środa, 11 lipca 2012

Rozdział 33


Kika dni później…

- Jesteś gotowy? – zapytała promiennie Jennifer siadając na krześle obok szpitalnego łóżka.
- Myślę, że tak. – uśmiechnął się lekko. – Czy w domu wszystko gotowe?
- Tak, wszystko jest dokładnie tak jak chciałeś. Sama o to zadbałam. – zapewniła.
- W takim razie już czas. – puścił jej oko i chwytając swoją torbę, wraz z Jen opuścił do tej pory zajmowany szpitalny pokój.

            Ten dzień miał być idealny. Niall poprosił swoich przyjaciół o pomoc, a oni nie śmieli mu odmawiać. Miał plan. Chciał jakoś zadośćuczynić Ruth te wszystkie chwile, które spędziła siedząc przy nim. Chciał, żeby wiedziała, że już nigdzie się nie wybiera. Wszedł do domu zachwycając się zapachem obiadu i kwiatów. Miał tu wszystko, czego mu brakowało. Nie potrafił opanować swojej radości. Rzucił torbę w róg przedpokoju i pognał do kuchni, skąd dochodziły zapachy.
- Lepiej być nie mogło. – oznajmił widząc starannie zastawiony stół.
- Już jesteś? – zdziwiła się Agatha.
- Tak, Louis i Jennifer mnie przywieźli. – uśmiech nie schodził mu z twarzy. – Jen mówiła, że wszystko jest gotowe.
- Powiedziała prawdę. Ruth będzie za pół godziny. Masz czas na oswojenie się z myślą, że jeszcze dziś będziesz zaręczony. – zaśmiała się Valentine przygotowująca kompot.
- Cholernie się denerwuję. – nerwowo przygryzł wargę. – Dobra, im dłużej o tym myślę, tym jest gorzej. Idą wziąć prysznic i powinienem się przebrać. Jak myślicie, czy garnitur jest koniczny?
- Bądź sobą, a wyjdzie idealnie. – puściła mu oko Rudowłosa.
- Macie rację, poradzę sobie. – starał się przekonać samego siebie. – Dzięki za wszystko dziewczyny, jesteście boskie. – wyszczerzył się i opuścił pomieszczenie.
            Ruth wyszła ze swojego mieszkania i skierowała się na parking, gdzie czekał już Louis. Miał zabrać ją do szpitala i razem z nią odebrać Nialla, lecz plany się zmieniły, a ona sama nie miała o tym pojęcia. Nie wiedziała, że jej chłopak przygotował dla niej niespodziankę. Dopiero, kiedy minęli skrzyżowanie prowadzące do szpitala, dziewczyna zorientowała się, że coś jest nie tak.
- Lou, czy nie powinniśmy skręcić w lewo? – spytała wpatrując się w niego.
- Nie sądzę, do naszego domu jedzie się prosto. – uśmiechnął się pod nosem.
- Ale przecież mieliśmy odebrać Nialla. – zbulwersowała się lekko.
- Spokojnie, Horan jest już w domu i czeka na ciebie. – uspokoił Lou.
- Dlaczego ja o niczym nie wiem? Coś kombinujecie. – zmierzyła go spojrzeniem. – Wytłumacz mi do cholery! – zirytowała się.
- Oj uspokój się. Złość piękności szkodzi. – zaśmiał się bezczelnie i zignorował jej komentarze.
Po piętnastu minutach byli na miejscu. Zezłoszczona Ruth opuściła auto trzaskając przy tym samochodowymi drzwiami i jak burza wpadła do domu. W środku panowała cisza. To było podejrzane, zwłaszcza dlatego, że w domu był Niall, a przy nim to było niemal niemożliwe. Rozejrzała się dookoła i nie dostrzegła niczego niepokojącego. Lou, który po chwili do niej dołączył, zaprowadził ją do salonu, gdzie byli wszyscy jej przyjaciele i rodzina. Niall stał na środku i nerwowo poprawiał kołnierz swojej koszuli. Ten widok spowodował u niej falę ciepła w okolicy serca.
- Co tu się dzieje? – zapytała łagodnie. Rozejrzała się po salonie, który był ozdobiony kwiatami. Wszystko wyglądało pięknie. Wiedziała, że jej przyjaciółki musiały maczać w tym palce. – To wasza robota? – zwróciła się do dziewczyn, a one jedynie skinęły głową. – Po co?
- To dla ciebie. – odezwał się Horan. – Teraz chce ci się do czegoś przyznać, więc słuchaj uważnie, okej? – zgodziła się. – Więc... Pewnie myślisz, że sięgając po żyletkę miałem zamiar się zabić. To nieprawda. Po pierwsze, specjalnie wsadziłem żel Zayna do swojej torby, żeby mógł mnie znaleźć. Po drugie, wiedziałem, że będę potrzebował krwi, a ty masz taką samą grupę. Wiem, że to było egoistyczne i bardzo ryzykowne, ale nie potrafiłem inaczej. Pewnie zastanawiasz się, skąd wiedziałem, że nie chcesz wrócić. Przez przypadek usłyszałem jak gadałaś z Liamem. Planowałem to już wtedy. Modliłem się, żeby Zayn mnie znalazł, kiedy będę jeszcze żył. Miałem nadzieję, że wrócisz do mnie, kiedy się o wszystkim dowiesz. Wiem, nie powinienem tego robić. Przepraszam.
Zapadła chwila ciszy. Ruth nie za bardzo wiedziała co powiedzieć. Dopiero po jakimś czasie wpatrywania się z niedowierzaniem w Nialla, odezwała się.
- To najbardziej absurdalna rzecz jaką ostatnio usłyszałam. – ledwo zdołała to z siebie wydusić.
- Wiem. Słabe wytłumaczenie. – skrzywił się lekko. – Ale przejdźmy do sedna sprawy. Jest coś,  co chciałem zrobić, kiedy wrócisz z Brazylii. Skoro jesteś tutaj, a nie tam, to chyba mogę, prawda? – Niall spojrzał na ojca Ruth, który skiną głową na znak zgody. – Wczoraj twój tata odwiedził mnie w szpitalu. Rozmawialiśmy bardzo długo i stwierdziliśmy wspólnie, że nie ma potrzeby czekać. Twój tata wyraził zgodę, więc w sumie teraz ostatni krok należy do ciebie. – Niall wziął głęboki oddech po czym uklęknął na jedno kolano. Wyciągnął z kieszeni spodni to samo pudełeczko, które towarzyszyło mu tamtego dnia. Uśmiechnął się lekko i otworzył je ukazując piękny, srebrny pierścionek. – Ruth, wyjdziesz za mnie?
Setki emocji, tyle samo myśli, jedna odpowiedź. Zdezorientowana dziewczyna wpatrywała się w swojego chłopaka z niedowierzaniem. Do jej oczu napłynęły łzy. Czegoś takiego na pewno się nie spodziewała. Nie po tym wszystkim. Głośno przełknęła ślinę. Czas podjąć najważniejszą decyzję w swoim życiu.
- Tak, wyjdę za ciebie Niall. – wyszeptała.
Wszyscy zaczęli bić brawa. Horan chyba sam niedowierzał. Drżącymi dłońmi wsunął pierścionek na palec narzeczonej. Wstał i przyciągnął ją do siebie. Pierwszy raz od bardzo dawna mógł ją przytulić. Właśnie tego mu brakowało. Jej ciepła, zapachu, dotyku. W tym momencie wszystkie dotychczas tłumione emocje uleciały z nich. Nie przejmowali się łzami, które spływały po ich policzkach. Stali wtuleni i szczęśliwi.
- Kocham cię. – wyszeptał Niall.
- Ja ciebie też wariacie. Tylko błagam, nie strasz mnie tak więcej. – odpowiedziała zanosząc się płaczem.
Wszyscy zgromadzeni stali zachwycając się ich widokiem. Uśmiech od razu cisnął się na usta. Chłopcy cieszyli się ze szczęścia przyjaciela, a dziewczyny nie mogły opanować wzruszenia. Ten dzień był zdecydowanie idealny.
- Nie chcę wam przerywać, ale jedzenie stygnie. – oznajmiła Agatha.
- Nawet nie wiecie ile czekałem na ten obiad. – Blondyn zaśmiał się przez łzy. – Szpitalne żarcie jest okropne.
- Nawet w takich chwilach myślisz tylko o jedzeniu. – stwierdziła Ruth ocierając jego mokre policzki dłonią. – Chodźmy.
            Obiad minął w przyjemnej atmosferze. Wszyscy śmiali się i rozmawiali. Niall i Ruth nie szczędzili sobie czułości, a rodzice przyszłej pani Horan byli bardzo szczęśliwi. Ten dzień miał być idealny i spędzony wspólnie. Jednak jak zawsze, coś musi się popsuć. Louis poczuł wibrację swojego telefonu. Nieznany numer próbował się do niego dodzwonić. Odrzucił połączenie. Dopiero, kiedy po raz kolejny wibracja się powtórzyła, postanowił odebrać. Odszedł od stołu przepraszając resztę i udał się na podwórko.
- Słucham?
- Louis? – usłyszał drżący, kobiecy głos. Znał go.
- Pani Calder? Coś się stało? – brzmiała na przerażoną, więc automatycznie po jego ciele przeszedł dreszcz.
- Mogę cię o coś prosić? Oczywiście zrozumiem, jeśli odmówisz. – powiedziała kobieta.
- Słucham. Postaram się pomóc. – nerwowo zaczął krążyć w kółko.
- Chodzi o Eleanor. – Lou poczuł ucisk w żołądku na dźwięk imienia dziewczyny, bez której jeszcze niedawno nie potrafił żyć. – Jakiś czas temu dowiedziała się, że jest poważnie chora. – Louis nie wiedział co ma powiedzieć. Był przerażony. Chora? Czy cos jej grozi? Czy chodzi o pieniądze? Jak on może pomóc Eleanor? Był pewien, że mimo wszystko postara się zrobić co w jego mocy, żeby El z tego wyszła. Zbyt dużo dla niego znaczyła, żeby teraz przejść obok tego obojętnie. – Niestety, ona nie chce podjąć leczenia. Louis, wiem, że dobrze się dogadywaliście zanim ona... Zanim cię zdradziła. Czy mógłbyś z nią porozmawiać? Przekonać ją, że ma przed sobą całe życie.
Ta kobieta była naprawdę zdesperowana. Jej jedyna córka straciła wolę walki. Louis nie miał wyboru. Jedyne co mógł zrobić, to się zgodzić.
- W porządku. Zaraz do niej pojadę. Mam nadzieję, że zastanę ją w jej mieszkaniu. – mówił nadal w lekkim szoku.
- Od kilku dni nie wychodzi stamtąd. Nawet nie chce wrócić do domu. Jestem przerażona. Dziękuję Louis. Zawsze wiedziałam, że jesteś porządnym chłopakiem.
- Na razie nie ma za co dziękować. Zadzwonię do pani jutro. Proszę być dobrej myśli. – starał się nieco załagodzić jej stres.
- Będę się za ciebie modlić Lou. Dowidzenia. – rozłączyła się.
Louis stał jeszcze przez chwilę wpatrując się w przestrzeń. Nie wiedział jak ma przekonać Eleanor do czegokolwiek. Kiedy byli razem, to ona stawiała na swoim, a on się poddawał. Teraz jednak stawka była wyjątkowo wysoka. Chodziło o życie.
Tommo wrócił do domu. Skierował się do kuchni, gdzie dziewczyny zmywały naczynia. Szukał Jennifer. Znalazł.
- Musze jechać coś załatwić. Nie wiem kiedy wrócę. – powiedział i niemal wybiegł z domu.
Jen spojrzała na miejsce, gdzie jeszcze przed chwila stał jej chłopak. Westchnęła ciężko i wróciła do wycierania sztućców.
- Mieliście jakieś plany? – zapytała Valentine spoglądając na swoją zamyśloną przyjaciółkę.
- Nie, ale kiedy Niall był w szpitalu nie mieliśmy zbytnio dla siebie czasu. Myślałam, że dziś będzie inaczej. Cóż, widocznie miał coś ważnego. – wzruszyła obojętnie ramionami.
- Nie łam się. Będzie dobrze. – pocieszała ją Agatha.
- Nie łamię, jest w porządku. – uśmiechnęła się lekko. Wytarła mokre ręce i zmierzyła w stronę drzwi. – Idę na fajkę.
            Zayn widział, że jego kumpla coś gryzło. Nie bez powodu tak szybko opuścił dom. Zastanawiała go reakcja Jennifer na zachowanie jej chłopaka. Nie był jeszcze do końca przyzwyczajony do tego, że ona mimo wszystko na swój sposób przeżywa każdy ruch Lou. Martwił się o nią za każdym razem. Była dla niego jak młodsza siostra, która potrzebowała czasem braterskiego uścisku. Jedną różnicą był fakt, ze gdyby byli prawdziwym rodzeństwem, on nigdy nie pozwoliłby jej palić.
- Przeszkadzam? – zapytał siadając na jednym ze schodków, na których zawsze palili.
- Ty? Nigdy. – uśmiechnęła się lekko.
Między nimi zapadła cisza. Żadne z nich nic nie mówiło. Rozkoszowali się jedynie nikotynowym dymem, który doskonale ich rozluźniał. Dopiero po chwili Jen zadała nurtujące ją pytanie.
- Czy on zawsze tak robi?
- Znaczy jak? – Zayn spojrzał na nią badawczo.
- Czy zawsze znajduje jakieś „ważniejsze sprawy” niż spędzenie czasu z kumplem, który przeżywa jeden z najważniejszych dni w swoim życiu? – zapytała swobodnie. Zayn się zaśmiał.
- Jeśli myślisz, że Niall to rusza to musze zburzyć twoją wizję. On dziś nie widzi nic poza Ruth. Nawet się nie zorientował, że Agatha przesoliła ziemniaki, a kompot był z wiśni. On nie cierpi wiśni. – zaśmiał się po raz kolejny, po czym zaciągnął się papierosem. – Bardziej to dotyka ciebie jak widzę.
- Po prostu dawno z nim nie rozmawiałam. To może zabrzmieć dziwnie, ale taka jest prawda. Jak siedzieliśmy u Nialla to panowała cisza. Kiedy wracaliśmy ze szpitala to odsypialiśmy. Teraz, skoro wszyscy są szczęśliwi i siedzą razem, to myślałam, że spędzimy razem chociaż chwilkę. – posmutniała.
Zayn troskliwie objął ją ramieniem. Zdawał sobie sprawę, że Jenni musi być ciężko. Zdążył ją poznać, więc wiedział, że jest wrażliwa. Najchętniej nakopałby Tommo, za to, że nie potrafi zrezygnować z czegoś na rzecz swojego związku.
- Wiesz, zastanawiałam się ostatnio... Jak myślisz, powinnam odnaleźć dziadków? – spojrzała na niego tymi swoimi ciepłymi oczami.
Jen miała w domu wielu przyjaciół. Jednak z Zaynem dogadywała się najlepiej. Zawsze miał dla niej czas, nawet jeśli o to nie prosiła. Wiedział doskonale, kiedy chce z kimś pogadać.
- To zależy tylko od ciebie. Jesteś na to gotowa?
- Jak nie teraz, to kiedy? – westchnęła gasząc papierosa.
- W sumie to racja. – uśmiechnął się ciepło. – Wracamy do środka?
- Myślę, że tak. Trzeba podokuczać Niallowi. – stwierdziła po czym wraz z Zaynem zniknęli w drzwiach domu.
            Louis wbiegł po schodach dobrze znanego mu budynku. Mieszkanie Eleanor znajdowało się na trzecim piętrze. Przeskakując co drugi schodek po chwili znalazł się przed dębowymi drzwiami, na których wisiała tabliczka z wygrawerowanym nazwiskiem. Wziął głęboki oddech i zadzwonił dzwonkiem. Za pierwszym razem brak reakcji. Ponowił więc czynność. Usłyszał po drugiej stronie kroki, a po chwili zachrypnięty głos dziewczyny.
- Kto tam?
- To ja, Louis. – odpowiedział ciężko.
Zamek zatrzeszczał, a drzwi uchyliły się. Zobaczył w nich zaniedbaną, bladą i schorowaną Eleanor. Wzdrygnął się lekko na jej widok. Nigdy wcześniej nie widział jej w takim stanie.
- Czego chcesz? – zapytała oschle.
- Porozmawiać. Mogę wejść?
El mierzyła go wzrokiem przez chwilę, ale postanowiła wpuścić go do środka. W jej mieszkaniu był bałagan i totalny zaduch. Lou od razu otworzył okna, żeby wpuścić tam trochę tlenu. Eleanor parsknęła pod nosem i odpaliła papierosa.
- Na pewno nie w moim towarzystwie. – oznajmił Louis, po czym zabrał jej fajkę i wyrzucił ją do śmieci. Els westchnęła ciężko i usadowiła się na kanapie przykrywając swoje zziębnięte ciało kocem.
- O czym chciałeś porozmawiać? – zapytała łagodnie.
- O tobie. Twoja mama się martwi.
- Powiedziała ci, prawda? – spojrzała na niego cierpiącym spojrzeniem.
- Tak. Opowiesz mi? – zajął miejsce obok niej.
- O czym?
- Jak to wszystko się zaczęło. Na co chorujesz, czemu, skąd, jak to leczyć? – chwycił jej dłoń, kiedy ujrzał strach w jej oczach. – Nie bój się, chcę ci tylko pomóc.
- To jakiś wirus, ale zniszczył mi już system odpornościowy. Lekarz przy ostatniej wizycie powiedział, że mam coraz większe trudności z oddychaniem i nie powinnam palić, bo za niedługo jedynym wyjściem będzie podpięcie do setek kabli. – po jej policzku spłynęła łza. – Zaraziłam się tym od Maxa. On wiedział, że to ma i leczył od podstaw. Mnie czeka ciężka droga, a ja nie mam siły walczyć. Zostałam sama. Straciłam ciebie, jego, przyjaciół. – otarła ręką łzy cisnące jej się do oczu. – Sam wiesz ile zła wyrządziłam. Zdradzałam cię, potem rujnowałam życie Jennifer. – ukryła twarz w dłoniach. Louis miał zbyt dobre serce. Nie potrafił siedzieć i wpatrywać się w jej nieszczęście. Objął ją troskliwie, a ona wtuliła się w niego. Gładził ręką jej plecy chcąc jej udowodnić, że nie jest sama. Cholernie chciał jej pomóc. – Spokojnie, powiedz mi na czym polega leczenie. Pomogę ci.
El odsunęła się od Tommo i spojrzała na niego z nadzieją. Była pewna, że Lou ją oleje, bo za bardzo go skrzywdziła. On jednak miał inny zamiar. Każdy zasługuje na drugą szansę.
- Pomożesz mi? – skinął głową. – Jutro rano mam iść na badania. U leczeniu nic nie wiem. Nie byłam nim zainteresowana. Jeszcze dziesięć minut temu byłam pewna, że umrę tutaj. W samotności, na wirusa, którego złapałam od kochanka. – wstała i udała się po chusteczki. Wróciła po chwili ze szklanką wody i podała ją Lou. – Nawet nie zapytałam, czy chcesz się czegoś napić. Wybacz, mam tylko to.
- Pójdę z tobą na te badania. – stwierdził chwytając jej dłoń uspokajająco gładząc ją kciukiem.
- Naprawdę? – te słowa wywołały u niej nową salwę płaczu. – Jesteś aniołem, Louis.
- Nie, nie jestem. Po prostu pomagam komuś, kto kiedyś był dla mnie wszystkim. To takie dziwne? – upił łyk wody.
- Ten ktoś upokorzył twoją dziewczynę, naraził ją i Agathę na niebezpieczeństwo... Nie zasłużyłam na twoją pomoc. – spuściła głowę.
- Przestań. Jestem pewny, że Jen zgodziłaby się ze mną. – zapewniał.
- Czyli ona nie wie, że mi pomagasz? Nie powinieneś tu być. – zerwała się jak poparzona.
- El, porozmawiam z nią jak wrócę. Teraz usiądź i opowiedz mi co działo się u ciebie przez ostatni miesiąc…
            Louis wrócił do domu dosyć późno. Rozmowa z Eleanor była dla niego trudna. Wiedział, że jego była nie czuje się dobrze w pustym mieszkaniu, więc postanowił dotrzymać jej towarzystwa. Nie wiedział kiedy cały ten czas minął, ale zegarek wskazywał dziesiątą. Otworzył drzwi wejściowe i od razu skierował się po schodach na górę. Wiedział, że o tej godzinie Jennifer jest już w pokoju. Miał cichą nadzieję, że jeszcze nie śpi. Potrzebował jej.
- Louis! – usłyszał głos Zayna. – Gdzieś ty był?
- Musiałem załatwić coś ważnego. – odwrócił wzrok.
- Ważniejszego niż Jen? Kiedy wyszedłeś, a może raczej wybiegłeś, ona trochę się podłamała. Teraz siedzi od dwóch godzin w pokoju. Nie chciała gadać z Margo, ani nie zjadła kolacji. – Louis westchnął jedynie.
- Pewnie już śpi. Ja też pójdę. Dobranoc Zayn.
Malik stał przez chwile w lekkim szoku. Poczuł się olany. Niestety to nie była jego sprawa. Miał tylko nadzieję, że Jennifer jakoś sobie poradzi.
Tommo otworzył drzwi sypialni. Lampka na nocnym stoliku nadal była włączona, a Jen czytała jakąś książkę. Ten widok wywołał lekki uśmiech na jego twarzy. „Czekała” przeszło mu przez myśl.
- Hej. – podszedł do niej i pocałował ją w policzek.
- Cześć. – odpowiedziała ciepło.
Louis bez słowa poszedł pod prysznic. Nie zajęło mu to długo.. Po chwili znajdował się obok swojej dziewczyny. Uwielbiał to łóżko, a jeszcze bardziej kochał, kiedy była w nim obok niego Jen.
- Załatwiłeś wszystko? – zapytała nadal wpatrując się w kartkę książki.
- Nie do końca.
Jen oderwała wzrok od lektury. Spojrzała na jego pytająco. Miała nadzieję, że wytłumaczy jej wszystko.
- Co się dzieje? – chwyciła jego dłoń.
- Chyba nigdy nie będziemy mieli spokoju. – westchnął ciężko. – Mam nadzieję, że nie będziesz się gniewać, kiedy Ci powiem. – nerwowo przygryzł wargę. – Eleanor jest chora. Podczas obiadu zadzwoniła do mnie jej matka. El nie chciała podjąć leczenia. Poprosiła mnie o pomoc. Wiesz, że nie mogłem odmówić.
- W porządku. – pogładziła dłonią jego policzek. – Udało ci się ją przekonać?
- Tak jakby. Jutro pójdę z nią na badania z samego rana. Przy okazji zapytamy o szczegóły leczenia. Nie przeszkadza ci to?
- Nie. Chciałabym tylko, żebyśmy spędzili ze sobą trochę czasu. Ostatnio ledwo mamy czas mówić sobie „dobranoc”. – posmutniała.
- Co powiesz na to, żebyśmy jutro w południe poszli do Milkshake City? – pocałował jej dłoń.
- Chętnie. – uśmiechnęła się ciepło.
- Chodź tu do mnie. – wziął ją w ramiona. Jen ukryła twarz w zagłębieniu jego szyi, a on tulił ją do siebie. Trwali tak w ciszy, dopóki Tommo nie przerwał milczenia.
- Wiesz co jest jedynie pozytywne w tym wszystkim? – zaprzeczyła. – Że zawsze, kiedy wracam tutaj i wchodzę do tego pokoju... Jesteś ze mną. Nie krzyczysz, nie wymagasz, rozumiesz. Jesteś moją ostoją. Kiedy my wariowaliśmy przez Nialla, ty pilnowałaś, żebyśmy nie zrobili niczego głupiego. Jesteś zawsze, kiedy cie potrzebuję. Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy to, że mogę wrócić późno, zmęczony i zmarnowany, a ty przytulisz mnie, pocałujesz. Wtedy wiem, że komuś na mnie zależy, że nie jestem sam. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Proszę cię, jeśli popełnię jakiś błąd, jeśli cię zranię, powiedz mi o tym. Uderz mnie, zrób cokolwiek. Wiesz, że ciebie posłucham. Nie wyobrażam sobie tego domu bez ciebie. – wyszeptał prosto do jej ucha.
Jen dźwignęła się na łokciach. To było najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszała. Nachyliła się i złączyła ich usta w subtelnym pocałunku. Nie był długi, był wystarczający, żeby przekazać miłość.
- Kocham cię Tommo. – wtuliła się w niego.
- Ja też cię kocham Jenni. – ukrył twarz w jej włosach. – Śpijmy. – powiedział po czym zgasił lampkę nocną.
Szczęśliwi z bycia razem, po chwili usnęli…

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taaaaaaaaaaaak! Udało mi się!
Jestem z tego rozdziału wyjątkowo zadowolona :D
Wczorajsze "I'm Jennifer" w wykonaniu Lou pobudziło mnie do pisania :D
Przepraszam, ze kazałam Wam czekać. 
Mogę liczyć na komentarze? :D
Już niedługo startujemy z Larry'm, a to oznacza koniec Total! :C
Napiszcie mi, za czym najbardziej będzie tęsknić po zakończeniu tego opowiadania :D
Zadawajcie pytania: http://ask.fm/DeeDirectioner
Dedyk dla Uli, która jest moim notariuszem looool xD Love ya Beautiful! :*
+ Mam pompę ze zdjęć Elżuni i Lou. Też chcę, żeby chłopak kupił mi toster i  mikrofalówkę ;c
++ Ten rodział jest fchuj dłuugi :D
Kocham was! Dee!

35 komentarzy:

  1. Świetnie :D Wyszło ci naprawdę dobrze. Nie spodziewałam się takiej reakcji Jen. Myślałam, że będzie na niego zła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski <3
    Oświadczyny Niall, aż oczy mi się zaszkliły ;)
    Lou i Jen , kocham ich razem ;P
    Jen jest bardzo wyrozumiała i to jest w niej najlepsze
    Rozdział cudowny , powiem że warto było czekać ;))
    Czekam na następny :)
    Pozdrawiam,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny.<3
    Jak zakończysz będzie mi strasznie brakować tego opowiadania... Przywiązałam się do niego.<3
    Czekam na kolejny rozdział.:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział boski <3
    Naprawdę ; ))

    Oświadczyny Nialla świetnie ci wyszło napisanie tego : ))

    Mam nadzieję, że wszystko zakończy się dobrze <3


    Naprawdę nie chcę abyś kończyła to opowiadanie, no ale cieszę się chociaż , że piszesz następne <3

    Do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest!!Nareszcie coś dodałaś.COŚ to mało powiedziane!!!Jest Super czekam nn!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział super jak każdy inny :)
    uwielbiam Jen i Lou
    czekam na następny :))

    OdpowiedzUsuń
  7. jak to skończysz to chyba sama się potne :<
    piszesz świetnie ..
    a była by szansa żebyś 'później' odnowiła to opowiadanie z tymi samymi bohaterami ? ^^
    kocham cię i zapraszam na mojego bloga , przyda się wsparcie bo dopiero co zaczęłam http://mystoryondirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojeju jakie słodkie zakończenie; **
    łezka w oku się kręci.; **

    tey nie tylko ty masz beke z tego.!
    hahahahaha. KUPMY SOBIE TOSTER ; D
    Ey nie kończ bloga..!! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Awwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww. :3 Mam dedyka Ja piękna? lol, nie xD No i świetnie to dokończyłaś, babe :D Mi też będzie czegoś brakować! Szlugtime Zayna i Jenni <3 i ogólnie wszystkiego :CCC Ale przynajmniej Larry będzie zajebisty :DDD
    Love ya, honey :3

    Twój notariusz XDDDD

    OdpowiedzUsuń
  10. awww.. zaje*isty!!!! dodaj szybko nastepny rozdiał!! ploese!!

    OdpowiedzUsuń
  11. przez rozdział słuchałam more than this
    przy tym jak Niall oświadzczył się Ruth to się poryczałam
    i przy tym jak Lou powiedział Jen jaka jest dla niego ważna
    jak ty to skończysz to ja się chyba załamie
    nie możesz mi tego zrobić
    zapraszam do siebie
    http://my-one-direction-story-in-london.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten rozdział jest fantastyczny! Jeja, to że Niall oświadczyl się, była takie mega słodkie *.*
    Kurde, jak skończysz to opowiadanie, to ja bede ubolewala i ubolewała, ale na szczęście, bedzie wtedy blog o Larrym . c:
    Sie pytasz czego będzie brakowało mi jak zakończysz tego bloga? Tej całej historii, wychodzenia na fajke Jenni z Zaynem, szalonych i napalonych Harrego z Agathą i każdej osoby w nim . :)
    Czekam na ten kolejny rozdział . :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jaki uroczy rozdział *-* Wyczuwam jakiś podstęp w temacie Eleanor.Przy zaręczynach aż się popłakałam,hah. :D

    Serio już koniec? O rany.
    Za czym będę tęsknić.Za czekaniem z niecierpliwością na kolejne rozdziały.Za wszystkimi emocjami podczas czytania.Za zastanawianiem się co będzie dalej,jak to wszytko się potoczy.Za komentowaniem jak bardzo kocham to opowiadanie.Za tą historią.Za tymi wszystkimi scenami:smutne,zboczone,zabawne,urocze czy chwilami przerażające. Dzięki za pomysł i całą prace. xx Natalia

    OdpowiedzUsuń
  14. Taki Kochany ten rozdział:D Czekam na następny i mam nadzieję, że Eleanor niczego nie zrobi głupiego:)
    Najgorszy moment gdy czytasz czyjegoś bloga i ma się skończyć.
    Za wszystkim będę tęskniła. Czyli za emocjami, uczuciami które nam przekazywałaś w tym opowiadaniu. Miałam tu tyle radości z czytania i wyczekiwania kiedy dodasz następny wspaniały rozdział i tak jakoś dziwnie będzie gdy wejdę na tego bloga, a już nie będzie następnych rozdziałów. Jeszcze mi się przypomniało, że będzie mi brakowało zboczonych scen:p
    Zapraszam do siebie:http://mirrorandcarrots.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Super ! . <3
    Kocham Twoje opowiadanie , jest najlepsze ; )
    Czekam na następny ; ]

    OdpowiedzUsuń
  16. Zarąbisty <3
    Jaki słodki był wątek z Niallem i Ruth!
    Coś mało ostatnio Harrego i Agathy, prosze o więcej dla Anity ;d
    No! Jimmy protested! Nie kończ tego opo, jest zaiste! WSZYSTKIEGO będzie nam brakować!
    love ya, Anita

    OdpowiedzUsuń
  17. fajnie fajnie, ale szkoda że tak rzadko :(
    każdego twojego bloga pokocham, nawet jeśli będzie o Larry'm , a ja za Larry'm nie przepadam :( pisz dalej pisz dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  18. http://iwantsomeonetoloveonedirection.blogspot.com/2012/07/bohaterowie.html

    OdpowiedzUsuń
  19. jejku, tyle wyczekiwałam na ten rozdziału aż wchodzę sobie i jest ! dziękuje Ci za to że tak pięknie piszesz i nieświadoma, sprawiasz radość tylu ludziom. :) x

    ja osobiście będę tęsknić za wszystkim, ale chyba najbardziej za wątkiem Harrego i Agathy a głównie dlatego że sama mam na imię Agata a Styles to mój ulubieniec więc z tym (przypadkowo) trafiłaś w dziesiątkę. Jednak tak naprawdę bardzo żałuję, że będę zmuszona pożegnać się ze wszystkimi bohaterami i ich historią. Przemyśl jeszcze to, czy nie chcesz pisać dalej. Pozdrawiam. :) x

    http://one-direction-fan-fics.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Ach, super rozdział. Uwielbiam jak piszesz. Szkoda, że kończysz, ale wszystko musi mieć swój koniec, prawda?
    U mnie już 6 rozdział, zapraszam ;)
    http://five-directions.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. NIALLER SIĘ JEJ OŚWIADCZYŁ.. AAAA RZYGAM TĘCZĄ pomimo mojego humoru dzisiaj.. czytałam rozdział wczoraj, ale jakoś nie mogłam nic napisać, bo oczy mi się kleiły xd "Napiszcie mi, za czym najbardziej będzie tęsknić po zakończeniu tego opowiadania :D" serio się mnie o to pytasz? serio mam odpowiedzieć ci na to "pytanie"? wiesz, że ja będę cholernie tęsknić. uwielbiam to opowiadanie, uwielbiam z jakiej strony pokazałaś Tomlinson'a, którego swoją drogą pokochałam bardziej właśnie przez oblicze w twoim opowiadaniu. i przez twoje opowiadanie przekonałam się, że są tacy ludzie, którzy nie patrzą na innych ze wzgledu jaką pracę wykonują czy co robią w życiu codziennym.. pokochałam Niallerka, jeszcze bardzej i w szególności powoli zaczynam lubić Liam'a ! taak wiem, że jestem fajna x] nie mogę się doczekać się następnego rozdziału <33 kocham

    OdpowiedzUsuń
  22. o mamuniu, oświadczył się jej. Niall, mój mały chłopczyk oświadczył się jej. I to jeszcze tak wszystko zaplanował, żeby każda sekunda tej chwili była idealna. Szkoda tylko, że najpierw musiał wpaść na swój genialny plan. Co do Jen, to strasznie mi jej było szkoda, bo ten cymbał poszedł sobie bez słowa. Ale Zayn jak zawsze stanął na wysokości zadania, i wsparł ją. Dobrze też, że Lou wszytsko jej powiedział, i że nie ma przed nią żadnych tajemnic. To opowiadanie, jest taki kochane, że nie mogę uwierzyć, że nie długo je skończysz. A za czym będę tęsknić najbardziej? Hymm.. Za Lou i Jen, bo to chyba najsłodsza para jaką kiedykolwiek poznałam, za kochającym Liamem, który zrobił wszystko byle tylko być z Margo, za wiecznie głodnym Niallem. Za Zaynem i Valentine, bo to strasznie zwariowana para, a dodatkowo Zayn to osoba, która mimo wszystko zawsze wysłucha i pomoże, i kiedy trzeba jest nadwyraz dojrzały. I za każda inną osobą , za koązdym zdaniem, ża każdą emocją, którą przelałaś do tego opowiadania. Dziękuję Ci za to, co piszesz. Niewiem dlaczego, poprostu dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  23. piękny. Nic dodac nic ując po prostu .... brak słów jak każdy rozdzial z resztą

    OdpowiedzUsuń
  24. Rozdział podoba mi się i na pewno będę tu wpadać . Pisz więcej takich super rozdziałów.
    Zapraszam do mnie : http://1d-zakazanamilosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. jacie. kolejny przecudowny rozdział *.* uwielbiam czytać to co piszesz. to jest normalnie genialne, a ta sytuacja z Eleanor no tego to się nie spodziewałam. ale oświadczyny Nialla *.* no a końcówka to zapiera dech w piersiach . niby tak prosta. ale no .. aż nie mogę. myślałam że skończy się seksem a tu zasnęli spokojnie xd czekam na ciąg dalszy xD do kolejnego rozdziału <3
    http://paczanga.blogspot.com/
    @Dosiek_

    OdpowiedzUsuń
  26. rozdział jest fantastyczny. końcówka z jen i lou - awww *-* i oświadczyny niallera. jeju, będzie mi brakować tego opowiadania x

    OdpowiedzUsuń
  27. FFFFchuj :D. długi ;.D
    ale. miło go się czytałoo :D
    i te Emocje .. ;O. czy powie "TAK".
    Hahahahahahahahahahaaha .
    No to będzie ślub <33.33.33.:D.
    ło bożee.;D. hyhyhyhy mm:D.
    ano trzeba było . sie z Maxsem .
    ten tego nie robić .. :D.
    sama jest sobie winna ;D.
    xd
    no mam nadzieję , że to nie popsuje ;D. związku
    Lou z Jen 3><3 :D. :D.
    pożyjemy zobaczymy :D.
    Naprawdę . świetny rozdział <3.:D.
    Aszz. :D. jak ten Niall . sobie wszystko
    zaplanował . Pełna podziwu jestem :D.
    Szkoda . ,że nie opisałaś tej akcji . jak on rozmawia
    o ślubie z tatą . Ruth . :D.
    ale fchuj :D.
    I tak rozdział zajebistyy .:D.
    to czekam na następny + weny życzęę . :D.
    ++ boże ludzie czemu tak mało kometarzy .. ?
    nie chce wam się czytać czy co ? uhh .
    albo komentarzy pisać ?
    Boże dziewczyna sie stara jak może a wy nic od siebie nie dajecie w zamian :/... :c.
    uhh . :c.. ale cóż takie jest życie . :D.;/.
    Wybacz, że wcześniej nie przeczytałam tw. rozdziału ale dopiero dzisiaj zauważyłam , że jest :/..
    hyhyhy no to kończe sw. ;D. Kreatywny , komentarz . :**.
    do następnego :**.
    Pisała tz. ciociolatto:3.
    x.x Elizaa <3. .. xd ..:**.

    OdpowiedzUsuń
  28. Hej długo Cię tutaj nie było, ale to nic nie szkodzi. Fajnie, że wróciłaś i mam nadzieje ze juz niedługo pojawi się nowy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Najbardziej będę tęskniła za tą niesamowitą miłością Louisa i Jennifer .Strasznie polubiłam to opowiadanie ,nie wyobraża sobie tego ,że niedługo gdy tu wejdę już nic tu nie znajdę .No ale pociesza mnie fakt ,że masz jeszcze inne i planujesz zacząc kolejne .Uwielbiam Cię ,dziękuję .

    OdpowiedzUsuń
  30. Ale zaaaaaaaaaaaaaaajebiście!
    Normalnie cudowniejszego nie czytałam...kocham to......proszę nie kończ jeszcze tego.....chcę aby LOu się oświadczył Jen i mieli dziecko....proszę...zrób to dla mnie.plissssss
    http://together-forever-in-love-for-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. Proszę nie kończ tego bloga. Wczoraj zaczęłam go czytać o 18 i przeczytałam cały. Skończyłam około 23, bo ciągle wracałam do pewnych momentów. To co piszesz jest takie piękne i wywołuje niesamowite emocje. Nie kończ tego bloga bo wiem, że będę się czuć jakbym coś straciła. Błagam pisz dalej. Rozwijaj historie. Napewno masz jakieś pomysły na dalsze rozdziały.
    To jak opisujesz emocje. Nie chodzi mi o sam seks.(Chociaż jesteś mistrzynią w tym jak to opisujesz. Twoje sceny seksu są bajeczne). Tylko o to jak cudownie opisujesz ich miłość, bliskość. Jak jeden o drugiego się troszczy i chce zapewnić mu bezpieczeństwo.
    Kocham twojego bloga. Pisz dalej bo jak nie to cię znajdę i sama do tego zmuszę.;D love <3

    OdpowiedzUsuń
  32. Błagam nikogo nie uśmiercaj...;D Pisz dalej swojego bloga. proszę.;)xd

    OdpowiedzUsuń
  33. Wspaniały rozdział :D czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Błagam nie kończ go! Przecież nie musisz dodawać rozdziałów często. Byle tylko ten blooog istniał. Proszę!!!
    Widać, że masz naprawdę strasznie fajne pomysły na kolejne rozdziały. Każdy z tych które napisałaś, są genialne!

    Przy okazji zapraszam na mojego bloga: http://illtaketoanotherworld.blogspot.com/
    (dopiero zaczęty)

    OdpowiedzUsuń
  35. nie kończ! jest super! Na prawdę mnie wciągnęło :)

    OdpowiedzUsuń