szansę zajść w ciążę i jeszcze jej się nie zdarzyło, więc korzystali. Po chwili razem szczytowali. Harold opadł zmęczony na łóżko. Agathę krępowały jej ograniczone ruchy. Hazza teraz oswobodził jej ręce a po chwili nogi. Wtuliła się w niego słysząc szybkie bicie jego serca.
- Kocham cię sadysto. – delikatnie go pocałowała
- Ja też cię kocham skarbie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taki tam urodzinowy sex :D
WIELKI DEDYK DLA AGATY, KTÓRA JEST TU DZIEWCZYNĄ HAROLDA. ZADOWOLONA? POCIEKŁO? XD
Serdecznie polecam Wam
a) blog mojej wspaniałej Aiami, który polecałam milion razy, ale jest wspaniały, wiec czytajcie! (mam w nim rolę mwhahaha :d chcecie zobaczyć odjazdy Lou i Claudii? Zapraszam! xD) Od razu mówię, że nie jest cukierkowy, ale jest zajebisty :Dhttp://thesamemistakes.blog.onet.pl/
b) blog mojej kochanej  Mari, którą również kocham :D W jej opowiadaniu mają PRALKĘ firmy Cluadia, prawda Mari? To jest o tym, co może przytrafić się tak naprawdę każdemu z nas :D http://save-your-heart-tonight.blogspot.com/
Jeżeli chcecie, abym poleciła Wasze blogi, a czytam je, to pisać, ja szczerze mogę polecić każdy, który obserwuję :D 
Tak jak zawsze 30 sensownych komentarzy :D
+ Na sex Lou i jen poczekacie jeszcze sporo czasu.
++ W nowym rozdziale będzie akcja :D
Kochu kochu! Mrs. Tomlinson

czwartek, 22 marca 2012

Rozdział 15

*Kiedy będzie scena z Valentine włączcie sobie "Call me maybe" w odpowiednim momencie, zwiększa efekt!  :D miłego czytania*

            Następnego dnia chłopców czekały pierwsze próby po odpoczynku. Byli rozleniwieni, ale kochali śpiewać więc na samą myśl o zbliżających się koncertach skakali z radości. Niestety życie jest okrutne i pobudka zamiast o 11 czekała ich o 7. Paul prosił, żeby o 8:30 byli na miejscu. Louie postanowił zabrać swoją dziewczynę ze sobą. Harry uczynił to samo. Margaret i Andy zostali w domu, aby ugotować im obiad. Zebranie się na czas jak zawsze sprawiło im problem. Do miejsca, gdzie miała odbywać się próba było raptem 15 minut samochodem, a oni i tak się spóźnili.
- Mieliście być pół godziny temu! – krzyczał zirytowany Paul
- Tak, my też za tobą tęskniliśmy. – wyszczerzył się Louis
- No już! Do roboty! – poganiał ich
- On tak zawsze? – Jen zapytała Agathę
- Zawsze, kiedy nie przyjadą na czas. Co jak co, ale Paul nie toleruje spóźnień. Mogą mu wejść na głowę i nie będzie zły, ale wystarczy pięć minut po czasie i jest tak jak teraz. – wytłumaczyła
Dziewczyny usiadły z boku i przyglądały się ich próbie. Oczywiście nie brakowało wygłupów i innych tego typu odjazdów. Jenni zastanawiała się dlaczego Paul jest z nimi, a nie ktoś od głosu czy coś takiego. Agatha jednak powiedziała, że Paul jest ich managerem i sam powiedział, że chce być z nimi z każdym momencie. Mimo tego, że na pierwszy rzut oka nie bije od niego sympatia naprawdę się stara i zawsze, kiedy chłopcy mają problem mogą śmiało do niego iść. Jennifer pierwszy raz słyszała piosenki chłopców. Mimo wszystko bardzo przypadły jej do gustu. Głos Louisa sprawiał, że się rozpływała. Każdą swoją solówkę śpiewał do niej. Wolała nie myśleć jak wielki jest rumieniec na jej twarzy. Szło im całkiem dobrze, ale powtarzali niektóre piosenki do 3 razy, dlatego Jen zdążyła zapamiętać niektóre momenty. Po ponad trzygodzinnej próbie wyskoczyli na ciastko do pobliskiej kawiarni. Znalazło się kilka fanek, które poprosiły o autograf, więc nie zamierzali odmawiać. Około 13 wrócili. Obiad był prawie gotowy, więc rozsiedli się w salonie pochłaniając się rozmową na temat trasy, która jak dowiedziała się Jennifer, miała być po Europie. Na samą myśl tym, że za niedługo Louis pojedzie tysiące kilometrów stąd czuła się źle. Nie chciała, żeby wyjeżdżał, ale to była praca, która sprawiała mu radość. Przy obiedzie jak zwykle nawiązał się spór.
- Louie, pamiętasz jak obiecywałeś Eleanor, ze zabierzesz ją ze sobą w trasę po Europie? – zapytał Hazza
Louie zakrztusił się sokiem, który właśnie pił.
- Harry, od tego czasu dużo się zmieniło, przecież wiesz. – kontynuował konsumowanie
- Ale obietnica to obietnica. – ciągnął dalej tą bezsensowną konwersacje
- Przestań. – zmierzyła go wzrokiem Agatha
- Eleanor jest moją przyjaciółką, więc się tylko upewniam czy Lou pamięta. – obojętnie wzruszył ramionami
- Nie jestem głodna. – powiedziała Jen odchodząc od stołu
Poszła do pokoju  i włączyła laptopa. Była zła na Harrego. Miała cichą nadzieję, że coś się zmieni, ale on nadal jej nie znosił. Cóż, pozostało jej jedynie się z tym pogodzić. Włączyła Twittera i dodała tam najbardziej przejmujący tweet ever, a mianowicie „Fuck You Styles :) xx”. Reakcja fanek była oczywista. Pytały co takiego zrobił Harold, ale Jen odpisała jedynie, że lekki spór o Louisa. Po części była to prawda, bo chodziło właśnie o niego, tylko to nie Harry czuł się odtrącony, ale jego przyjaciółka. Kilka dziewczyn upewniło się, czy odwiedzi MilkShake City o 16. Odpowiedź była pozytywna. Jennifer bardzo chciała tam iść. Lou miał wraz z Hazzą załatwiać wszystko na jutrzejsze urodziny Agathy. Planowali zrobić huczną imprezę niespodziankę, więc Jen i Ruth miały zabrać ją z domu jutro z samego rana. Jenni do MilkShake postanowiła iść sama. Po odpisaniu na kilkanaście pytań fanów do pokoju wszedł Louis.
- Nie przyjmuj się nim. – usiadł obok niej i objął ją ramieniem
- Nie zamierzam. – w dalszym ciągu przeglądała otrzymane wiadomości
- On po prostu chciał ci dogryźć.
- Jak zawsze. Już się przyzwyczaiłam. O której jedziecie? – pojrzała na niego w końcu
- Nie wiem, jakoś tak o 16 chyba. Zależy kiedy Agatha pójdzie z Margaret odwiedzić Ruth w pracy. Wszystko musi zostać miedzy nami, sama rozumiesz. Ona nie może się dowiedzieć. – powiedział na jednym oddechu
- Podrzucicie mnie do MilkShake City? Umówiłam się tam z twoimi fankami. – uśmiechnęła się lekko
- Okej, nie szalej za bardzo. Mamy naprawdę szalone fanki. – powiedział przekonująco
- Nie wątpię. Skoro wy nie jesteście normalni to jak one mają być normalne? – zaśmiała się
- Ranisz. – udawał, że płacze
Zegarek wskazywał 14:30. Mieli jeszcze trochę czasu, więc postanowili wbrew prośbom Paula zrobić kolejnego Twitcama. Tym razem jednak to Lou był dodatkiem do Jennifer, a nie na odwrót. Zanim się obejrzeli minęła godzina.
- Spóźnię się! – krzyknęła spanikowana Jen – Muszę się jeszcze przebrać i… - przerwał jej
- Przecież wyglądasz świetnie. No może za wyjątkiem ciuchów, bez nich byłoby zdecydowanie lepiej. Pomyśl o tym. – mówił z udawaną powagą
- Przestań! Pomóż mi cos wybrać. – otworzyła szafę z ubraniami
- Moim zdaniem ta bluzka, którą wczoraj kupiłaś pasowałaby idealnie do tych czarnych rurek. – wskazał palcem na wybrany przez siebie zestaw – Wieje dziś, więc pod szyję ewentualnie jakąś chustkę. Co ty na to? – zapytał z cwaniackim uśmiechem
- Dobrze tato. – zaśmiała się
- Phi! Ja chciałem pomóc, a ty tak mi się odwdzięczasz? – zaczął ją łaskotać po czym wylądowali na łóżku
Louis znajdował się nad nią, więc nie miała jak się podnieść. Delikatnie pocałował jej szyję schodząc coraz niżej.
- Louie, muszę się przebrać, a wiesz, że nie mogę się spóźnić. – szeptała
- No dobra, ale wiesz, że to dokończymy. – oznajmił
- No nie wiem, nie wiem. – wystawiła język i poszła do łazienki z ciuchami wybranymi przez Lou
Po dziesięciu minutach zeszła na dół z kompletnym makijażem i ubiorem. Agatha pożyczyła jej zielono niebieską apaszkę, która pasowała do jej butów. Bluzka była biała w cienkie, niebieskie paski i była na ramiączkach. Na wierzch założyła krótką, czarną skórę. Włosy związała w dwa, niskie kucyki. Słońce świeciło intensywnie, więc wzięła swoje okulary przeciwsłoneczne i była gotowa do wyjścia. Przez całą drogę Harry nie odezwał się ani słowem, więc to chyba dobrze. Po dwudziestu minutach zatrzymali się w okolicy MilkShake City wysadzając Jenni po czym odjechali. Powoli poszła w kierunku umówionego miejsca. Kilka dziewczyn już na nią czekało. Zdjęła okulary chowając je do torebki.
- Przepraszam was bardzo, ale trochę się zagapiłam. To Louisa wina. – uśmiechnęła się ciepło
- To miło z twojej strony, ze zgodziłaś się z nami spotkać. – powiedziała jedna z dziewczyn
- Nie ma sprawy. Bardzo chciałam was poznać, ale chyba nie będziemy tak stały i wejdziemy do środka? – zaśmiała się
Wszystkie zamówiły „szejki” i usiadły pochłaniając się rozmową. Przyszło około piętnastu fanek. Jen dowiedziała się, że chciało przyjść więcej, ale się wstydziły. Mimo wszystko dziewczyny okazały się naprawdę wspaniałe.
- Louis nie chciał iść z tobą? – zapytała Vanessa
- Mój Boo Bear pojechał gdzieś z Harrym. – zrobiła niezadowoloną minę – Ale cóż, muszę przywyknąć, że Lou ma też chłopaka. – zaśmiała się
- Dobrze znasz Agathę? – zapytała Megan
- Można tak powiedzieć, a o co chodzi? – spojrzała na dziewczynę badawczo
- Jaka jest naprawdę? Wiele osób mówi, że zachowuje się czasami gorzej niż Eleanor… Znaczy, jest bardziej kapryśna. – wytłumaczyła Melanie
- Nie wiem jak zachowywała się Eleanor, spotkałam ją chyba dwa razy. Agatha jest wspaniała. Moim zdaniem nie da się powiedzieć na nią złego słowa. Zawsze wyrazi swoją opinię nie raniąc przy tym nikogo. Zawsze, kiedy mam problem, wiem, że mogę z nią pogadać i mi pomoże. Nie wiem jak można mówić o niej jakiekolwiek złe rzeczy. Zresztą, mogę ją zabrać ze sobą następnym razem jeżeli chcecie. – uśmiechnęła się
- Będzie następny raz? – kilak dziewczyn zaczęło piszczeć
- Tak, ale błagam, oszczędźcie moje uszy. – skrzywiła się na co przestały
Nastała chwila ciszy. Jen spojrzała przez sklepową szybę. Jej uwagę przykuła rudowłosa dziewczyna z gitarą wokół której zaczęli się zbierać ludzie.
- Znacie ją? – zapytała z zaciekawieniem
- Nie wiem jak ma na imię, ale często tu jest. Śpiewa. – powiedziała Lola
- Ma na imię Valentine i jest z Polski. Rozmawiałam z nią ostatnio. Jest Directionerką. – oznajmiła Vanessa
- Chcę posłuchać. – stwierdziła Jen po czym wraz z fankami opuściła lokal
Stanęła w takiej odległości, żeby nie być za blisko, ale żeby słyszeć. Piosenka, którą w tym momencie wykonywała była jej znana. Dopiero po chwili zorientowała się, że to utwór One Direction „Same Mistakes”.
Or else we’ll play, play, play all the same old games
And we wait, wait, wait for the end to change
And we take, take, take it for granted that we’ll be the same
But we’re making all the same mistakes
 Jennifer była zachwycona jej wykonaniem. Miała w sobie tyle pozytywnej energii, że można by obdzielić nią wszystkich dookoła. Było widać, że śpiewanie jest jej pasją. Jen wpadła na pewien pomysł. Dyskretnie oddaliła się, aby zadzwonić.
- Louie, kochanie. Długo wam zejdzie?
- No jeszcze trochę, wybieramy przekąski, jak myślisz, czy przegrzebki nadają się na taką imprezę?
- Nie mam pojęcia, może po prostu weźcie paluszki i chipsy? – zaśmiała się – Dobra, nie przeszkadzam wam już. Pa.
Rozłączyła się. Skoro jej chłopak był zajęty wybrała numer swojego najlepszego przyjaciela.
- Zayn, powiedz mi, że ci się nudzi i szukasz zajęcia.
- Tak w zasadzie to miałem grać z Liamem w Fife.
- Gra poczeka. Musisz tu przyjechać.
- Skoro to aż takie ważne to już jadę, gdzie jesteś?
- Pod MilkShake City. Czekam.
- Okej, zaraz będę.
- Dzięki, pa.
Jenni była z siebie zadowolona. Chciała, aby ta dziewczyna poznała swoich idoli. Zresztą gdyby mogła to wszystkie Directionerki poznałaby z nimi. Wiedziała, że to niemożliwe, więc po prostu starała się im jak najwięcej pomóc. Valentine wydawała się być naprawdę przesympatyczną osobą. Wykonała jeszcze trzy numery zanim zjawił się Czarnowłosy.
- Co się dzieje? - zapytał
- Usiądź i słuchaj. Znasz to prawda? – spojrzała na niego badawczo obserwując wyraz jego twarzy
- „Save You Tonight”! – krzyknął ze zdziwieniem co spowodowało zainteresowanie fanek jego osobą – Co to za dziewczyna? – zapytał z zainteresowaniem
- Valentine. Podobno często tu bywa. Spotkałeś ją wcześniej?
- Nie, gdyby wcześniej tu była na pewno bym ją zauważył. – stwierdził
Po chwili Zayn postanowił dać się ponieść ekscytacji i dołączył się do dziewczyny , kiedy śpiewała jego zwrotkę. Valentine wyrwała się z transu, w który wpadła, a na jej twarzy było widać wielkie zdziwienie, a po chwili promienny uśmiech
Oh, now you're at home and he don't call
Cause he don't adore you
To him you are just another doll
And I tried to warn you
Resztę piosenki skończyli wspólnie. Na jej twarzy pojawił się ogromny rumieniec. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Zawstydziła się i spuściła wzrok na niesamowicie interesujący chodnik.
- Nie wstydź się. Masz talent. – stwierdził Malik
- Proszę cię, zmasakrowałam waszą piosenkę jeszcze w dodatku na twoich oczach, ja to mam szczęście. – stwierdziła
- Jestem Zayn, ale to już chyba wiesz. – wyciągnął dłoń w jej kierunku
- Valentine. – podała mu rękę
W jej głowie było miliony myśli typu „O mój Boże! Właśnie zaśpiewałam z Zaynem!” , „On właśnie mnie dotknął!” , „Moje życie jest kompletne, teraz mogę umrzeć!”. Mimo wszystko zachowała zdrowy rozsądek. Schowała gitarę do pokrowca i szykowała się do powrotu do domu. Wpadł jej jednak do głowy cholernie szalony pomysł. Była spontaniczna, więc zanim zdążyła się zastanowić wprowadziła swój plan w życie. Wyciągnęła z torebki notes, w którym zapisała swój numer telefonu, wyrwała kartkę i zaczęła śpiewać accapella piosenkę Carly Rae Jepsen „Call Me Maybe”. Zwrotka poszła jej świetnie, ale szał zaczął się, kiedy zaczął się refren.
Hey, I just met you, and this is crazy,
but here's my number, so call me, maybe?
Po tych słowach wręczyła Zaynowi kartkę, na której wcześniej zapisała swój numer telefonu. Zdawała sobie sprawę z tego, ze to totalna głupota, ale nie codziennie spotyka się Malika w miejscu publicznym. Postanowiła skorzystać ze swojej szansy jak tylko się dało. Nie robiła sobie nadziei, że zadzwoni, ale jej życiu brakowało kolorów, a ten wyczyn zdecydowanie je ubarwił.
It's hard to look right, at you baby,
but here's my number, so call me, maybe?
Hey, I just met you, and this is crazy,
but here's my number,so call me, maybe?
And all the other boys,try to chase me,
but here's my number, so call me, maybe?
Po skończonym utworze wybuchła niekontrolowanym śmiechem. Zabrała swoja gitarę i bez pożegnania poszła w swoją stronę. Zayn był pod wrażeniem. Valentine na pewno długo będzie na liście fanek, które pozytywnie go zaskoczyły. Podszedł do Jen, podziękował za telefon i rozdał autografy fankom, które były na spotkaniu z Jenni po czym wraz z dziewczyną swojego przyjaciela wrócił do domu.
- I co? Kto ma numer genialnej fanki? – zapytał Malik wchodząc do salonu
Liam spojrzał na niego ze zdziwieniem, bo Zayn nigdy nie był taki. Kiedy jednak ujrzał cwaniacki uśmiech Jennifer zdał sobie sprawę, że maczała w tym palce.
- Nie poznaję cię stary. – powiedział przerażony Niall
- Skąd masz? Też chcę dostawać numery od fanek. – powiedział Andy
- Ma się to „coś”. – zaśmiał się Czarnowłosy
- Sugerujesz, ze ja nie mam? – zmierzył go wzrokiem Andy
- Oj cicho, opowiadaj lepiej jak to się stało. – mówił Nialler
- Przykro mi chłopcy, wszystkie pytania za chwilę. Teraz porywam Zayna na papierosa. – uśmiechnęła się Jenni
            Reszta popołudnia minęła w przyjemnej atmosferze nie licząc tego, ze wieczorem Margaret i Andy mieli wyjechać. Około dziewiętnastej wrócił Louie i Harry, a pół godziny po nich dziewczyny. Wszyscy zdali sobie relacje z dzisiejszych wydarzeń. Zayn cały czas siedział z nosem w telefonie.
- Co robisz Maliczku? – zapytała Jenni
- Szukam Valentine na Twitterze, ale nie mogę znaleźć. – zrobił niezadowoloną minę
- Nie łatwiej napisać smsa? – spojrzała na niego pytająco
- Nie, bo nie wiem co mam napisać. – wyszeptał
Jennifer podsumowała to wybuchem śmiechu. Zayn naprawdę nie potrafił zagadać do żadnej dziewczyny. Chciała mu pomóc, ale rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Niall, który aktualnie wychodził z kuchni otworzył drzwi. Po chwili ich oczom ukazał się nie kto inny jak Danielle. Liam zerwał się z fotela, podbiegł do niej i mocno ją przytulił. Tęsknił.
- To ja może pójdę się spakować... – powiedziała Margaret kierując się na górę
            Przez cały wieczór Liam nie spuszczał wzroku ze swojej dziewczyny. Margaret wraz z Andym mieli jechać dopiero o 21. Do tego czasu Margo nie zeszła na dół. Jennifer poznała Danielle, która wydawała się być całkiem miła. Czas mijał bardzo szybko. Powoli zbliżała się 21. Andy zaczął znosić już torby na dół, a Margaret pożegnała się ze wszystkimi. W jej oczach widać było ból. Widok Liama i Danielle działał na nia jak sól na ranę. Chciała jak najszybciej opuścić ten dom i wrócić do swojego niesamowicie nudnego życia. Kiedy miała wychodzić zatrzymał ją Li, który jedyny jeszcze się nie pożegnał.
- Odwiedzę cię jak wrócimy z trasy. – powiedział – Zobaczę jak sobie radzisz w szkole. – uśmiechnął się lekko
- Nie obiecuj. – powiedziała obojętnie
- Margo! – krzyknął Andy, który na nią czekał
- Muszę iść. Trzymaj się. Powodzenia na trasie. – powiedziała smutno i wyszła
Nie zdążył odpowiedzieć bo drzwi zamknęły się przed jego nosem. Nagle poczuł, że traci część siebie. Zignorował potrzebę zatrzymania Margaret. Miał pry sobie Danielle, a to było dla niego w tym momencie najważniejsze.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Długi, wiem :D
Dedyk dla Ani na maxa różowej, która powróciła! jeeeee!  
Dedyk także dla Aiami! jeee!
Jako, iż nad tym rozdziałem trochę siedziałam to proszę o hmm 30 komentarzy xd
http://thesamemistakes.blog.onet.pl/ WBIJAĆ I KOMENTOWAĆ! TO ROZKAZ! xd
Love! Mrs. Tomlinson

wtorek, 20 marca 2012

Rozdział 14

            Poranek zapowiadał się obiecująco. Słońce i bezchmurne niebo zdecydowanie było dobre. Jennifer obudziła się przy boku Louisa, ale on jeszcze spał. Spojrzała na jego niewinną twarzy i uśmiechnęła się pod nosem. Uświadomiła sobie, że właśnie leży obok niej jej cały świat zamknięty w człowieku. Nigdy czegoś takiego nie czuła. Wbrew jej postanowieniom i zasadom zakochała się w Louisie. Cóż mogła na to poradzić? Podniosła się z łóżka delikatnie, aby nie obudzić swojego chłopaka i zeszła na dół. W kuchni już urzędował Liam. Miała nadzieję zastać tam Zayna, bo nie lubiła sama palić.
- Kac? – zaśmiała się
- Lekki. – powiedział upijając łyk wody ze szklanki
- No no.. Co jak co, ale tego, że Daddy tak się wczoraj upije to się nie spodziewałam. – powiedziała z udawaną powagą
- Nie byłem aż tak pijany. Gdyby nie moje zdrowie na pewno wypiłbym o wiele więcej. – upił kolejny łyk
- Cóż było powodem twojej frustracji? – usiadła na blacie – Wiesz, ja jak pije to mam powód. – spojrzała na niego badawczo
- Liam podszedł do drzwi, aby zobaczyć, czy nikogo nie ma w okolicy. Zbliżył się do Jen i zaczął szeptać. Wytłumaczył jej swoje odczucia po spotkaniu z Margaret i wszystkie wątpliwości. Starała mu się jakoś pomóc, ale on był przekonany do szczerości swojego uczucia do Danielle. Ich wspaniała rozmowa zakończyła się wejściem zaspanego Zayna.
- Czeeeeeeeeść – powiedział przeciągając się
- Cześć – uśmiechnęła się promiennie
- Gdzie wszyscy? – zapytał otwierając lodówkę
- Śpią. – podsumował Liam – Jutro chyba przyjedzie Danielle.
- O, w końcu ją poznam. Ostatnio ciągle kogoś poznaje. – zaśmiała się
- Jen, idziemy? – zapytał jednoznacznie Zayn
- Oczywiście. Wybacz Li, papieros wzywa. – puściła mu oko
Jak zawsze poszli w to samo miejsce. Usiedli na schodach odpalając fajkę. Tym razem ich rozmowa była inna niż zawsze. Jennifer wiedziała, że wczoraj Lou przerwał, kiedy miała udzielić odpowiedzi na pytanie Czarnowłosego. Chciała być w porządku w stosunku do niego.
- Zayn, wczoraj znów zapytałeś jak poznałam Louisa. Chcę żebyś wiedział, że nie były to przyjemne okoliczności i nie chcę o tym mówić bez Lou. To był ciężki okres zarówno dla mnie jak i dla niego. Postanowiliśmy, że powiemy wam za niedługo. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. – zaciągnęła się mocno
- Rozumiem. Mogłaś powiedzieć, nie naciskałbym. – uśmiechnął się – Nie gniewam się.
- Uf. – odetchnęła z ulgą
Przez resztę czasu rozmawiali o fanach i o tym jak starają się odpisywać im na Twitterze itp. Jenni postanowiła założyć tam konto. Media i tak szumiały od jej zdjęć z Louisem, więc dlaczego miałaby unikać kontaktu z ludźmi? Po wejściu do domu skierowała się w stronę swojego pokoju. Tak w zasadzie, był to pokój jej chłopaka, ale odkąd są razem śpią tam we dwoje. Louie leżał w łóżku z laptopem. Co chwilę odpowiadał na jakieś pytanie, więc widocznie był na wizji. Podeszła do niego tak, aby zasięg kamery jej nie objął. Szybko dostrzegł ją i wskazał ręką miejsce obok siebie. Zanim jednak usiadła, oznajmił swoim widzom, że chce im przedstawić swoją nowa dziewczynę.
- Uwaga. Oto najbardziej emocjonujący moment mojego Twitcama. Chciałem poznać was z moją nową dziewczyną. – uśmiechnął się
Jen niepewnie zajęła miejsce obok niego. Kiedy ujrzała pięciocyfrową liczbę oglądających, która ciągle rosła niesamowicie się zdziwiła.
- Dużo was. – zaśmiała się
- Oto Jennifer. – powiedział dumnym głosem
Podczas następnych kilku minut odpowiadała na pytania kierowane do niej i do Lou. Było naprawdę zabawnie. Fanki zareagowały ciepło, a to już połowa sukcesu. Pewna dziewczyna zapytała o powód rozstania z Eleanor. Louie potrafił wybrnąć z tak krępującej sytuacji.
- Cóż… i ja i Eleanor znaleźliśmy sobie kogoś innego. Nie było sensu dalej tego ciągnąć skoro nie byliśmy razem szczęśliwi. Teraz mam Jen i nie narzekam. – objął ją ramieniem
- Tylko byś spróbował. – wystawiła mu język – O! Następne pytania… Które by tu wybrać. – przemierzyła wzrokiem długą listę – To mi się podoba „Lou, czy pozwoliłbyś Jenni spotkać się z niektórymi fankami jutro w MilkShake City?” Hm? Co Ty na to kochanie? – spojrzała na niego słodko
- Już mnie nie chcecie? Dobra, zapamiętam to sobie. A idź sobie, już cię nie kocham. – oddał jej laptopa i wyszedł udając obrażonego
- Ten pomysł chyba mu się nie spodobał, ale niech stracę. Będę tam jutro o 16. Błagam, nie zabijajcie mnie. – zaśmiała się
Odpowiedziała jeszcze na trzy pytania po czym wrócił jej książę. Jak gdyby nigdy nic wpakował swój sexy tyłek obok niej. Czas w taki sposób mijał niesamowicie szybko. Fanki były zadowolone tak jak oni. Po zakończonym Twitcamie postanowili założyć Jen Twittera. Wszystko szło sprawnie pomijając półgodzinne wybieranie nazwy…
            Margaret wstała najpóźniej ze wszystkich. Miała za sobą ciężką noc. Pełno różnych myśli nie dawało jej zasnąć. Około dwunastej odwiedził ją Andy. Wspólnie postanowili, że jutro opuszczą dom One Direction. Chłopak wiedział, że im szybciej to zrobią tym lepiej. Chciał oszczędzić jej zbytecznych cierpień, szczególnie dlatego, że jutro miała przyjechać Danielle. To nie było tak, że on jej nie lubił, bo to nie prawda. Według niego była wspaniała, ale nie chciał, żeby jego kuzynka przyglądała się okazywaniu jej uczuć przez Liama. Może był wariatem, ale potrafił się o kogoś martwić tak jak w tym momencie. Po ich szczerej rozmowie chłopak wrócił na dół, a Margo postanowiła zrobić sobie długą, gorącą kąpiel. Trwała ona około godziny. W zdecydowanie lepszym nastroju zeszła na dół. Miała na sobie fioletowe, obcisłe rurki, czarną bluzkę na ramiączkach i balerinki tego samego koloru. Włosy spięła wysoko z tyłu głowy oraz lekko pomalowała oczy. Zanim zeszła na dół, na schodach spotkała Nialla, który zmierzał w tym samym kierunku.
- Łoł. – wyszczerzył się szeroko – Świetnie wyglądasz.
- Dzięki. – uśmiechnęła się ciepło
Wspólnie zawitali w salonie gdzie trwał ostry spór między Harrym a Jen.
- Haroldzie Styles! Czy ty do cholery naprawdę uważasz, że byłabym w stanie cię otruć?!
- Nie ufam ci wiedźmo! Wolę zamówić pizzę!
- Ty rozpieszczony dupku! Powinieneś się cieszyć, że pofatygowałam się i cokolwiek ugotowałam! Dzieci w Afryce głodują, a ty co?! Może jeszcze zatrudnisz sobie kogoś, kto przed każdym posiłkiem będzie za ciebie próbował jedzenia, żebyś się nie otruł!?
- Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Nie zjem tego!
- Ale Harry… Każdy z nas zjadł i jeszcze żyjemy. – podsumował Zayn
- Moja porcja na pewno jest inna! – bezsensownie walczył o swoją rację
- Tak, dodałam tam środka na przeczyszczenie Hazzuś. – sztucznie się uśmiechnęła
- Mówiłem!
- To był sarkazm kretynie. – spojrzała na niego z politowaniem
- Ona mnie obraża! Wychodzę!
Takim oto akcentem zakończył się jakże emocjonujący obiad. Dziewczyny popołudnie spędziły na zakupach. Agatha, Jen, Ruth i Margaret były w swoim świecie. Wszystko na wyciągnięcie ręki. Nie obyło się oczywiście od spotkań fanek chłopców. Jennifer pomagała pewnej dziewczynie wybrać bluzkę w paski, która według niej najbardziej spodobałaby się Louisowi. To wszystko było całkiem zabawne, bo te dziewczyny były naprawdę miłe. Mimo tego całego szału na punkcie dziewczyny Harolda i Lou udało im się zrobić całkiem fajne zakupy. Kilka topów, spodnie oraz buty, które były w tym wszystkim najlepsze. Około 18-tej usiadły w pobliskiej kawiarni. Zamówiły kawę i ciasto. Każda z nich za wyjątkiem Jen uważała, że powinna pójść na dietę, ale szarlotka wyglądała naprawdę smacznie. Pogadały sobie szczerze co naprawdę im się przydało. Największy nacisk padł na Margo, która nie chciała mówić o tym na jakim poziomie obecnie jest jej znajomość z Liamem. Dziewczyny jednak szybko doszły do wniosku, że wspomnienia wymogły na niej tęsknotę i to całkiem normalne. Ona jednak nie uważała tak. To było co najmniej dziwne. Po około godzinie zebrały się do domu. Ruth odwiozła je do domu i po kryjomu poszła zobaczyć się z Niallem.          Zbliżał się czas kolacji, którą miała przygotować Agatha. Jenni i Lou leżeli u siebie. Odpisywali fanom na TT Jen i organizowali różne, dziwne konkursy, w których do wygrania był tweet z dedykacją od Louisa + follow. Było o co grać. Najfajniejsze było w tym wszystkim to, że biedny Boo Bear nie miał nic do gadania. Co jak co, ale Jennifer postanowiła zintegrować go ze swoimi fanami. Zaszalała na tyle, że robiła follow back na swoim koncie każdemu, kto o to poprosił. Odpisywała praktycznie na każdą wiadomość. Było trudno nadążyć, ale bardzo się starała. Kiedy Louie zobaczył, że za bardzo pochłonął ją laptop natychmiastowo go zamknął.
- No ej! Nie skończyłam wiadomości! – okrzyczała go
- Trudno. – pocałował ją namiętnie kładąc na plecy
- Masz rację, poczekają. – powiedziała ulegle
- Nawet nie wiesz jaką miałem wczoraj na ciebie ochotę, kiedy Harry nam przeszkodził. – szeptał całując jej szyję
- Dziś już nie masz? – odpowiedziała przewracając go na plecy i siadając na nim okrakiem
- Mam. – wymruczał
Jennifer powoli i czule całowała jego szyję. Zdjęła z niego koszulkę i to samo zrobiła z torsem. Lou był już całkowicie rozluźniony, kiedy stało się coś według niego okropnego.
- Kochanie, najpierw kolacja. – uśmiechnęła się cwaniacko i jak gdyby nigdy nic opuściła pokój
- Ona chyba chce mnie zabić. – podsumował zakładając koszulkę
            Kolacja minęła o dziwo spokojnie. Harry nic nie mówił, lecz zajął się konsumowaniem tego, co miał na talerzu. Lou co chwile szeptał Jen do ucha jakieś zbereźne rzeczy, które co chwile podsumowywała śmiechem. Niall, który siedział obok niego też słyszał jego przejmujące wyznania. Margaret nie miała apetytu, więc w połowie kolacji wyszła na zewnątrz. Andy po jej wyjściu oznajmił, że wyjadą jutro. Towarzystwo nie była zadowolone. Liam szybko zorientował się, że to przez niego. Szybko dokończył swoją porcję i dołączył do dziewczyny.
- Chcesz pogadać? – zapytał siadając obok niej
- Nie ma o czym. – powiedziała całkowicie obojętnie
- Wiem, że jest i wiem, że chodzi o mnie. – spojrzał na nią badawczo
- Nie, świat nie kręci się tylko wokół ciebie Payne. Ludzie mają inne rzeczy do roboty niż tęsknić za tobą  i liczyć, że pewnego dnia wrócisz i będzie jak dawniej. – powiedziała bez ogródek
- Więc o to chodzi? Przecież to ty ze mną zerwałaś. – zirytował się
- Ale to ty zapomniałeś o mnie. Przez dwa lata nie odezwałeś się ani słowem. Powiesz mi teraz pewnie, że ja też się nie odzywałam. Mylisz się. Trudno jest zasłużyć sobie na twoją uwagę na Twitterze, ale w końcu jesteś gwiazdą i nie potrzebujesz starych znajomych!
- Miałem na głowie inne rzeczy niż obserwować czy wrócisz żałując swoich słów. Nie miałem zamiaru niańczyć cię całe życie. Dorośnij! – wykrzyczał zdenerwowany
- Wczoraj byłam pewna, że nadal jesteś tym samym Liamem, z którym byłam tamtej nocy w namiocie. Ciepłym, czułym i troskliwym. Myliłam się. Stałeś się taki jak reszta gwiazdorów. Idź, sława czeka. Masz inne rzeczy do roboty niż pamiętać o kimś takim jak ja. – powiedziała z bólem
Chciała wrócić do środka, ale uścisk Liama skrępował jej ruchy. Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Nie spodziewała się takie obrotu sytuacji. W głowie miała miliony różnych myśli. Czego Liam oczekiwał? Po co to zrobił? Nie znała odpowiedzi na te pytania. To był najczulszy pocałunek od czasów ich zerwania. Nie chciała tego przerywać, ale rozsądek był silniejszy od niej. Oderwała się od niego i szybko wbiegła na górę rzucając się na swoje łóżko z płaczem. Cieszyła się, że jutro jej męki się skończą, ale z drugiej strony czuła żal, że znów go nie zobaczy. Jej przemyślenia nie trwały długo bo z natłoku wrażeń po chwili zasnęła.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taki tam dłuższy.
Uwaga! 30 marca nie obrażę się, jeżeli będzie spamować do Lou, żeby mnie followną z okazji moich urodzin! xD Byłabym wdzięczna. Mam nadzieję, że przyniesie efekt :D
Ten rozdział z dedykiem dla Małgorzaty, która jest odzwierciedleniem Margaret :) Mam nadzieję, ze mój zacny plan przypadł Ci do gustu. To nie koniec moich pomysłów!
Aha, jeszcze jedno. Dodawanie progów komentarzy nie jest wcale w celu wyłudzenia ich. Jeśli nie chcecie, nie dodawajcie, proste. Ja chce wiedzieć ile osób to czyta. Jeżeli sprawia Wam to aż tak wielki problem to nie dodawajcie. Nie chcę nikogo zmuszać do tego.  W poprzednim blogu miałam około 300 czytelników, wszyscy, którzy pisz.ą swoje opo: wiecie jakie miłe jest czytanie komentarzy.. Nie dziwcie się, że daję progi. Ja poświęcam dla Was ponad 2h na napisanie tego,a komentarz zajmuje 3 minuty, kto się bardziej poświęca?  ja teraz mam szkołę i mogłabym dodawać co tydzień, ale to Wy chcecie rozdziałów dlatego pokażcie mi chociaż w taki sposób, ze Wam zależy. Dziękuję.
+ Następny za 30 komentów.
++ Dzisiaj dowiedziałam się, że mam nerwicę i muszę brać krople na uspokojenie, czaaad ;x
Love! Mrs. Tomlinson