sobota, 21 lipca 2012

Rozdział 34


            Jennifer obudziła się w pustej sypialni. Obok niej nie leżał Louis, a w pokoju panował półmrok. Skrzywiła się na wspomnienie wczorajszego dnia. Być może zaczął się obiecująco, ale jej chłopak jak zwykle nieumyślnie zepsuł jej humor. Nie była do końca pewna, czy sytuacja z Eleonor jej się podoba. W końcu mógłby to być kolejny hak, żeby Lou do niej wrócił. Jen bała się tego. Wiedziała, że Tommo ma dobre serce i nie przejdzie obojętnie obok cudzego cierpienia, więc tym samym może nie zauważyć podstępu El. Westchnęła. Przeciągnęła się i wstała, żeby odsłonić rolety. Do pomieszczenia wpadła struga światła, która lekko ją oślepiła. Wyszła na balkon odpalając pierwszego w tym dniu papierosa i zaciągnęła się dymem, który przyjemnie łaskotał jej płuca. Pogoda w Londynie zazwyczaj była deszczowa, ale dzisiaj wyjątkowo świeciło słońce. Uśmiechnęła się na myśl o obiecanym wypadzie do Milkshake City ze swoim chłopakiem. Szybko skończyła palić i wróciła do środka włączając laptopa. Wygodnie usadowiła się na łóżku z urządzeniem na kolanach. Odwiedziła swoje konto na Twitterze zamieszczając pierwszy od dawna wpis. Światowe trendsy przykuły jej uwagi ze względu na jeden znajdujący się tam temat. „Louis i Eleanor” widniało na samym szczycie listy. Westchnęła i zaczęła czytać wyświetlone tweety. Wiele osób zastanawiało się czy El i Lou postanowili do siebie wrócić. Jennifer wiedziała jednak, że to tylko plotki, a Eleanor choruje. Zaczęła oglądać zamieszczone zdjęcia. Zrobiło jej się ciepło, kiedy zobaczyła outfit Lou. Biały sweter, który czasem zakładał zawsze ją pociągał. Wyglądał w nim obłędnie. Nieważne, co działoby się obok, ona widziała tylko i wyłącznie swojego mężczyznę, który pobudza wszystkie jej fantazje. Uśmiechnęła się pod nosem i odpisała na kilka pytań. Wiele ludzi pytało o to, czy ona i Lou jeszcze się kochają, bo nie pojawiła się na lotnisku, żeby go odebrać, ani później nie pokazywali się razem. Przyznała im rację, ale wiedziała, że wypad do Milkshake City wszystko zmieni. Odwiedziła profil Tommo i jej serce się rozradowało, kiedy przeczytała widniejący tam wpis. Jej chłopak obiecał fanom twitcama. Westchnęła zadowolona i zamknęła laptopa odkładając go na bok. Poszła wziąć prysznic, żeby móc zacząć szykować się do wyjścia. Miała dwie godziny, a każdy wie, że to niesamowicie mało. Po skończeniu porannej toalety, zeszła na dół siadając do przygotowanego przez Valentine śniadania.
- Jak tam? – spytał Zayn przysiadając się do swojej przyjaciółki.
- W porządku. – uśmiechnęła się ciepło. – Wychodzimy dziś razem.
- Wow. Widzę, że Louis zaszalał. – zaśmiał się Niall wchodząc do pomieszczenia i całując na wejściu swoją narzeczoną. – Wyglądasz ślicznie. – uśmiechnął się do Ruth.
- Ale gdzie wczoraj zniknął? – zapytała zaciekawiona Agatha.
- Nie pytaj. – podsumowała Jen, chwytając tosta i smarując go dżemem.
- Jeśli nie szlajał się po klubach ze striptizem to na pewno nie jest aż tak źle. – stwierdziła rudowłosa stawiając na stole dzbanek z herbatą.
- Był z Eleanor. – odpowiedziała Jenni, a w kuchni zapanowała cisza. Wszyscy wpatrywali się w nią z zaciekawieniem, ale ona nie mówiła nic więcej.
- Za bardzo mu ufasz. – stwierdziła Margo, która swoją drogą w ostatnim czasie stała się bardziej zamknięta w sobie. Jen wiedziała, że coś ją gryzie, ale nie chciała mieszać w ich sprawy.
- Niech robi co chce. – wzruszyła obojętnie ramionami kontynuując konsumowanie śniadania.
- Znów to robisz. – zaśmiał się Zayn. – Udajesz, że cię to nie rusza.
- Jesteście straszni, El jest chora. Louis jej pomaga, bo nie chciała podjąć leczenia. Jedyne co mogę mu zarzucić w tym momencie to zbyt wielkie serce. Przesadzacie. – podsumowała i wyszła z kuchni nie dopijając herbaty.
Przy stole panowały jeszcze zażarte dyskusje na temat Tommo, ale Jen nie chciała brać w nich udziału. Ufała swojemu chłopakowi bez względu an wszystko. Pomógł jej wielokrotnie, więc nie chciała i nie mogła zabronić mu robić tego samego dla innych. Usiadła na kanapie włączając w telewizji brazylijską telenowelę. Poczuła, że ktoś się przysiada. Odwróciła się i dostrzegła Margaret.
- Coś się stało? Ostatnio zachowujesz się dziwnie. – powiedziała Jen mierząc ją przeszywającym spojrzeniem.
- Mam problem. W zasadzie... Nie dotyczy on tylko mnie. – przygryzła nerwowo wargę. – Masz chwilę? – spojrzała na nią błagalnie.
- Jasne, chodź. – udały się na werandę, która była jednym z przyjemniejszych miejsc w całym domu. – Mów.
Margo długo zbierała się, zanim wypowiedziała pierwsze słowa. Była zdenerwowana i zasmucona. Jennifer bardzo chciała jej pomóc, bo traktowała ją jak siostrę, której nigdy nie miała, ale najpierw musiała zapoznać się z problemem.
- Byłam u lekarza. – zaczęła. – Kilka lat temu, kiedy Liam wyjechał i nie było go w Wolverhampton, miałam wypadek na motorze. Jechałam z kumplem, ale on był pijany. – westchnęła wpatrując się w ziemię. – Wtedy lekarz powiedział, że mogę mieć problemy z zajściem w ciążę. Nie wiedziałam, czy było to spowodowane wypadkiem, czy od zawsze taka byłam, ale mówił, że to jeszcze nic pewnego. Tym razem jednak diagnoza się potwierdziła. Jen, ja nie mogę mieć dzieci. – dopiero przy ostatnim zdaniu na nią spojrzała. W jej oczach zebrały się łzy i wszystkie emocje ukrywane przez ostatnie kilka dni, uleciały.
Jennifer przytuliła swoją przyjaciółkę, chcąc dać jej wsparcie. Zdawała sobie sprawę, że to musi być dla niej bolesne, ale załamywanie się na pewno nie pomoże.
- Margo, tak mi przykro. – pozwoliła jej wypłakać się w swoje ramię. – Liam wie?
- Nie, jak mam mu powiedzieć? – spojrzała na nią z bólem. – Wczoraj dowiedział się, że jego siostra jest w ciąży. Był taki podekscytowany, że w rodzinie będzie kolejny członek. Ja nigdy nie dam mu dziecka, Jen. Nigdy nie powiem, że ma po mnie oczy, a po nim głos. Danielle mogłaby go uszczęśliwić, ja nie mogę. – mówiła zanosząc się płaczem.
- Nie mów tak. Liam cię kocha i na pewno dacie sobie radę. Musisz tylko szczerze z nim pogadać. – uspokajająco gładziła ręką jej plecy.
- O, tu jesteś. Szukałem cię skarbie. – do ich uszu doszedł głos Liama, który przekroczył już drzwi werandy. Margaret szybko wytarła cieknące łzy i odwróciła głowę w drugą stronę. – Margo, co się dzieje? – przykucnął przed nią chwytając jej dłoń. – Dlaczego płaczesz? – ujął ją za podbródek zmuszając, żeby na niego spojrzała.
- Alergia. – skłamała.
- Margaret, chyba zapomniałaś, że znam cię całe życie i wcale nie masz alergii. Nie każ mi się martwić i powiedz co się stało. – patrzył na nią z takim uczuciem, że Jen zaczęło brakować tej bliskości z Lou. Uśmiechnęła się smutno i skierowała się do drzwi.
- Musicie pogadać, zostawię was. – wyszła mając nadzieję, że jej przyjaciółka i Liam dadzą radę przejść przez przeciwności, które los postawił na ich drodze
Dochodziła godzina czternasta. Jennifer siedziała na schodach, gdzie poddawała się nikotynowym pieszczotom i użalała się nad swoim losem. Dwie godziny temu powinna wyjść ze swoim chłopakiem na pierwszy od dłuższego czasu spacer. To jednak nie było jej pisane. Louis jeszcze nie wrócił, a jego telefon nie odpowiadał. Była przygnębiona. Nie pytała nawet Margo jak poszła rozmowa. Nie miała na to siły. Westchnęła zaciągając się po raz kolejny.
- Mogę? – zapytał dobrze znany jej głos.
- Nie. Zayn, odejdź. – wpatrywała się ślepo w przestrzeń. Krople deszczu zaczęły na nią spadać, ale ona nie reagowała.
- Przeziębisz się. – nadal stał nad nią czekając aż dostanie zgodę na potowarzyszenie jej.
- Wiesz, ta pogoda doskonale odzwierciedla mój humor. – zaciągnęła się ostatni raz i zgasiła papierosa. – Rano świeciło słońce, a ja byłam szczęśliwa. Teraz pada deszcz, a ja będę ryczeć. – westchnęła ciężko, pocierając dłońmi o swoje ramiona, żeby się ogrzać.
- Skoro nie zamierzasz się stąd ruszyć to przynajmniej masz to. – okrył ją swoją bluzą. – A teraz pozwól, że usiądę obok, bo nie lubię, kiedy moi przyjaciele cierpią w samotności.
- Lepiej zabierz gdzieś Valentine. Nie popełniaj tego samego błędu co twój kumpel. – zakpiła. Czuła, że deszcz się nasila, ale nie chciała się stąd ruszyć.
- Spędziliśmy razem czas w Polsce, nie mamy na co narzekać i mamy się świetnie. Moje byłe nie terroryzują mojego życia, a ja sam nie jestem aż taki głupi, żeby ranić dziewczynę, którą kocham. – odpowiedział. – Louis to kretyn.
- Zapomniał, zdarza się. – wzruszyła obojętnie ramionami.
- Nie, o dziewczynie się nie zapomina. Nie próbuj go usprawiedliwiać. To on zawinił. – spojrzał na nią ze współczuciem.
- Ale ja ni potrafię mieć mu tego za złe. Widocznie Eleanor w tym momencie jest ważniejsza. –  westchnęła. – Wiesz, że nie wiedziałam go od wczoraj, a ja już cholernie tęsknię? W dodatku wygląda dziś tak obłędnie, że jak zobaczyłam zdjęcia to musiałam pilnować czy oddycham.
Zayn zaśmiał się cicho. Nagle drzwi się otworzyły, a ciepły, kobiecy głos powiadomił ich o przybyciu Tommo.
- Dzięki Valentine, zaraz przyjdę. – powiedziała Jenni oddając Zaynowi bluzę.
- Tylko… Jest jeden problem. – nerwowo przygryzła wargę. – Nie wrócił sam.
Ta wiadomość wstrząsnęła Jennifer. Podniosła się z kamiennych schodków jak poparzona i weszła do domu. Usłyszała irytujący, dziewczęcy śmiech odchodzący z salonu i poczuła ukłucie w klatce piersiowej. Zignorowała to, że jej włosy są mokre od deszczu, a powieki ledwo hamują cisnące się do oczy łzy. Mimo wszystko postanowiła zachować spokój. Jak gdyby nigdy nic weszła do pomieszczenia, gdzie znajdowało się całe towarzystwo. Doznała szoku. Eleanor miała na sobie biały sweter, który jeszcze tego ranka zdobił idealnie wyrzeźbione ciało jej chłopaka. Wzięła głęboki oddech i ruszyła z progu w głąb salonu. Lou nie zauważył jej przyjścia, dopóki El nie dostrzegła swojej rywalki.
- Jennifer. – uśmiechnęła się Eleanor. – Dawno cię nie widziałam.
Jen zignorowała jej słowa. Tommo dopiero teraz spojrzał na swoją dziewczynę.
- Lou, odgrzać ci obiad? – zapytała nadal bijąc się z własnym smutkiem.
- Nie musisz, zjadłem z El na mieście. – posłał jej przelotny uśmiech i powrócił do rozmowy ze swoją byłą.
- Ah, tak. – odparła obojętnie. Agatha patrzyła na nią współczująco, ale Jen nie zamierzała się temu przyglądać. – Będę u siebie. – powiedziała, ale jej słowa nie dotarły do nikogo za wyjątkiem dziewczyny Harry’ego, która oglądała całe zajście z boku.
Jennifer niemal wybiegła z salonu kierując się na górę. Po jej twarzy płynęły słone łzy, których nie potrafiła pohamować. Chcąc udać się do swojego pokoju napotkała na swojej drodze twardą przeszkodę w postaci męskiego ciała. Silne dłonie złamały ją za ramiona chcąc zatrzymać dziewczynę przed dalszym biegiem.
- Jennifer, co się stało? – zapytał głęboki głos. Jen podniosła głowę i ujrzała burzę kręconych włosów. Zielone tęczówki wpatrywały się w nią z troską. – Co się stało na dole, że tak zareagowałaś?
- Idź i zobacz. Myślę, że będziesz zadowolony. – chciała mu się wyrwać, ale nie pozwolił jej.
- Chodzi o konkretną osobę, prawda? – skinęła głową. – Po twojej reakcji stwierdzam, że to może być tylko jedna kobieta. Eleanor, prawda?
- Jak będziesz szedł się z nią przywitać, zwróć uwagę na jej ubiór, zapytaj Lou czy jadł obiad i co robił, a co miał robić w południe. Zrozumiesz dlaczego mam dość tego wszystkiego. – powiedziała wyrywając się z jego uścisku i znikając na drzwiami sypialni.
            Łzy. To jedyne co miała w tej chwili Jennifer. Leżała na łóżku dając upust swojemu cierpieniu. Chusteczki były przesiąknięte bólem. Jen nie chciała płakać. Chciała być silna, ale nie potrafiła udawać, że Louis jest tylko jednym z wielu mężczyzn w jej życiu. Było inaczej. Dla niej Tomlinson był najważniejszym facetem na świecie. Nikogo nigdy nie kochała tak prawdziwie. Agatha siedziała obok swojej przyjaciółki chcąc dotrzymać jej towarzystwa. Jen potrzebowała kogoś, kto poświęci jej swój czas i nie będzie niczego od niej wymagał. Od kiedy opuściła salon ze łzami w oczach, odwiedził ją Zayn, Valentine, a teraz została z nią Agatha.
- Nawet nie wiesz jaką mam ochotę pójść i zrobić mu z twarzy pasztet. – powiedziała dziewczyna Harry’ego .
- Nie wysilaj się. On nie zasługuje na twoją uwagę. – westchnęła. – Podaj mi laptopa.
Agatha wstała i podała leżące na półce urządzenie. Jen odpaliła sprzęt i włączyła twittera. Tak jak myślała, Louis powinien już robić twitcama. Niestety, miał inne plany. Jennifer włączyła stronę, żeby przeprosić fanów za swojego chłopaka.
- Chcesz im się pokazać w takim stanie? – zdziwiła się Agatha. – Wybacz, ale wyglądasz okropnie. Idź chociaż przemyj twarz.
- Niech będzie…
Jennifer wróciła po piętnastu minutach. Oprócz doprowadzenia swojej twarzy do porządku wzięła szybki prysznic i poprawiła włosy. Wyglądała lepiej, chociaż jej oczy nadal były podpuchnięte od płaczu. Nie chciała zawieść fanów swojego chłopaka, więc postanowiła zrobić twitcama zamiast niego. Musiała znaleźć sobie jakieś zajęcie, bo płakanie niczego by nie zmieniło. Ułożyła się wygodnie na łóżku obok swojej przyjaciółki tak, aby kamera objęła je obie. Udostępniła link i czekała aż pojawi się większa ilość osób. Kiedy oglądało je ponad 10 tysięcy, zaczęła tłumaczyć.
- Wiem, że spodziewałyście się Lou, ale coś mu wypadło. Przepraszam was, ale po prostu miał coś, co według niego jest ważniejsze. Ja nie podzielam jego zdania, dlatego jestem tu z wami. Jeśli chcecie mogę zostać, jeśli nie, zawsze mogę sobie pójść. – powiedziała ciepło Jennifer. – Mam nadzieję, że Louis jakoś zadośćuczyni ten wyskok.
- Nie tylko im powinien to zadośćuczynić. – wyszeptała Agatha.
- Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało. Postaram się odpowiedzieć na jak najwięcej.
Twitcam okazał się dobrym pomysłem. Jen na chwile zapomniała o tym, że Eleanor Calder siedzi w salonie i zapewne kusi jej chłopaka swoimi sztuczkami. Odpowiedziały na masę pytań. Wiele z nich dotyczyło ulubionych piosenek zespołu i romantycznych rzeczy jakie robili Louis i Harry. Jennifer nie pominęła faktu, że Hazza i Agatha są niewyżyci seksualnie. Była też ta część zabawy, gdzie bezpośrednie fanki pytały o najbardziej intymne szczegóły ich życia. Było nawet zabawnie. Przynajmniej przez chwilę. Kiedy Agatha bawiła się z DJ’a, a Jennifer robiła follow spree, do pokoju wszedł nie kto inny jak Tommo.
- Jen, czemu znikłaś bez słowa? Chodź do nas na dół. – podszedł do łóżka, a Jenni zmierzyła do spojrzeniem. Wstała i stanęła naprzeciwko niego. Nie miała zamiaru być dla niego miła. Zranił ją, a dziewczyna ze złamanym sercem jest dwa razy bardziej niebezpieczna.
- Bez słowa? – parsknęła. – Byłeś w nią aż tak wpatrzony, że nie usłyszałeś? – zapytała głosem przesączonym żalem i smutkiem. Lou wpatrywał się w nią lekko zaskoczony. – Wiesz co? Mam gdzieś, że wystawiłeś mnie dzisiaj, bo wolałeś zjeść sobie z nią obiad na mieście. Już nawet nie przejmuję się tym, że totalnie mnie olałeś, kiedy przyszłam do salonu. Wiesz co mnie zabolało najbardziej? Nie sweter, który miała na sobie, chociaż jestem pewna, że już go nie włożę. Zabolało to, że zawiodłeś fanów. Czekali na ciebie, a ty wybrałeś ją. Dziewczynę, która cię zdradziła, upokorzyła mnie i naraziła Agathę na niebezpieczeństwo. No dalej, idź do niej bo pewnie się stęskniła. Tylko potem nie mów mi, że jestem najlepszym co cię w życiu spotkało. – skończyła swoją wypowiedź i otarła łzę, która spłynęła jej po policzku.
- Ja... – zaczął, ale mu przerwała.
- Po prostu wyjdź. – powiedziała surowo.
Louis tylko skinął głową i bez słowa opuścił pomieszczenie. Jen usiadła na brzegu łóżka i ukryła twarz w dłoniach. Miała ochotę wybiec na korytarz i krzyknąć, żeby wrócił, przytulił ją i nie zostawiał, ale powstrzymała się. Agatha spojrzała na ekran laptopa. Nie chciała dodatkowo martwić swojej przyjaciółki, ale musiała ją o czymś powiadomić.
- Nie chcę ci przerywać twojej rozpaczy, ale... To wszystko było słychać. Jestem pewna, że jutrzejsze gazety będą o tym dudnić.
- W tej chwili wszystko jest mi obojętne..
            Louis wyszedł na korytarz w lekkim szoku. Nie wiedział do końca czy powinien przejmować się wybuchem Jennifer, czy był on spowodowany jedynie przez zazdrość. Zsunął się po ścianie na podłogę i zaczął powoli analizować wszystko, co działo się tego dnia. Dotarło do niego, że miał wyjść ze swoją dziewczyną do Milkshake City, ale nawalił. Zorientował się też, dlaczego fakt, że Eleonor nosiła jego sweter był dla niej tak drażliwy. „To przecież ulubiony sweter Jen…” pomyślał zażenowany. W dodatku twitcam. Też zawalił. Był pewien, że pokuta będzie ciężka. Wstał z podłogi i skierował się do pokoju Zayna. Zapukał, a kiedy usłyszał pozwolenie wszedł do środka z miną zbitego szczeniaka.
- Co robisz? – zapytał widząc jak Czarnowłosy tuli do siebie Valentine.
- Zajmuję się swoją dziewczyną i ty powinieneś zrobić to samo. Mówię o obecnej dziewczynie, nie o byłej. – zmierzył go spojrzeniem.
- Jenni wyrzuciła mnie z pokoju. Jest wściekła. – usiadł na brzegu łóżka przyjaciela i potarł bolące skronie.
- Wcale jej się nie dziwię. – powiedziała Valentine kradnąc Zaynowi pocałunek. – Płakała ponad dwie godziny. Dupek z ciebie, LouLou. – podsumowała.
- Płakała? – zdziwił się. Przecież Jen rzadko to robiła, zazwyczaj udawała silną i nie pokazywała słabości. – Zawaliłem, ale zobowiązałem się pomóc Eleanor.
- Pomóc, a przyprowadzać ją tutaj w dodatku olewając swoją dziewczynę to zupełnie coś innego. Jennifer teraz nie wybaczy ci tak łatwo. Ty będziesz posłusznie latał za El, a jej będzie serce pękać. Właśnie do tego doprowadził dzisiejszy dzień. Gratuluję Tommo. – powiedział Zayn nie patrząc na niego. – Ale możesz być pewny jednego, jeśli zrobisz coś jeszcze, przez co Jen będzie płakać to powieszę cię za jaja nad Tamizą, jasne?
Louis tylko przytaknął. Czuł, że najbliższe dni będą dla niego ciężkie. Musiał uważać na to, co robił bo groźba Zayna wydawała się bardzo realistyczna. Podziękował mu i udał się na dół, gdzie Harry i Liam rozmawiali z Eleanor. Usiadł na fotelu czekając aż całe fatum dzisiejszego dnia, przestanie nad nim ciążyć.

_________________________________
Ta daaaaaaaam! :D
Dziękujcie temu, ze nie miałam internetu xD w przeciwnym razie na pewno nie napisałabym tego xD
Trochę smutny rozdział, co? ;x Wiem, taki miał być.
STWIERDZAM, ŻE BĘDZIE MI BRAKOWAŁO TEGO BLOGA, A JUŻ JESTEŚMY NA KOŃCÓWCE ;X 
Gwarantuję, że mój blog o Larry'm na pewno Wam to zadośćuczyni :D
Dedykuję to mojej Sarze z TT! :D #AntyElżunierForever
Liczę na opinię, ostatnio byłam w niebie! <3
+ Koniecznie musicie przeczytać opowiadanie mojej żony Karolajny! Tutaj!
Wszystkie pytania zadawajcie tu: http://ask.fm/DeeDirectioner (ostatnio robiłam porno imagina, warto warto xD)
++ Follow me on Twitter! :D @Dee_Directioner
+++ MAMY 100K WYŚWIETLEŃ!!!!!!!!!!!!!
Love ya! Dee

45 komentarzy:

  1. Ładnie skomentuję, jak będę miała trwalszy dostęp do internetu. Na razie dziękuję za wszystko! Za spędzony czas nad opowiadaniu swojego pomysłu na Larry'ego; za przeczytanie mojego opowiadania i utracone nerwy na słuchaniu moich narzekań. Za wszystko! <3
    Love xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Mam nadzieję, ze Louis zrozumiał co najważniejsze i teraz będzie dobrze ;)

    http://five-directions.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. BOSKIE
    Kocham twojego bloga i
    z przyjemnością go czytam :)
    Czekam na następny mam
    nadzieję że pojawi się niedługo ^_^

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow ; o
    Super, kocham Twojego bloga <3
    Jest interesujący i fajna akcja ; )
    Czekam na nastepny ; D
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  5. CUDOWNY!!!
    Świetny rozdział! Tak mi jest żal Jen, bo widać, że ona kocha Lou,a on tak nawala ze wszystkim. Mam nadzieję, ze wszystko się naprawi. Czekam na następny.:D
    Zapraszam do mnie: http://mirrorandcarrots.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyno wiesz jak mnie doprowadzić do łez. Żal mi się zrobiło Jen. ;c Widać ze go naprawdę kocha, a on zachował się jak skończony dupek w dodatku z klapkami na oczach...
    Smutny ale piękny rozdział..;c ; **
    Dziękuję Ci za niego ; * <3
    Przykro mi że zbliżamy się do końca, ale wszystko ma swój początek i koniec ; **
    Dziękuję ze to piszesz i obiecuję zacząć czytać Twojego drugiego bloga..c;
    http://pechowe-szczescie-czy-szczesliwy-pech.blogspot.com/ Masz ochotę zajrzeć ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaaa, świetny*.*
    Jeśli to naprawdę zasługa tego, że nie miałaś internetu przez jakiś czas, to dziękuję mu za to ;p
    I czekam nn;)
    A tak na marginesie, kolejny rozdział na moim blogu:
    http://illtaketoanotherworld.blogspot.com/
    Jeśli masz ochotę to zapraszam ;)
    Pozdrawiam /A

    OdpowiedzUsuń
  8. Wpaniały :D pisz następny już się nie umiem doczekać :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Next! Wiesz, nie wiem dlaczego ale kiedy to czytam czuję emocje, które czuje Jen. Wygląda na to, że jesteś świetną pisarką.

    OdpowiedzUsuń
  10. Placze ;((
    Swietny rozdzial! Szybko pisz nastepny, bo nie moge sie doczekac. Znowu bede wchodzic co godzine i patrzec. ;))

    @my_swag_Zayn

    OdpowiedzUsuń
  11. jejku popłakałam się .. dlaczego Tommo ją tak potraktował? czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Dlaczego Lou ja tak potraktował?
    Zajmował się Eleanor zamiast Jen.....też bym tak zareagowała gdybym była na jej miejscu.....wspaniale piszesz....nie mogę doczekać się następnego rozdziału...
    http://together-forever-in-love-for-you.blogspot.com/
    http://my-love-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Ryczałam razem z Jen.Louis dupku!Na szczęście sobie wszystko w pore (mam nadzieje) uświadomił.Ani słowa o tym jak zareagował Liam?No eeej,czekam na to w następnym! Wszystko cudnie,love ya . xx Natalia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurwa ,sram .Tak się poryczałam ,że to nie do opisania .Rozdział jest świetny ,wytworzył tyle emocji w mojej głowie ,świetny .Ty jesteś świetna .Czekam na kolejny rozdział tego opowiadania jak i również 'The End..' .
    Kocham Cię normalnie x .

    OdpowiedzUsuń
  15. Koffam to opowiadanie więc ładnie proszę.:nie kończ tego.! jest świetne, takie inne. Ale jeśli skończysz to powieszę cię za cipę nad wisłą. pozdr. niki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zajebiście, zajebiście, zajebiście ! Nie powiem, Louis mnie wkurzył, rozumiem, pomóc Eleanor ale żeby ją przyprowadzać ?!
    Też będę tęsknić za tym blogiem... Strasznie go polubiłam ;]
    Z pewnością jednak nie potrafię się doczekać opowiadania o Larry'm *_*
    Ale tutaj jestem bardzo ciekawa końca opowiadania ;d Happy end czy też jak w poprzednim blogu - tragedia xD

    I jestem zachwycona twoimi pomysłami na temat bloga tego i jeszcze New Beginning ;d Jesteś geniuszem ! ;3

    Pozdrawiam
    Heily xx

    OdpowiedzUsuń
  17. jesteś świetna, chyba się rozbeczę jak skończysz tu pisać :(
    http://mystoryondirection.blogspot.com/ zapraszam tu. dopiero zaczyna a przydało by się wsparcie ..

    OdpowiedzUsuń
  18. świetny rozdział, bardzo mi się podoba, czekam na następny i na ciekawe zakończenie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Super rozdział, czekam na następny. ; D
    Zapraszam do mnie > http://one-direction-wonderful-story.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. aż mam ciarki i gulę w gardle i tak jakby chce mi się płakać. nie zaraz wróć ja płaczę. cholera jasna ja płacze. tak zdecydowanie ja płaczę. no ale whatever . rozdział cudowny, genialny i wgl. naj. Błagam dodaj szybko kolejny. niech się ułoży między Jen a Lou. kocham Cię normalnie za to opowiadanie . zależy mi na opinii osób, które piszą tak świetnie jak Ty, więc zapraszam na mojego bloga żebym chociaż wiedziała czy się do tego nadaje czy nie http://paczanga.blogspot.com/
    Pozdrawiam
    @Dosiek_

    OdpowiedzUsuń
  21. ZAAJEEEEEEEEEEEEBISTEEEE ! Kocham Cię i TO opowiadanie ! Mega to jest no po prostu ! <3. Aww....Uwielbiam to czytać. A ten rozdział jest po prostu, genialny. Nie wiem jek dobrać to w słowa. Nie moge po prostu to jest tak zajebiste ! Będę czytać bloga o Larrym bo wspaniale piszesz ! Cya, ;*

    OdpowiedzUsuń
  22. Kurde.. No faktycznienie zawalił.. Dupek, że co? Że niby El jest ważniejsza, bo jest chora? Kurde no... Nie lubie jej, ani tu, ani normalnie, więc grrr. Zayn i Valentine są suodcy. Zwłaszcza Zayn, taki opiekuńczy Zayn. No ideał. Szkoda mi strasznie Margo, ale mam nadzieje, że powiedziała Li o wszystkim. Czekam na kolejny, bo strasznie jestem ciekawa, jak to się potoczy. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. za czym będę tęsknić jak skończysz bloga ?
    chyba za niewyżyciem seksualnym Harry'ego i Agathy :D
    świetnie piszesz ...
    ja zapraszam na swojego bloga, dopiero zaczynam a to dopiero prolog więc chciała bym się dowiedzieć czy to mi wychodzi ?
    mogę na ciebie liczyć że dodasz komentarz ?
    http://give-you-heart-a-break.blogspot.com/
    z góry dziękuję < 3

    OdpowiedzUsuń
  24. jestem strasznie.. zdziwiona? zawsze czytając opowiadania nie komentuje, chociaż powinnam, mimo to, brakuje mi chyba samozaparcia. moje komentarze są beznadziejne, najczęściej długie i bezsensowne. najpierw muszę ci podziękować za kolejny rozdział, nigdy sama nie dotrę chyba do takiego "stażu" jakim są 34 rozdziały. piszę krótko, bo brakuje mi chęci, jednak uwielbiam jeśli ktoś takową posiada. brakowało mi rozdziałów, bo nie dodajesz ich za często ale jestem dumna, ze nie straciłam wiary i wróciłam do ciebie "ah, jak to brzmi" z resztą nie ważne. mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny rozdział bo nie chciałabym tracić wątku. jesteś naprawdę cudowna, i jeśli informujesz to daj znać i wyślij mi numer gadu, bądź ja ci podam swój. będzie mi brakować twoich słów jeśli skończysz, może się rozczulam, ale obstawiam, że będę płać. ; (

    + zapraszam do ocenienia prologu:
    http://itstheonlyonelifeforus.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. jest świetny :*
    zresztą jak całe opowiadani :)
    szkoda że tak rzadko piszesz !
    czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  26. No cholera ! Przez twoje opowiadanie coraz mniej lubię Lou. Eh. O Eleanor już nie wspomniawszy, chociaż jej to akurat nigdy nie lubiłam. Mniejsza. Jak wariatka wyczekuję nowych rozdziałów na tym blogu. W pełni uzależnienie. Brakuje mi wątku Agathy i Harrego ! :( Ogólnie wszystko świetnie, z resztą jak zawsze. Mam nadzieję, że między Lou a Jenni się ułoży.

    http://one-direction-fan-fics.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Uh, od czego tu zacząć .. będzie brakowało mi tego bloga.
    Od samego początku go czytałaaam . :D. i zawsze jak byłam na internecie patrzałam , czy pojawił się nowy rozdział.
    Ale na szczęście .zaczynasz nowy blog. :D. mam nadzieję , że wypełni pustkę po tym . :D.
    uch Szlaag. coś się kończy a coś zaczynaa :c. :**,
    Mam nadzieję , że na nowym blogu będziesz mieć dużo czytelników . + komentarzy fchuj wiele . :D.
    mm . co do rozdziałuu . :D.
    Zajebisty . Długi . co jest bardzo pozytywne :D.
    Tylko smutnyy . , kurwaaa, głupiaa , El. ;/
    Zawsze musi się , w coś wpieprzyć ;/.
    uhh . myślę , że ten kryzys przetrwają :D.
    mm .
    konieec jakie to dołującee :CC.
    mm . przy ostatnich rozdziałach, życzę efektywnego końca.:d. to Do następnego :**.

    mm . pisałaa Ciociolatto:3.
    x. Elizaa:**.
    + zapraszamy na naszego bloga http://weareyoung1d.blogspot.com/.. :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Oni muszą być razem, szczęśliwi!!! Szkoda mi Jen :( mam nadzieję że niedługo się pogodzą
    BUZIAKI czekam na nn Aga :*

    OdpowiedzUsuń
  29. Aleee superr ! :) Masz WIEELKI talent :* Czekam na nn ;) Przy okazji zapraszam do mnie : remember-me-niall.blogspot.com - liczę na kom ^^

    OdpowiedzUsuń
  30. O M G !!! Jest totalnie mega! Nie mogę się doczekać następnego!!!!
    Dodawaj go szybko!
    Czekam!

    OdpowiedzUsuń
  31. O Mój Bosz !!! Az sie na tym rozdziale popłakałam :( czemu to już końcówka ?? czekam na następny :D:D:D :*

    OdpowiedzUsuń
  32. Kocham ten blog, to opowiadanie ! Mnie również brakuje wątku z Harrym i Agathą. LouLou zachował się niezbyt miło względem Jenni. Nawet nie potrafią sobie wyobrazić tego, jak musiało być jej przykro, kiedy do domu przyprowadził Elenor. Nie mogę doczekać się dalszych rozdziałów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Chciała bym cię zaprosić na mojego bloga. Liczę na szczerą opinię.
      http://usmiech-to-pol-pocalunku.blogspot.com/
      Na ranie jest zawieszony, ale we wrześniu już zaczynam dodawać dalej posty. ; )

      Usuń
  33. Niesamowity rozdział ;) Ale jak to tak Louis mógł potraktować Jennifer?! Głupi Lou i głupia Elka, zniszczyła im już raz życie, była okropna dla Jen a ten jakby sklerozę miał a nie za duże serce... że też ta jej matka musiała zadzwonić akurat do niego... Tym razem niech Louis pocierpi trochę za swoją głupotę, może wtedy coś ogarnie i przestanie ranić Jenni. Raaaany czemu on jest taki naiwny no? Będę to teraz przeżywać jak mrówka okres :D Kiedy nowy dodasz?? :)

    P.S. zapraszam do siebie http://sheneverlove.blogspot.com/ jeśli masz chęć :)

    OdpowiedzUsuń
  34. świetny rozdział :) czekam na następny. niech Lou troszke pocierpi :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Rozdział mega ! Zresztą jak całe opowiadanie ! :*
    Zapraszam do mnie xx http://dreamscometruesony.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  36. Super rozdział :) Dopiero zaczełam czytać twojego bloga, ale jest świetny. Czekam na następny rozdział :)

    Zapraszam równierz do przeczytania moich wypocin.
    http://zagubiona-i-nie-odnaleziona.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  37. ejjjjjj :( kiedy bedzie nastepny rozdzial? juz tak czekam i czekam i doczekac sie nie moge :c z niecirpliwoscia czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  38. Super blog zaobserwowałam i liczę na to samo :D
    http://up-all-night-karcia-sandra.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  39. Mozna sie dowiedziec kiedy bedzie nowy rozdzial? bo juz troche czasu minelo i nie wiem czy bedziesz pisala ten blog czy jednak mam sobie odpuscic ? Milo by mi bylo gdybys odpisala :D

    OdpowiedzUsuń
  40. Kiedy około pojawi sie nowy rozdział . ? : )
    Nie moge się juz doczekać , codziennie wchodze i sprawdzam czy jest jakiś nowy :D

    OdpowiedzUsuń
  41. Ciekawy blog, podoba mi się styl twojego pisania :)
    Jestem Shadow i też prowadzę blogi o One Direction. Szukam akurat nowych czytelników na bloga, którego niedawno założyłam ; http://see-me-in-the-rain.blogspot.com/
    Jednakże poszukuje czytelników też na tego bloga : http://www.without-you-baby.blogspot.com/
    Myślę, że blogi cię zainteresują. Zapraszam i czekam na twoją opinię na moich blogach :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Żyję Twoim blogiem *.*
    Bardzoo, bardzoo proszę o nowy rozdział :*:*

    OdpowiedzUsuń