sobota, 26 maja 2012

Czas na reklamę.

Cóż...
Pisałam, że nie będzie następnego bloga, ale wpadłam na fajny (?) pomysł :D
Wzięła mnie wena taka, że zamiast pisać rozdziały tu, to piszę do przodu na mojego nowego bloga xD
Znajdziecie go pod linkiem: http://the-end-and-new-beginning.blogspot.com/
Jeśli chodzi o to, kiedy tutaj pojawi się kolejny rozdział to hm... nie mam pojęcia. Czekam na jakiś przypływ weny, ale im bliżej końca tym mniej chce mi się pisać. Trudno będzie mi się z nim rozstać xD
Jeśli chodzi o Rozdział 1 na New Beginning to powiem tyle.. Jak zobaczę zainteresowanie nowym blogiem to dodam ;)
Liczę, że będziecie ze mną na nowym blogu. Byłbym wdzięczna za Wasze wsparcie. Tutaj bardzo dużo razy mi pomogło. Byłabym jeszcze bardziej wdzięczna tym, którzy byli ze mną przez całe Last Wish i tego bloga, a zostaliby ze mną także przy New Beginning.
Więc..
Mój nowy blog to bardzo emocjonująca historia, która nie będzie przesycona scenami +18, tak w zasadzie to chyba będzie tylko jedna o.O Po prostu nie chodzi tu o sex, a o miłość, która jak się okaże może nas dopaść w najmniej spodziewanym momencie. Nie zdradzam z kim będzie w roli głównej, sami się przekonacie :) Cóż, do zobaczenia :)
Love Ya! Dee Tommo!

czwartek, 17 maja 2012

Rozdział 30

            Po opuszczeniu imprezy przez Harrego i Agathę zaczęła się ta luźniejsza część, a mianowicie after party. Wszyscy udali się w swoją stronę szukając czegoś do skonsumowania lub, żeby po prostu się najebać. Mówimy oczywiście o Niallu, który nie miał ochoty na zabawę a jedyne o czym był w stanie myśleć, to alkohol, który częściowo miał zatopić jego smutki. Jen i Lou rozmawiali z przesympatyczną Demi Lovato, która swoją drogą także zgarnęła nagrodę. Liam udał się w poszukiwaniu jakiegoś miłego towarzystwa. Długo nie musiał szukać. Olly Murs postanowił poradzić się Liama w kwestii jego nowej płyty. Całkiem dobrze im się rozmawiało, pomijając fakt, że po chwili przyłączyła się do nich Caroline Flack. Zayn zaś pilnował, żeby przypadkiem nikt nie powiedział złego słowa na temat jego "przyjaciółki". Stali przy stole z poczęstunkiem, kiedy ktoś postanowił zakłócić ich spokój. 
- Proszę proszę... - zabrzmiał znajomy głos - Malik znalazł sobie dziewczynę? - zakpił - Czy może po prostu towarzyszka na jedną noc? 
Zayn instynktownie objął Valentine w pasie. Czuł, że podnosi mi się poziom adrenaliny we krwi. 
- Max, ty nadal na wolności? Policja przyjęła łapówkę? - wysyczał Czarnowłosy 
- Proszę cię... Wy naprawdę myśleliście, że jedne zaznania tej szmaty są w stanie mnie obciążyć? - zaśmiał się donośnie - Sama do mnie przyszła. - mówił pewny siebie 
- Skurwiel. - skwitowała pod nosem Valentine 
- Zamknij się, bo nie rozmawiam z tobą. - obrzucił dziewczynę wrogim spojrzeniem - Nie wiem ile on płaci ci za noc, ale ja zapłaciłbym więcej. Zresztą... Nie jedna ich dziwka lądowała w moim łóżku. - mówił dumnie 
Zayn mierzył go wzorkiem. Nie wiedział co miał na myśli. Spojrzał na niego pytająco oczekując jakiejś odpowiedzi. 
- Mówi ci coś nazwisko Calder? - ilustrował go wzrokiem 
Oczy Czarnowłosego się wytrzeszczyły. Tego się nie spodziewał. Czyżby Eleanor maczała palce w tym wszystkim? Od początku do końca? Czy to ona była winna temu wszystkiemu?Cierpienia Agathy i liczne groźby pod ich adresem. Nie wierzył. Niegdyś miła i słodka dziewczyna, teraz fałszywa i podstępna żmija. Zacisnął pięść chcąc wymierzyć cios w chłopaka stojącego naprzeciwko. 
- Zayn, spokojnie. - położyła rękę na jego ramieniu 
Czarnowłosy rozluźnił uścisk swojej dłoni i pogładził policzek swojej przyjaciółki. Max zaśmiał się złowieszczo. 
- Co z tobą Malik? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jakaś pierwsza lepsza będzie ci mówić co masz robić? - zakpił 
- Nie jest pierwszą lepszą. - powiedział przez zaciśnięte zęby 
- Myślałem, że nie będziesz jak Tomlinson. Wiedziałem, że on gustuje w tanich dziwkach, ale po tobie się tego nie spodziewałem. Cóż, widocznie jest dobra w te klocki. - mówił ze spokojem malującym się na jego twarzy 
Przegiął. W tym momencie pięść Zayna spotkała się z twarzą Maxa. Chłopak wpadł na znajdujący się obok stół. Był w lekkim szoku. Zanim zdążył cokolwiek zrobić Valentine podeszła do niego i chwytając duże, śmietankowe ciasto rozmazała całą jego zawartość na jego twarzy. 
- Zawsze o tym marzyłam. - uśmiechnęła się lekko - Zayn, nie wiem jak ty, ale ja stąd wychodzę. - powiedziała praktycznie nieprzejęta całą sytuacją 
- Ja też, drętwa ta impreza. 
Zayn objął dziewczynę ramieniem po czym skierowali się w stronę wyjścia. Nie zwracali uwagi na liczne błyski fleszy aparatów i spojrzenia jakimi byli obrzucani. Po prostu opuścili budynek. W końcu taki wieczór jak ten można spędzić zupełnie inaczej.
            Poranek następnego dnia był słoneczny i ciepły. Harry i Agatha, którzy poprzedniego wieczoru zamiast udać do domu postanowili zabawić się w hotelowym pokoju, postanowili wrócić. Po wczorajszej libacji dręczył ich kac zabójca. Trudno się dziwić, kiedy swój stan doprawiło się jeszcze dwoma szampanami i czerwonym winem. Mimo wszystko nie mogli narzekać. Spędzili razem upojną noc i mało ich obchodziło zakłócanie spokoju innych mieszańców hotelu. Jak zawsze zresztą. W ich związku seks był swego rodzaju priorytetem. Tak już bywa, kiedy trafią na siebie dwie, niewyżyte seksualnie osoby. Przynajmniej się nie nudzili. W każdym bądź razie droga do domu nei minęła spokojnie. Fanki i mnóstwo papprazzi zdecydowanie nie zamierzali dać im spokoju. Harry, który wyglądał tragicznie, zdecydował się mimo wszystko zrobić sobie zdjęcie z dziewczynami, które na to liczyły. Rozdał kilka autografów i spacerem wraz z Agathą wrócili do domu. Z pozoru wszystko wydawało im się normalne. Kiedy jednak poszli do kuchni po wodę, aby ugasić pragnienie coś ich zaniepokoiło.
- Gdzie jest stół? - zapytał lekko zdezorientowany Harold
Agatha spojrzała w róg przestronnego pomieszczenia. Ujrzała stół, lecz postać w jakiej się znajdował trochę ją rozczarował. W kończu nie codziennie nogi same odpadają od reszty. Spojrzała na swojego chłopaka wskazując mu ręką co stało się z meblem, którego poszukiwał.
- Co się z nim stało?! - zszokował się - Jeszcze wczoraj stał! 
W tym samym momencie do kuchni wszedł zaspany, półnagi Malik. Jego włosy były w totalnym nieładzie, co nie zdarzało mu się często. Rozejrzał się po kuchni jak gdyby czegoś szukał. Jego wzrok napotkał Harolda wpatrującego się w niego pytająco.
- Coś się stało? - zapytał Malik swojego przyjaciela
- To chyba ja powinienem cię o to zapytać. Zayn do cholery, co się stało ze stołem?! 
Czarnowłosy próbował zrozumieć o co ma pretensje Hazza, ale nie udało mu się to dopóki nie zauważył dosyć brutalnie potraktowanego, drewnianego mebla. 
- To nie ja. - uniósł obie ręce do góry broniąc swojej niewinności
- Czyżby? - zapytała Rudowłosa wchodząca do pomieszczenia
Zayn spojrzał na nią lekko zdziwiony. Miała na sobie męską koszulę. Wróć, to była jego koszula. Teraz przypomniał sobie, że obudził się obok niej w dodatku w nie swojej sypialni. Coś musiało się wydarzeć wczorajszego wieczora. Niestety, jedyne co pamiętał to alkohol. Zbyt dużo alkoholu. Wiedział, że jak tylko się rozbudzi, wszystkie wspomnienia wrócą. Jeszcze raz zilustrował wzrokiem dziewczynę, która wyglądała niesamowicie kusząco w tej części jego garderoby. Ujrzał coś, co odświeżyło mu pamięć. Na jej karku znajdował się ślad ust, jego ust. Nie oszukujmy się, Zayn zrobił jej malinkę. Pytaniem było, jak do tego doszło? Po części wiedział. Pamiętał, że zapytał o powód jej nienawiści do Polski. Rozkleiła się i płakała w jego ramionach. Kolejne piwa. Potem temat Maxa. Zayn uświadamiał jej, że nie jest dla niego żadną pierwszą lepszą. Potem poszedł po coś mocniejszego. Nadal pili użalając się nad swoim losem. Olśnienie.
- Cholera... - zaczął 
Teraz już pamiętał. Kiedy Valentine zaczęła przyznawać rację Maxowi na temat tego, co o niej mówił, Zayn zaczął odwodzić ją o tych myśli. Potem alkohol zrobił swoje. Podszedł do niej, całował ją, dotykał, a potem...
- Nie. - opadł na krzesło zrezygnowany - Valentine, przepraszam. - wyszeptał
- Nia masz za co. Ja nie żałuję. - powiedziała pewnie opierając się o blat kuchenny
- Zaraz, zaraz. - spojrzał Hazza podejrzliwie - Czy wy... Uprawialiście seks w mojej kuchni!? - zbulwersował się 
Tak, to była prawda. Wczoraj oboje potrzebowali odreagować. Cała ta nieprzyjemna sytuacja na gali była jedynie pretekstem. Przecież każdy mieszkaniec tego domu wiedział, że oboje mają się ku sobie. W dodatku Zayn już nawet nie rozglądał się za innymi. Dla niego liczyła się Valentine. Wracając do wydarzeń z wczorajszego wieczora... 

Po opróżnieniu kolejnej butelki wina byli totalnie rozluźnieni. Malik juz dawno pozbył się swojej koszuli tłumacząc, że mu gorąco. Widok umięśnionej klaty chłopaka tylko nakręcał Rudowłosą. W dodatku alkohol zalał wszystkie dotychczas działające hamulce. 
- Max ma rację. Przecież jestem pierwszą lepszą. Na moim miejscu mogłoby znajdować się setki innych dziewczyn. Tak w zasadzie już dawno zastanawiałam się, dlaczego tu jestem. - mówiła lekko się jąkając
- To zabrzmi płytko, ale od kiedy cię zobaczyłem wtedy, po raz pierwszy, wiedziałem, że to nie koniec. Oczarowałaś mnie. - uśmiechał się kusząco
Przygryzła wargę. 
- Proszę cię, przecież możesz mieć każdą. Wystarczy, że spojrzysz na nią tak, jak teraz patrzysz na mnie i jest twoja. Zrobi dla ciebie wszytko. - mówiła pewna swojej racji
Zayn podszedł do niej. Zaciekawiło go to, co powiedziała. 
- Wiesz, że nie spojrzę tak na inną. - delikatnie musnął wargami jej dłoń - Nie chcę żadnej, która nie jest tobą.
Ujął jej twarz w dłonie i włączył ich wargi w czułym pocałunku. To wystarczyło. Jego dotyk był jak afrodyzjak. Nie potrafiła mu się oprzeć. Zmysłowo wodziła dłońmi po jego torsie chcąc go poznać. Po chwili ręce chłopaka skierowały się do zapięcia sukienki, a jego usta drażniły skórę jej szyi. Nie opierała się. Zayn zwinnie poradził sobie ze ściągnięciem sukienki z dziewczyny. Miała na sobie białą, koronkową bieliznę. W dodatku w lewej, dolnej części brzucha widniał tatuaż. Podnieciło go to jeszcze bardziej. Był to napis. On jednak nie miał obecnie czasu na czytanie. Chwycił ją za biodra i posadził na znajdującym się obok stole. Zszedł pocałunkami z szyi na zagłębienie jej obojczyka, a następnie na jej dekolt. Jej zapach dodatkowo go pobudzał. Wiedział, że tą noc spędzi z dziewczyną swojego życia. Jeszcze nigdy wobec nikogo nie przejawiał takiej troski jak o Valentine. Dziewczyna przymknęła oczy. Czuła, że jej podniecenie rośnie. W końcu miała przy sobie jednego z najgorętszych mężczyzn na ziemi. Zayn zsunął ramiączko jej stanika nie przestawiając czule pieścić jej skóry pocałunkami. Po chwili ostatni element jej górnej garderoby wylądował w rogu pomieszczenia. 
- Zayn... - westchnęła, gdy ucałował jej pierś. Alkohol krążący w ich krwi sprawiał, że żadna z rzeczy, które teraz robili nie wydawała im się dziwna czy krępująca. Dziewczyna sięgnęła ręką do paska od spodni chłopaka. Zwinnie go odpięła po czym spodnie od jego garnituru zsunęły się na ziemię. Stał w obcisłych bokserkach nadal pieszcząc jej piersi. Dla niego były jak arcydzieło. Nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów jak gdyby bał się, że je uszkodził. Podziwiał ich urok całując raz jedną raz drugą. Odpowiednią zapłatą były jęki wydawane przez dziewczynę. Kiedy nieśmiało przygryzł jej sutek wbiła swoje pomalowane na błękit paznokcie w jego plecy. Syknął. Ponowił tą czynność chcąc dać jej przyjemność. Niestety nie mieli ochoty bawić się w grę wstępną. Oboje byly wstawieni i jedyne o czym marzyli to poczuć siebie nawzajem. 
- Zayn... - powtarzała niczym modlitwę 
Czarnowłosy wiedział czego pragnie jego dziewczyna, bo teraz była jego dziewczyną, prawda? Przynajmniej miał taką nadzieję. Ułożył ją na plecach na blacie stołu po czym szybko ściągnął z niej jej koronkowe majtki wyrzucając je gdzieś za siebie. Zobaczył, ze Valentine jest równie podniecona jak on. Nie kazał jej długo czekać. Pozbył się swoich bokserek, które ciasno opinały jego przyjaciela. Gwałtownym ruchem wszedł w dziewczynę. Poruszał się w niej bardzo szybko i gwałtownie. Ona wydawała z siebie coraz to głośniejsze jęki. Cała konstrukcja stołu zaczęła niebezpiecznie skrzypieć. To oznaczało tylko jedno. Niestety Zayn był w transie. Nie potrafił się zatrzymać. W pewnym momencie po kuchni rozległ się charakterystyczny trzask. Nadal to ignorowali. Skoro zaczęli musieli to skończyć. Nie trwało długo. Po chwili oboje szczytowali. Jęki ich spełnienia odbijały się echem po całym domem. Na szczęście byli sami. Zayn bezwładnie opadł na stół. Kolejny trzask. Dopiero teraz dotarło do niego, co było przyczyną wcześniejszych odgłosów tego typu. Spojrzał na głęboko oddychającą Valentine. Kiedy próbowała się podnieść z blatu stołu jedna z nóg się złamała. chwile po niej kolejna. Dziewczyna niemal zeskoczyła z drewnianego mebla. Zayn z niepokojem spoglądał na stół. Podniósł się z niego. W tym momencie cały blat odłączył sie od nóg i runął na ziemię. Rudowłosa zachichotała i zaczęła zbierać ich ubrania z podłogi. Zayn wziął ją na ręce i zaniósł na górę. Kuchnia to jednak nie jest najlepsze miejsce do uprawiania seksu, a szkoda. 

Przez resztę dnia wszyscy domownicy dogryzali Zaynowi. W końcu to o połamanych stołach śpiewa w "Up all night". Okazało się, że kuchnie po ich wyczynach sprzątał Liam z Jennifer. Tylko oni trzymali się na nogach z całego towarzystwa. Louis jak zawsze korzystał z sytuacji i zalał się w trupa. Cóż, musi korzystać zanim Paul siądzie im na ogonie. Biedaczyna. Niall też nie zamierzał się ograniczać. Pił do upadłego. Na szczęście Liam odciągnął go w porę od kolejnego drinka. Ten dzień był poświęcony leczeniu kaca, zdecydowanie. Może po tym bólu głowy w końcu przestaną tak szaleć? Głupie pytanie. Oczywiście, że nie, ale pomarzyć zawsze można...
            Wyjazd zbliżał się wielkimi krokami. Następny dzień praktycznie cały był zawalony próbami i wywiadami, więc chłopcy wrócili do domu późnym wieczorem. Czwartek jednak postanowili spożytkować po swojemu. Do południa leniuchowali w piżamach przed telewizorem, a na obiad wybrali się do Nandos. Niall się uśmiechnął. Lubił to miejsce. Chłopcy wiedzieli, że jedzenia tam sprawia mu frajdę. To dziwne, ze jedzenie może kogoś jarać, ale tak było z Niallem. Po posiłku cała grupa udała się na zakupy do Tesco. Wieczorem postanowili zrobić sobie ostatnią bibę przed wyjazdem. Jak to na One Direction przystało wyjechali stamtąd z dwoma pełnymi wózkami zakupów. Nie trzeba chyba mówić, że wtorkowy kac nic ich nie nauczył i połowę zakupów stanowił alkohol. Oczywiście blondynek, który nie miał zamiaru brać udziału w całej libacji zaopatrzył się w masę żelek. Chipsy, popcorn i inne tego typu rzeczy także wchodziły w skład ich zaopatrzenia. Po zapakowaniu tego wszystkiego do przestronnego auta Harolda, pojechali do domu. Zanim wszyscy wzięli prysznic i przebrali się z powrotem w jakże wygodnie ubrania do spania minęły ponad dwie godziny. Dopiero o 18-tej w salonie zaczęło budzić się życie. 
- Liam, nie bawisz się z nami? - zapytała rozczarowana Jen, widząc Li siedzącego z laptopem na kolanach
- Nie, umówiłem się z Margo na Skype. Mogę was jedynie popilnować. - zaśmiał się
- Och Liam, jak zwykle na posterunku. - zachichotała Agatha przynosząc miski z przekąskami
- Ktoś musi. Już ja wiem jakie wy macie pomysły, a raczej jakie ty masz pomysły. - spojrzał na nią cwaniacko - Do tej pory mam przed oczami striptiz Lou dla Harrego.
Jen podsumowała do śmiechem. Wyobraziła sobie tą sytuację i to naprawdę musiało być zabawne. 
- Oj czepiasz się. Nadal mam to nagranie. jak Harry mnie rzuci to to udostępnię. - wybuchnęła niepohamowanym śmiechem
- Co udostępnisz? - zapytał Hazza dopiero wchodząc do pomieszczenia
- Nic takiego. - zapewniał Liam nie mogąc powstrzymać się od śmiechu
- Okej... - powiedział niepewnie Haz - Gdzie Lou, Zayn i Valentine? 
- Louis robi popcorn w kuchni, a Zayn i Valentine chyba utopili się biorąc wspólną kąpiel. - zachichotała Jen
- Doprawdy śmieszne. - wtrąciła Rudowłosa stając w progu salonu - Zayn zaraz przyjdzie. - wyszczerzyła się
- A więc.. jakie plany na dziś? Film? - zapytała Jenni
- Chyba żartujesz. Gramy w butelkę. - cwaniacko uniosła brew Agatha - Pytanie czy wyzwanie? - skierowała pytanie do Harolda
- Wyzwanie. - puścił jej oko
Agatha podeszła do niego na tyle blisko, że praktycznie stykali się nosami. 
- Kiss me. - wyszeptała 
- Nie musisz prosić. - odpowiedział
Hazza ujął jej twarz w dłonie i lekko musnął jej wargi.
- Fuuuuu. - zaśmiał się Zayn, który nagle pojawił się w salonie
- Fuuuuu to jest uprawianie seksu w mojej kuchni. - dogryzł Curly
- Jestem i nie zgadniecie co mam! - krzyknął nie kto inny jak Louie
- Popcorn? - zaśmiał się Liam 
- W ogóle nie dasz się pobawić, tato. - udał obrażonego
- Wybacz synku. 
Zanim całe towarzystwo zebrało się do kupy i postanowiło zasiąść w kręgu jak zasady "butelki" nakazują minął jakiś czas. W końcu jednak zabawa ruszyła. Agatha postanowiła zakręcić pierwsza. Padło na Lou, który po wspomnieniu ostatnich wymysłów dziewczyny jeśli chodzi o zadania wolał zdecydować się na szczerość. 
- A więc... Kiedy ostatni raz uprawiałeś sex z Jen? 
- Uuuuuu. - buczał tłum
- W niedzielę, w Doncaster. - zaczerwienił się na wspomnienie widoku jego matki w drzwiach łazienki
- Jesteś okropna. - podsumowała Jennifer również się czerwieniąc - Już wiem, dlaczego jesteś z Haroldem.
Lou zakręcił następny. Wypadło na nieszczęsną Valentine, która również wybrała pytanie.Louis był jednak łaskawszy niż Agatha. Zapytał po prostu o rozmiar jej stanika. Kolejne kolejki mijały w dosyć przyjemnej atmosferze. Alkohol zaczął działać, więc tez wyzwania były śmielsze. Butelka wskazała Zayna, który zdecydował się wziąć wyzwanie. Miał zatańczyć do piosenki Ushera "That's What It's Made For"*. Widownia gwizdała i klaskała. Kto by pomyślał, że z Malika taki dobry tancerz? Jego ofiarą padł Louis, który również wolał otrzymać zadanie. Musiał zaśpiewać najgłupsza piosenkę jaką zna. Spojrzał na Hazzę jednoznacznym wzrokiem po czym oboje wybuchnęli śmiechem. 
- Nie chcecie tego słuchać. - zapewnił Louis
- Owszem, chcemy. - odpowiedzieli równo
- Hazzuś, pomożesz? - zapytał Lou
- Pewnie, ze tak. W końcu to nasza piosenka! 
Louis podszedł do Liama, który był zajęty rozmową ze swoją dziewczyną, aby zapuścił podkład. Nakazał włączyć piosenkę Milow "You and Me". Wszyscy z uwagą przysłuchiwali się wygłupom Harolda i Boo Beara z trudem powstrzymując śmiech. Ta piosenka naprawdę nie miała sensu. 

I wish you were a little bigger,
Not just big but really fat.
Doors you would no longer fit through,
In my bed you would have to stay.

Ten fragment sprawił, że wszyscy łącznie z Liamem wybuchnęli śmiechem. Nawet Niall, który zszedł po coś do kuchni nie mógł powstrzymać śmiechu. Kiedy jednak przyjaciele dostrzegli jego lekkie rozbawienie ponownie przyjął grobową minę i bez słowa wrócił do siebie. Butelka zakręcona przez Lou wskazała na Agathę. Ta zdecydowała się wykonać zadanie.
- No więc... - Louis zatarł ręce a na jego ustach pojawił się chytry uśmiech - Pocałuj Jen. 
- Co?! - wykrzyczała wręcz oburzona - Louis, ja wiem, że nadal masz mi za złe ten striptiz, ale dlaczego każesz mi całować swoją dziewczynę!? 
- Kochanie.. Czasem całujące się dziewczyny są bardziej podniecające niż wiesz... - tłumaczył Hazza
- Chcesz mi powiedzieć, że nasze pocałunki cię nie podniecają, tak? - zmierzyła go wzrokiem - Okej, śpisz dziś sam. Ja pójdę do Jenni.
Agatha usiadła obok Jen smyrając ją po nodze. Jennifer nie miała nic przeciwko. Wiele razy zdarzało jej się wymieniać ślinę z osobnikami tej samej płci. Po kilku minutach śmiechu i wewnętrznego zbierania się psychicznie nastąpił oczekiwany moment. Nie był to co prawda francuski pocałunek. Coś raczej w stylu "cmok cmok". Niestety nikt nie wymagał od nich nie wiadomo jakich ekscesów i gimnastyki językowej. Butelka ponownie poszła w ruch. Tym razem jednak wskazała Loczka, który nie zdawajac sobie sprawy z tego co robi wybrał wyzwanie. 
- Oj kochaniutki, nawet nie wiesz co cię czeka. - zaśmiała się Agatha
- Powinienem się ciebie bać? - zabawnie poruszył brwiami
- Czy ja wiem... Pocałuj Lou, to chyba nic strasznego prawda? - uśmiechnęła się dominująco - Ah, zapomniałam dodać... To ma być francuski pocałunek kochanie. - obserwowała jego reakcje nie zdejmując uśmiechu z twarzy
- No nieeeeeee. - westchnął Lou - Znowu my? - spojrzał zrezygnowany
- Coś nie tak, słońce? - zaśmiała się Jenni
- Zemsta jest słodka. - zachichotała Valentine
- Nie wiem czy chcę to widzieć. - powiedział Zayn
- Eh, dobra Louie... Pokażmy im jak to się robi. - powiedział pewny siebie Hazza po czym poprawił swoje włosy
- No chodź, kocie. - wybuchnął śmiechem Lou
Harry jak gdyby nigdy nic przysunął się do Lou i lekko łapiąc go za kark przysunął go do siebie. W salonie zapadła cisza. Wzrok wszystkich był skierowany na nich. Hazza pochylił się w stronę swojego przyjaciela i lekko musnął jego wargi. Ten gest zachęcił pijanego Louisa do śmielszych poczynań. Boo Bear zachłannie wpił się w jego usta i wręcz brutalnie wepchnął język do jego ust. Harold był pod wrażeniem zdolnością Lou do manewrowania językiem na tak małym obszarze. Przyssał się do jego dolnej wargi. Kompletnie zapomnieli o tym, że nie są sami, a wszystkie spojrzenia są skierowane na nich. Agatha doskonale wiedziała co zrobić w takiej sytuacji. Nakręciła całe zdarzenie nie mogąc przepuścić takiej okazji. Jen i Valentine były lekko zdziwione, a na twarzy Zayna malował się niesmak. Liam zaś był tak pochłonięty rozmową z Margaret, że zapomniał przypilnować swoich dzieci. Kiedy Larry zakończyli swoje czułe pieszczoty Agatha uniosła telefon do góry.
- Hello youtube! - powiedziała triumfalnie, obdarzając ich pełnym satysfakcji spojrzeniem.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Soooł... Przepraszam again!
Najpierw nie miałam weny, potem zepsuł mi się komputer, potem jakoś mi uciekło, potem znów nie miałam weny ;/ Sorki ;/
Mam nadzieję, że ten rozdział jakoś to zrekompensuje. 
Dziękuję za każdy oddany na mnie głos. Sikam ze szczęścia.
Pomyślcie jak mam się Wam odwdzięczyć.
Nawet, jeśli ktoś mnie przegoni to i tak Was kocham jak cholera :D
Ja osobiście uważam ten rozdział za nie najgorszy, mimo tego, iż pisałam go około 2 tygodnie xd
+ Follow me on Twitter! @Dee_Directioner
++ Chyba zmieszczę się w 10 rozdziałach do końca ;/
+++ Idę oglądać Playful Kiss xD 
Fighting! Dee Tommo

piątek, 4 maja 2012

WAŻNE!

KOCHANE!
TEN OTO BLOG WALCZY O TYTUŁ "BLOGA MAJA" NA STRONIE WWW.ONEDIRECTION.PL !
MAM WIĘC PROŚBĘ. TO DLA MNIE WIELKIE WYRÓŻNIENIE, WIĘC TO JASNE, ŻE CHCIAŁABYM, ABYŚCIE MI POMOGŁY. TO DZIĘKI WAM TA HISTORIA NADAL SIĘ TOCZY!
NIE WIEM JAK ZA TO PODZIĘKOWAĆ. NIE WIEM SKĄD, NIE WIEM JAK. TOTALNY ZASKOK. KTO NA TO WPADŁ?
MESSIVE THANK YOU!
TAK WIĘC... LASKI!
NA DOLE, PO PRAWEJ STRONIE JEST ANKIETA! DO DZIEŁA!
WWW.ONEDIRECTION.PL
POKAŻCIE, ŻE TU JESTEŚCIE!
DIRECTIONERS, MAKE SOME NOISE! ;D

LOVE YOU ALL! DEE!

Rozdział 29


            Louis i Jen postanowili spędzić wieczór po swojemu. Z samego rana wracają do Londynu. Pobyt w Doncaster dobrze im zrobił. Odpoczęli i rozluźnili się. Lou potrzebował przed trasą spędzić trochę czasu z Jen. Mimo wszystko zastanawiał się, czy zabranie jej tutaj było dobrym pomysłem. Przez cały ich pobyt Fizzy ani razu nie zjadła z nimi wspólnie czy choćby porozmawiała. Cały weekend  spędziła u swojej przyjaciółki Fliss. Louis wiedział, że Felicite bardzo lubiła Eleanor. Nie mógł nic na to poradzić.  Jenni to rozumiała, ale Lou martwił się. W końcu przez takie sytuacje czuje się w jakiś sposób gorsza. Niestety nic nie mógł na to poradzić. Jego młodsza siostra była tak samo uparta jak on. Dobrze, że przynajmniej Lottie polubiła Jen. Przez ostatnie dni Jennifer często czesała ją, kiedy gdzieś wychodziła, albo doradzała co ubrać. Taki proste czynności zbliżyły je do siebie. Z bliźniaczkami także nie było problemu. Chodziły za nią cały czas i nawet przy stole chciały siedzieć obok niej. To było zabawne, bo Lou był zdecydowanie na drugim planie przez to wszystko. Ten ostatni wieczór postanowili jednak spędzić razem. Louis miał plan.
- Jen, chodź na chwilkę! – zawołał ją z łazienki
- Coś stało? Brzmiałeś dramatycznie. – zaśmiała się
W momencie przekroczenia drzwi ujrzała dużą wannę wypełnioną parującą wodą z pianą i płatkami róży. W pomieszczeniu panował półmrok z powodu zasłoniętych rolet i zapalonych zapachowych świeczek. W powietrzu unosił się zapach wanilii. Spojrzała na Lou, który tylko uśmiechnął się czule i podarował jej krótki pocałunek.
- Co powiesz na wspólną kąpiel? Ostatnio więcej czasu spędziłaś z moją rodziną niż ze mną. Czuję się odtrącony. – zaśmiał się
- Oj przepraszam. – lekko musnęła jego usta – Ale teraz to odrobimy. – odpięła guzik swojej koszuli – Pomożesz? – spojrzała na niego kusząco
- Z przyjemnością. – przybrał ten swój cwaniacki uśmiech
Louis powoli odpinał każdy pojedynczy guzik. Kiedy skończył zsunął z jej ramion zwiewny materiał i rzucił gdzieś w kąt. Zbliżył się do niej i pocałował ją w szyję. Zamknęła oczy. Każdy, nawet najmniejszy kontakt ust Louisa z jej skórą przyprawiał ją o zawrót głowy. Na szczęście była jeszcze w stanie myśleć.
- Nie zapomnij zamknąć drzwi. – wyszeptała
Lou oderwał się od niej i przekręcił zamek w łazienkowych drzwiach po czym wrócił na swoje wcześniejsze miejsce.
- Na czym stanęło? – wymruczał
Jen nie odpowiedziała. Zdjęła z niego paskowaną koszulkę, która następnie zajęła miejsce w rogu łazienki. Spojrzała mu w oczy. Widziała w nich tańczące iskierki radości. Lou wplótł swoją dłoń w jej włosy i przyciągnął jej twarz do swojej namiętnie i zachłannie ją całując. Był rozpalony. Kontakt wiecznie zimnych dłoni Jennifer z jego torsem doprowadził do pojawienia się gęsiej skórki na jego rękach. Tymczasem zwinne palce Lou powędrowały do zamka jeansowych szortów dziewczyny. Nie miał problemów z pozbyciem się ich. On sam po chwili został w samych bokserkach, które swoją drogą zbyt długo nie okrywały jego zgrabnych pośladków. Tommo szybko poradził sobie ze ściągnięciem błękitnej, koronkowej bielizny ze swojej dziewczyny. Nie krępowali się tym, że stoją przed sobą całkowicie nadzy. Należeli do siebie nawzajem, więc bezwstydnie dotykali swoich ciał poznając ich tajemnice. Lou wziął ją na ręce i włożył do gorącej wody. Dołączył do niej posyłając jej kuszący uśmiech.
- Kocham, kiedy się rumienisz. – wyszeptał przygryzając płatek jej ucha
- To przez ciebie. – ochlapała go lekko
- Oj, nie ładnie. – pokiwał głową z dezaprobatą uśmiechając się cwaniacko
Lou usadził ją na sobie tak, że oplotła go nogami. Doskonale czuł jej piersi przylegające do jego torsu. Czule całował jej szyję wmasowując w jej plecy olejek. Schodził pocałunkami coraz niżej aż dotarł do jej piersi. Jego język dokładnie pieścił każdy ich kawałek. Jej sutki twardniały pod wpływem jego dotyku. Jęknęła. Lou uśmiechnął się i lekko przygryzł jej sutek. Kolejny jęk. Czuł, że dominuje nad nią. Jen jednak nie chciała pozostawać dłużna. Siedząc na nim powoli i zmysłowo zaczęła pocierać się o jego przyrodzenie. Wiedział do czego dąży. Nie chciał tego przerywać. Każdy jej ruch sprawiał mu przyjemność. Jenni czuła, że przyjaciel Louisa twardnieje. Lou odprężył się pozwalając jej działać. Oparł się o brzeg wanny i przymknął oczy. Tak, było mu dobrze. Widziała to, więc przestała. Spojrzał na nią tymi swoimi niebieskozielonymi tęczówkami.
- Nawet nie wiesz jak na mnie działasz. – przygryzł wargę
- Chyba jednak wiem. – ponowiła ruchy swoimi biodrami – Tak dobrze?
Jęknął. Teraz to ona była górą. Błędny wzrok Louisa krążył po jej ciele. Wiedział, że ma nad nim przewagę. Nie mógł już wytrzymać. Uniósł ją do góry po czym wszedł w nią gwaltownie. Jęknęła głośno. Nie przejmowali się, że w domu najprawdopodobniej są dzieci, a Lottie prawdopodobniej siedzi w swoim pokoju i dokładnie słyszy ich wyczyny. Nie byli w stanie o tym myśleć. Jen poruszała się w górę i w dół. Po chwili brakowało jej siły, więc Lou chwycił ją za biodra i unosił ją nie zwalniając ani na chwilę. Jen oddychała ciężko wydając z siebie donośne jęki, które satysfakcjonowały Louisa. On sam nie szczędził sobie okazywania przeżywanej przyjemności. Jennifer mocno wbiła paznokcie w plecy Lou szczytując. Chwilę po niej doszedł Tommo. Jen poczuła jak nadzienie jej chłopaka przyjemnie rozlewa się po jej podbrzuszu. Opadli na brzeg wanny łapiąc oddech.
- Jeśli moje siostry to słyszały to moja matka nas zabije. – podsumował
- Uprawiałam najlepszy sex w życiu z mężczyzną, którego kocham, teraz mogę umrzeć. – uśmiechnęła się
- Ja przed śmiercią wolałbym zostawić po sobie coś więcej niż wspomnienia. – pogładził jej wilgotne od potu i wody włosy
- Męskiego potomka? – zaśmiała się
- Dokładnie, ale cóż, moja matka czai się za rogiem z wałkiem do ciasta. Już po nas. – udał płacz
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Jesteśmy straceni! – zaczęła siać panikę Jen
- Mamo! Nie bij! – prosił Louis
Oboje szybko wyskoczyli z wanny. Lou obwiązał pas ręcznikiem, a Jenni wskoczyła w jego szlafrok. Boo Bear powoli otworzył drzwi. Wychylił jedynie kawałek głowy.
- Chciałam  tylko powiedzieć, że masz szczęście, że zabrałam twoje siostry na wieczorny spacer z psem. Następnym razem nie każ mi się domyślać co planujesz robić w mojej łazience. Idźcie spać. Paul dzwonił, z rana macie samolot. – powiedziała pozytywnie nastawiona Jay
Jen stała za drzwiami mając niezły ubaw z zakłopotanie swojego chłopaka. Podeszła cicho i uszczypnęła go w tyłek. Podskoczył, co wywołało kolejną falę stłumionego śmiechu u dziewczyny.
- Samolot? – udawał zdziwionego
- Oj Boo Bear. Nie grzeszcie więcej. – pokiwała głową z politowaniem i odeszła
Kiedy Louis zamknął drzwi Jenni dała upust swoim emocjom.
- Hahahaha! – ukryła twarz w dłoniach próbując pohamować swoją reakcję
- Co cię tak śmieszy? – zmierzył ją wzrokiem
- Troszkę się zarumieniłeś, ale nie martw się, tylko troszkę. – znów się zaśmiała
- Ona zawsze musi mnie zawstydzić. – zbulwersował się – Raz w pierwszej klasie liceum pokazała mojej dziewczynie najbardziej kompromitujące zdjęcia jakie tylko mogła. Nikt nie chciałby, żeby ktoś widział zdjęcie w bokserkach w kaczora Donalda. Albo jeszcze lepiej. Całkowicie toples. – mówił zirytowany na samo wspomnienie
- Oj biedaku. – podeszła do niego i pocałowała go w policzek – Ale w jednym ma racje, chodźmy spać. Wykończyłeś mnie. – uśmiechnęła się ciepło
- No dobrze. Śpimy nago? – cwaniacko uniósł brew
- Przypominam ci, że Daisy lubi rano wpadać do twojego pokoju. Nadal chcesz spać nago?
- Cofam pytanie.
Wspólnie pozbierali swoje ubrania rozrzucone po całej łazience po czym posłusznie skierowali się do sypialni. Cóż za wspaniała końcówka dnia.
            Nowy dzień w domu One Direction zaczął się dosyć pozytywnie. To pewnie przez pogodę, która dopisywała. Zayn obudził się obok Valentine. Szczegółowo przypominał sobie przebieg wczorajszego wieczoru. Już wiedział. Kilka piw i lekcja języka polskiego. To było to co go wykończyło. Stwierdził, że nikt na trzeźwo nie jest w stanie powiedzieć chociażby zdania po polsku, więc alkohol odpowiednio ich rozluźnił. Zrobili sobie małą bibę w jego pokoju co zakończyło się wylądowaniem razem w łóżku. Bez zbędnych podtekstów, po prostu usnęli obok siebie. Postanowił jej nie budzić. Po cichu skierował się na dół z chęcią ugaszenia kaca. Usiadł przy stole ze szklanką wody zamyślając się. Jego myśli krążyły gdzieś między Polską a Londynem. Zastanawiał się co takiego zraniło Valentine w swoim ojczystym kraju, że postanowiła żyć w Anglii. Nie zdążył dojść do puenty swoich przemyśleń bo ktoś mu przerwał.
- Dzień dobry. – usłyszał za plecami ciepły, dziewczęcy głos a następnie pocałunek w policzek
Dziewczyna minęła go i podeszła do szafki, żeby wyciągnąć szklankę. Jej także doskwierał kac. Zayn podszedł do niej od tyłu.
- Tylko w policzek? – kusząco wyszeptał jej do ucha
Odwróciła się do niego przodem. Jej rude włosy były całkowicie nieogarnięte, a koszulka Malika była zdecydowanie na nią za duża. To wszystko czyniło ją jeszcze bardziej słodką.
- A zasłużyłeś na więcej? – uśmiechnęła się lekko
Nie odpowiedział. Chwycił ją za biodra i posadził na blacie kuchennym. Chwycił ją za podbródek i złączył ich usta w namiętnym pocałunku. Zayn potrafił rozkochać w sobie niejedną dziewczynę. W przypadku Valentine udało mu się. Nie chciała się angażować, ale każdy gest Malika sprawiał, że miała ochotę się na niego rzucić. Tym razem to on zrobił pierwszy krok, a ona nie miała zamiaru się wycofać. Czuła się tak samo jak wtedy, na dachu. Niestety nic nie trwa wiecznie.
- No ładnie... – w drzwiach kuchni stał brunet w czerwonych rurkach i standardowej bluzce w paski. W ręce trzymał torbę.
- Louis, co ty tu robisz? – zapytał zdezorientowany Zayn
- Liczyłem raczej na coś typu „W końcu wróciłeś! Tak bardzo tęskniłem!”.
Valentine zeszła z blatu i strzeliła buraka. Nie wiedziała dlaczego, ale poczuła się, jakby robiła coś złego. To nie było istotne. Malik posłał jej ciepły uśmiech i od razu poczuła się lepiej. Po chwili do domu wpadła Jenni, która jedyna z dziewczyn wpadła na to, że dzisiejszego wieczoru jest gala, na której mają pojawić się z chłopcami, a nie mają co ubrać. Po skromnym śniadaniu udały się na zakupy, które jak zwykle trwały pół dnia. Koniec końców każda z nich znalazła coś dla siebie. Co prawda Valentine nie przejawiała chęci pójścia gdziekolwiek, ale Zayn nie lubił sprzeciwów. Chciał, żeby poszła z nim na tą galę w przeciwnym razie umrze tam z nudów. Uległa. Chłopcy zaś jak zwykle nie robili nic co mogłoby przynieść jakiekolwiek korzyści, czyli grali na PlayStation. Całe popołudnie spędzili na leżeniu tyłkiem do góry. Dopiero około 18-tej przyjechała ich makijażystka wraz z Paulem, aby odpowiednio ich przygotować. Dziewczyny zajęły się sobą, a chłopcami Caroline. Po półtorej godziny wszyscy byli gotowi do wyjścia. Valentine miała na sobie krótką kremową sukienkę, Jen zdecydowała się na małą czarną, a Agatha postawiła na błękit. Po upływie około 30 minut byli na miejscu i zajęli przygotowany dla nich stolik. Wiele gwiazd i wiele zamieszania. Jak zawsze. One Direction mieli nominację w kategorii „Najlepsi Fani”, więc ich obecność była niezbędna. Chłopcy mieli także wystąpić, niestety ubiegło ich The Wanted, a jak powszechnie wiadomo 1D i TW na jednej scenie to nie był dobry pomysł. Pierwsze pół godziny minęły dosyć szybko. Był występ Rihanny z piosenką „Where Have You Been” oraz Justin Bieber z piosenką „Boyfriend”. Nerwy zaczęły się dopiero, kiedy wyczytana została ich kategoria.
- Nagrodę za najlepszych fanów otrzymuje… oczywiście One Direction!
Radość. To jedyne słowo jakim można było opisać ich reakcję. Nawet zdołowany Nialler uśmiechnął się.
- Wow. To, że stoimy tutaj z kolejną nagrodą jest zasługą naszych niezwykłych fanów. Nie bylibyśmy tutaj gdyby nie oni. Wszystko to zawdzięczamy im. Ta nagroda doskonale pokazuje jak wiele dla nas zrobiliście! Każdy, kto nas wspierał na Twitterze czy na Facebooku zasługuje na tą nagrodę. Żałujemy, że jest tylko jedna, przydałaby się kilka milionów więcej. Bardzo kochamy każdego z was! Tak trzymajcie! Dziękujemy! – dyplomatycznie powiedział Liam
Chłopcy opuścili scenę i od razu wrócili do swojego stolika. Teraz atmosfera zaczęła się rozluźniać. Szczególnie dla Harrego, który nie żałował sobie alkoholu. Nie zapomniał też pokazać Maxowi, że Agatha jest tylko jego. Co chwilę ja obejmował i całował. Kiedy nadszedł czas na występ TW nastąpiło coś mało efektownego.
- Zanim zaczniemy, chciałbym zadedykować tą piosenkę pewnej dziewczynie, która niestety wybrała Harrego Stylesa. Oto „Warzone”. – powiedział Max
Agatha wytrzeszczyła oczy. Wzrok wszystkich skierował się na nią. Nie za bardzo wiedziała co ma robić. Spojrzała na Harolda, który również nie był zachwycony.
- Wyjdźmy, nie mam ochoty tego słuchać. – powiedziała do swojego chłopaka
- Chodź. – złapał ją za rękę i wyprowadził ją do łazienki
Jedynie tutaj nie było kamer i mogli spokojnie posiedzieć.
- Nie przejmuj się nim. – czule głaskał jej plecy
- Łatwo ci mówić. To nie na ciebie wszyscy się patrzyli.
- Ale będą. – Agatha spojrzała na niego pytająco – Wyglądasz dziś tak pociągająco, że za niedługo nie będę potrafił tego ukryć. Dlaczego zawsze mam na ciebie ochotę w miejscach, gdzie nie powinienem? – spojrzał na nią kusząco
- Chyba nie sugerujesz, że ja… tutaj? – spojrzała pytająco
- Wiesz, robiliśmy to w znacznie dziwniejszych miejscach, jak na przykład supermarket. Albo przymierzalnia. – zaśmiał się
- Harry! Owszem, obciągałam ci w supermarkecie, ale tylko dlatego, że te dziewczyny naprawdę dziwnie patrzyły się na twoje szorty. – broniła się
- Nie tłumacz się. Dobrze wiesz, że oboje jesteśmy perwersyjni. A co do widoczności mojego podniecenia… Ten garnitur jest naprawdę obcisły. – pocałował ją lekko
- Ja ulżę tobie, a kto ulży mi? – spojrzała na niego z udawaną powagą
- Czyżbyś też miała na mnie ochotę? – zacisnął ręce na jej biodrach
- Harry, jesteś najseksowniejszym facetem na świecie, kto niemiałby? Wyglądasz kusząco kiedy jesteś podniecony. – położyła rękę na jego kroku i lekko ją ścisnęła
Westchnął. Agatha nie miała zamiaru mu odmawiać. Kolejna z ich zasad brzmiała: kiedy mamy na siebie ochotę to nigdy sobie nie odmawiamy. Tak jak było to w przypadku zakupów w supermarkecie. Mieli całkiem przyjemny składzik, nieważne.
- Może chociaż zamknijmy się w kabinie? – zasugerowała, a Hazza posłusznie skierował się do pierwszej kabiny
Agatha doskonale znała Harrego i wiedziała, że nie potrzebuje zbędnych gierek wstępnych. Zwinnym ruchem odpięła guzik i rozporek spodni od garnituru. Już przez bokserki widziała, że Hazza nie żartował.
- Boże, Harry. O czym ty myślałeś? – zapytała widząc jego sztywnego przyjaciela
- O tym jak ci się odwdzięczę, więc lepiej się postaraj. – Agatha poczuła ciepło w okolicy podbrzusza
Lubiła kiedy był taki, kiedy mówił czego chce i czego oczekuje. Dziewczyna oswobodziła przyrodzenie Harolda z bokserek i uklękła. Zastanawiała się ile dziewczyn chciałoby być w tej chwili na jej miejscu. Ile z nich chciałoby móc trzymać w dłoni jego prężnego i sztywnego penisa? Ile z nich chciałoby móc go ssać i smakować? Ile z nich chciałoby być zachęcane do dalszych pieszczot przez Harrego jak zachęcał ją w tej chwili? Miała gdzieś, czy jest uważana za dziwkę. Nawet jeśli tak o niej mówiono to była dziwką Harrego Stylesa, a wiele dziewczyn może jej tylko zazdrościć. Na myśl o tym z jeszcze większą precyzją ssała członka swojego mężczyzny. Twarz Hazzy mówiła wszystko. Był w niebie. Jego coraz częstsze jęki sygnalizowały, że zbliża się szczyt. W tym momencie jego instynkty wzięły górę nad rozsądkiem. Włożył rękę w jej włosy i mocno przyciągnął ją do końca. Posłusznie pochłonęła całe jego przyrodzenie. Po chwili usłyszała donośny jęk i poczuła gorącą maź w swoich ustach. Dokładnie połknęła wszystko, co podarował jej Harry.
- Zasłużyłaś na naprawdę dużo tej nocy. – powiedział dysząc
Agatha była usatysfakcjonowana. Kto jak kto, ale ona wiedział czego potrzebuje jej facet do szczęścia. Nie czuła wstydu. Wręcz przeciwnie. Była dumna, że tylko ona może mieć go na wyłączność. Podniosła się z kolan i cwaniacko uśmiechnęła się do Harolda.
- Zmywajmy się stąd. Myślę, że w hotelowym pokoju będzie nam wygodniej niż w tej kabinie. – mówił Hazza
- Szykuje się przyjemna noc. – puściła mu oko
- Już ja zadbam, żeby dla ciebie była najprzyjemniejsza ze wszystkich. W końcu zasłużyłaś sobie. – pocałował ją namiętnie
Harry ubrał z powrotem swoje spodnie po czym wraz ze swoją dziewczyna skierowali się w stronę wyjścia. Dla nich impreza dopiero się rozpoczynała.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
VALENTINE! PRZEPRASZAM! ALE NAPISAŁAM ROZDZIAŁ NA 2500+ SŁÓW, A TO ZA DUŻO XD TWOJĄ AKCJĘ WRZUCĘ W NASTĘPNYM! WYBACZ MI!
~*~
AGATOOOO! MASZ TĄ WYMARZONĄ SCENĘ, WIEM, ŻE ZJEBAŁAM, ALE CÓŻ XD
~*~
TA DAAAM! POPRAWIMY BZYKANKA NA SIANIE XD TO WYSZŁO LEPIEJ XD
~*~
POSTARAM SIĘ DODAĆ NASTĘPNY W WEEKEND! :D

Liczę na wasze komentarze :D Chce takie dłuuuugiiiieeeeee! :D Wiecie o co chodzi xd
A tak wgl to chyba nie zabiję Agathy i Harolda, szkoda ich xd
Mam nadzieję, że Wam się podoba i nie zryłam Wam psychiki xd
Zdradzę Wam, że przed nami kolejne bzykanko niebawem! hahah xD
+ Dziekuję Wam za wszystko.Każdy komentarz jest wspaniały.. nie wiem co powiedzieć. Jaram się jak pochodnia. Dziękuję.
++ http://run-in-this-direction.blogspot.com/ POLECAM TEGO BLOGA! :D
Love Ya! Dee Tomlinson

środa, 2 maja 2012

Rozdział 28


            W Londynie nadal dopisywała ładna pogoda, reszta dnia zapowiadała się ciekawie, chociaż nie dla wszystkich. Na pewno nie dla Nialla. Ruth miała wyjechać już wieczorem, więc czekało ich trudne pożegnanie. To naprawdę przygnębiające, że tyle czekał na odpowiednią dziewczynę, a kiedy już ją znalazł musi go opuścić. Starał sobie z tym radzić. Wszyscy siedzieli w ogrodzie. Valentine pożyczyła od Nialla gitarę i grała jakieś melodie. Zayn próbował namówić ją, żeby coś zaśpiewała, ale ona nie chciała tego robić. Bała się, że coś zepsuje i się skompromituje. W końcu One Direction byli jej idolami i to ich covery często śpiewała. Malik potrafił jednak dostać to, czego chciał.
- No zaśpiewaj. – nalegał – Dla mnie? – spojrzał tym swoim kocim wzrokiem
- Dla ciebie? – zaśmiała się – Muszę wpaść na coś specjalnego. Co powiesz na „wlazł kotek na płotek”?
- Zdecydowanie nie. – zrobił niezadowoloną minę – Możesz zaśpiewać coś naszego, nie obrazimy się. – cwaniacko uniósł brew
- Na pewno nie! Chcesz mnie skompromitować? – wybuchła śmiechem
- Nie. To może zróbmy tak... – zamyślił się – Masz zaśpiewać do Alberta. – wskazał ręką na nowego kwiatka
- Wykorzystujesz go! – oburzyła się
- Trudno. – obojętnie wzruszył ramionami – A tak nawiasem mówiąc, wiem, że chcesz tu zostać, ze mną. – położył nacisk na ostatnie dwa wyrazy i puścił jej oko
- Czyli jednak słyszał.- pomyślała
Valentine spiorunowała go spojrzeniem i udała obrażoną.
- Ej, słońce. – podszedł do niej i usiadł za nią tak, że znajdowała się między jego nogami – O nic więcej cię nie proszę. Ja wiem jak śpiewasz, reszta też chce wiedzieć. – mówił jej do ucha
- To stresujące. – powiedziała tak, że tylko on usłyszał
- Jestem tutaj. Pomyśl, że ich nie ma, że jesteśmy tylko my, hm? – spojrzał dopingująco
- Dlaczego ci tak na tym zależy?
- Obiecałem chłopcom, że cię przekonam. Nie mogę ich zawieść. – cała rozmowa toczyła się półszeptem, jakby tylko oni znajdowali się w ogrodzie
- Mogłeś nie obiecywać, skoro nie byłeś pewny. – mówiła spokojnie
- Byłem pewny. – dyskretnie pocałował jej bark – Wiem, że ci się uda.
Zayn wstał i zajął swoje wcześniejsze miejsce. Valentine uśmiechnęła się lekko. Skoro miała to być piosenka do Zayna wiedziała co zaśpiewa. Zrobiła krótki wstęp do piosenki „You’re My Favorite Song”, która była autorstwa Joe Jonasa i Demi Lovato. (puśćcie sobie!!!!!!)

Words don’t come easy
Without a melody
I’m always thinking
In terms of do-re-mi
I should be hiking, swimming, laughing with you
Instead I’m all out of tune

Spojrzała na Zayna, który tylko uśmiechnął się i puścił jej oko. Cała ta piosenka była śpiewana dla niego. Pytanie tylko, czy on był tego świadomy?

But what you don’t know
You lift me off the ground
You’re inspiration
You help me find myself
Just like a bass line in half-time
You hold down the groove
That’s why I’m counting on you

Niall szybko zorientował się co to za piosenka. Zayn zaś wsłuchiwał się w każde pojedyncze słowo. Teraz już wiedział, że skoro chciał piosenkę dla niego, to ma.

And if I heard you on the radio
I’d never wanna change a single note
It’s what I’m trying to say all along
You’re my favorite song

Przy ostatnim refrenie o dziwo dołączył się Zayn. Widocznie ma tendencje wpadać w niespodziewanym momencie. Teraz liczyły się tylko ich spojrzenia utkwione w sobie nawzajem.

And when I hear you on the radio
I never wanna change a single note
It’s what I tried to say all along
You’re my favorite song
You’re my favorite song

Pominęła druga zwrotkę, która nie bardzo jej leżała. W każdym bądź razie, po zakończeniu utworu dostała brawa i dużego buziaka w policzek od Zayna. Była zadowolona z siebie, nawet bardzo. Nie sądziła, ze ktokolwiek będzie w stanie ponieść jej samoocenę tak bardzo, jak zrobił to Malik. A jednak, jemu się udało. Czuła naprawdę wartościowa. Pierwszy raz od dłuższego czasu mogła w ręką na sercu powiedzieć, że jest szczęśliwa.
            Dziś był ostatni dzień Liama i Margaret. Już jutro z samego rana musi wyjechać. Li obiecał, że od razu po zakończeniu trasy przyjedzie do niej do szkoły. Na chciał jej teraz stracić. Szczególnie dlatego, że za dużo przez niego wycierpiała. Margo wynajmowała małe mieszkanie w Sheffield, gdzie się uczyła. Liam wpadł na pewien pomysł. Nie chciał, żeby była samotna, więc postanowił kupić jej przyjaciela. Kiedy Margo się pakowała on dyskretnie pojechał wypełnić swoje zadanie. Odwiedził jedno z londyńskich schronisk dla zwierząt. Miał duży wybór. Od malutkich kundelków po te rasowe, ale porzucone. Szedł przed siebie nie mogąc się zdecydować. Zamyślił się do tego stopnia, że wpadł na pewną dziewczynę. Jej sylwetka, a szczególnie te charakterystyczne włosy były mu doskonale znane.
- Danielle?
- Liam?
- Co ty tu robisz? – zdziwił się
- Przyszłam z przyjaciółką, która chce kupić kotka swojej córeczce. – uśmiechnęła się
Nadal była tak samo miła i słodka. Nie wyczuwało się od niej żadnego dystansu, ani niczego takiego. Była tą samą Danielle.
- Co tam u ciebie? – zapytała – Jak z Margaret? Chyba ci wybaczyła skoro nie jesteś już wrakiem człowieka. – zaśmiała się
- Jest w porządku, za niecały tydzień zaczynam trasę. Sama wiesz z czym to się wiąże. – lekko się skrzywił
- Tak, wiem. Dacie radę. – poklepała go po ramieniu – Mam nadzieję, że nadal możemy się przyjaźnić? – zapytała z nadzieją
- Oczywiście! – ucieszył się
To było to czego Liam się bał. Miał wielka nadzieję, że Daniele będzie chciała się z nim przyjaźnić. Nie zniósłby, gdyby miała do niego żal. Za dużo dla niego znaczyła. Nadal znaczy, bo przecież zanim zostali parą byli przyjaciółmi. Odetchnął z ulgą. Dan była wspaniała i liczył, że znajdzie kogoś, kto nie będzie musiał przez pół roku być poza domem. Zasłużyła na to.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwy. – szczerze się uśmiechnęła
- Cały czas rozmawiamy o mnie, co u ciebie?
- Bardzo dobrze. Za dwa dni wyjeżdżam i będę tańczyć u Pixie. Współpraca z nią jest naprawdę genialna. Po raz kolejny zaproponowała mi pracę. Nie mam na co narzekać.
- No to wspaniale. – posłał jej promienny uśmiech
- Chyba musze już lecieć. Mam nadzieję, że jak zakończysz trasę to wyskoczymy gdzieś razem na kawę, jak przyjaciele? – spojrzała z nadzieją
- Dobry pomysł, zadzwoń jak wrócisz to się dogadamy. – puścił jej oko
- Ok, udanej trasy! – pomachała mu na dowidzenia
- Dzięki! – także jej pomachał
Kiedy Danielle odeszła ujrzał w pewnej klatce małą, włochatą kulkę. Piesek podszedł bliżej i radośnie zamerdał ogonem. Liam się zakochał Wiedział, że tego pieska weźmie ze sobą. Podszedł do jednego z pracowników. Otrzymał książeczkę zdrowia i wszelkie potrzebne informacje. Okazało się, że to suczka labradora. Li wyszedł zadowolony trzymając na rekach biszkoptowe cudo. Wiedział, że Margo od zawsze marzyła o psie tej rasy, ale jej tato miał alergię. Teraz, kiedy ma swoje mieszkanie w Sheffield może sobie na to pozwolić. Wsadził pieska do wcześniej zakupionej podróżnej klatki i pojechał do domu.
            Margaret niesamowicie ucieszył prezent od Liama. Zawsze marzyła o psie tej rasy, ale nie miała możliwości. Teraz, kiedy ma własne mieszkanie może w końcu spełnić dziecięce pragnienie. Margo wraz z Li postanowili, ze nazwą suczkę Cleo. Mała miała dużo frajdy biegając po ogrodzie. Liam był szczęśliwy, że podczas trasy jego dziewczyna nie będzie sama. Przynajmniej oni mieli powód do radości. Niall pierwszy raz od kilku dni zdobył się na rozmowę z Ruth o ich przyszłości. Nie znaczy to, że wcześniej się do siebie nie odzywali. Po prostu zręczne omijali ten temat. Jej wyjazd nie podlegał dyskusji Już za godzinę miała być na lotnisku. Dołujące. Niall zabrał ją do swojego pokoju.
- Jak to wszystko teraz będzie wyglądało? – zapytał smutny
- Niall, damy radę. – pogładziła go ręką po policzku – Będziemy do siebie dzwonić, pisać. Poradzimy sobie.
Niall pocałował wewnętrzną stronę jej dłoni, która gładziła go czule po policzku. Łzy cisnęły mu się do oczu. Nie sadził, że do tego dojdzie. Był rozdarty.
- Cholernie cię kocham. Nie chcę tego wszystkiego. Strefy czasowe, to mnie zabije. – mówił patrząc na nia oczami przepełnionymi smutkiem
- Niall, teraz ty masz trasę. Nawet nie zauważysz, że nie ma mnie w Anglii. Jak tylko moja ciocia wróci do zdrowie wrócę. – sama się rozkleiła. Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Dobrze wiedziała, że stan jej krewnej jest bardzo kiepski i na pewno minie sporo czasu zanim to wszystko wróci do normy. Nie chciała martwić Nialla. Miał przed sobą bardzo ważną trasę i musiał myśleć tylko o tym.
- Pojadę z tobą. – złapał ją za dłoń i spojrzał na nią szczerze
- Nie. – zaprotestowała – co z trasą? Tyle na nią czekałeś. Nie możesz teraz tak po prostu wyjechać. Nie ma mowy, nie zgadzam się.
- Ruth.. – niemal wyszeptał – Jesteś dla mnie ważniejsza niż trasa. Jeszcze nie raz zagram tam koncerty. Nie chcę robić tego ze świadomością, że nie zobaczę cię jeszcze przez kilka miesięcy. Chłopcy zrozumieją. Chcę być z tobą. – łzy spłynęły po jego twarzy
- Nie Niall. Jeśli ty zostawisz zespół w potrzebie, to ja zostawię ciebie. – powiedziała z bólem serca. Nie chciała, żeby do tego doszło.
- Robię to dla ciebie. Kocham cię… – głos mu się załamał
- Niall. Jeśli chcesz zrobić coś dla mnie, to zostań tu i bądź silny. Musimy wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Błagam, nie płacz. – rzuciła mu się w ramiona. Stali oboje mocno wtuleni, cicho szlochając. Na ich drodze została postawiona przeszkoda, więc muszą być silni, oboje. Płacz niczego nie zmieni.
- Odwiozę cię na lotnisko. – wyszeptał jej na ucho
- Nie, nie chcę żebyś patrzył jak odchodzę. Pożegnajmy się teraz. – spojrzała mu w oczy
- Skoro tak wolisz... – otarł jej łzy z twarzy – Kocham cię, będę dzwonił za każdym razem, kiedy znajdę czas. Będziemy pisać. Błagam nie milcz zbyt długo bo pomyślę, że coś się stało. Weź to ze sobą. – odpiął ze swojej szyi złoty medalik, który nosił zawsze – Będę przy tobie w ten sposób. Nie zapomnij o mnie. – prosił
- Nie zapomnę, obiecuję. – pogładziła dłonią jego policzek – Ja też cię kocham Nialler. – wtuliła się w niego mocno po czym odeszła. Znikła w drzwiach. Niemal wybiegła. Płakała. To wszystko sprawiło, że Niall tym bardziej chciał jechać z nią. Nie potrafił wyobrazić sobie jego życia po powrocie z trasy. Nie bez niej. Czując ten kujący ból w serce przysiągł sobie, że jeśli wytrzymają tą tęsknotę i wróci do niego, oświadczy się jej. Bo nie poznał nigdy wcześniej dziewczyny, która znaczyłaby dla niego tak dużo jak Ruth. Położył się na łóżku czule tuląc ich wspólne zdjęcie. Czeka go trudny czas, ale miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystko...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Troszkę smutno się skończyło, ale uwierzcie mi, zawsze mogło być gorzej. 
Decyzja co do Agathy i Harolda jeszcze nie zapadła. Liczę na Waszą pomoc. 
Jak widzicie, majówka mi służy. Wczoraj wstałam o 7 rano i napisałam aż 2 strony :D
Baaardzo brakowało mi pisania :D
Uwaga! Najprawdopodobniej po zakończeniu tego bloga nie będzie następnego. To dlatego, że do końca maja na pewno będę pisać tutaj, a nie chcę nowego zawieszać, gdyż cały lipiec mnie nie ma :D Będę wyrywać miłość mojego życia w Rawie Mazowieckiej xd
Cóż.. komentarze Wam sprawnie idą, cieszę się. Właaaaśnie! Ja chcę więcej takich ślicznych, długich komentarzy! Kocham je najbardziej na świecie!
+ Aniu, zabiję Cię, bo ja nadal czekam na rozdział! ekhm!
++ Agatooo, żyjesz?! Czytasz to jeszcze?!?! :C
+++ Tato przypalił mi bluzkę w paski papierosem, a matka zafarbowała na czerwoną drugą ulubioną, chyba idę na zakupy. Właśnie1 kupiłam sukienkę na komers, baardzo jestem zadowolona xd
Love! Dee Tomlinson