poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział 35


                Nowy dzień. Louis obudził się tak samo jak zasnął, sam. Jennifer nie chciała spać w tym samym pomieszczeniu co Lou. Czuła się zraniona, a jego obecność w żaden sposób nie pomagała. Świadomość tego, że jego dziewczyna zajmuje pokój gościnny nie nastrajała go pozytywnie. Tęsknił. Może to tylko jedna noc, ale dla niego najcięższa ze wszystkich. Tysiące przemyśleń, setki wniosków. Spał bardzo krótko. Bezsenność odpuściła dopiero nad ranem, ale zanim zdążył się wyspać, zadzwonił budzik. Ten dzień również obiecał Eleanor. Miała pierwszy zabieg, na który bała się iść sama. Czuł się fatalnie, bo to jeszcze bardziej zrani swoją dziewczynę. Był w rozterce. Potrzebował z kimś porozmawiać. Z kimś, kto go zrozumie i nie będzie wymagał zbyt wiele. Z kimś, kto po prostu mu pomoże. Agatha. Pierwsza myśl padła na nią. Była przyjaciółką Jen jak i Lou, więc mogła znać sposób na znalezienie odpowiedniego rozwiązania. Wstał z łóżka i od razu skierował się do pokoju Harry’ego i jego dziewczyny. Zapukał cicho czekając na pozwolenie. Kiedy Haz otworzył mu drzwi, powitał go zranionym spojrzeniem, w którym kryło się ciche pragnienie bliskości przyjaciół.
- Właź Boo Bear. – wpuścił go do środka. – Co cię do nas sprowadza?
- W zasadzie to chciałem zasięgnąć rady u Agathy, ale liczę, że masz trzeźwy umysł i tez mi pomożesz.
- Do rzeczy.
- Jennifer. – powiedział nerwowo przygryzając wargę.
- Rzekłabym, że problemem nie jest Jenni, ale Eleanor. – powiedziała krytycznie Agatha.
- To nieistotne. Jen nie chce ze mną rozmawiać, a ja nie wiem jak ją przeprosić. – usiadł na fotelu wpatrując się w podłogę.
- Nie przepraszaj jeśli zamierzasz to powtórzyć. Els mówiła, że dziś też idziesz z nią. Czego oczekujesz? Że Jennifer wam pobłogosławi? Ta dziewczyna zgnoiła ją publicznie, a ty myślisz, że teraz będą przyjaciółkami? Na jakim świecie żyjesz? – zirytowała się Agatha.
- W takim razie co według was powinienem zrobić? – ukrył twarz w dłoniach. Był bezradny.
- Odpuść. To życie Eleanor i jej powinno zależeć, żeby trwało jak najdłużej. Cały czas będziesz za nią latał, kiedy stwierdzi, że leczenie nie ma sensu? Jak będzie miała 60 lat, też przybędziesz jej z pomocą bo nie weźmie tabletek o wyznaczonej godzinie? To chore. – pokiwała głową z politowaniem.
- Harry, twoja dziewczyna potrafi bez używania obraźliwych zwrotów sprawić, że czuję się jak totalny dupek. – westchnął.
- Poskutkowało? – zapytał Harry obejmując go ramieniem.
- Myślę, że wiem co powinienem teraz zrobić. Dzięki.
Posłał im przelotny uśmiech i wyszedł.
            Jennifer dzisiejszy dzień miała zamiar spędzić w pokoju. Nie miała ochoty rozmawiać z Lou, ani z nikim innym. W tym domu mieszkała tyko jedna osoba, która miała na nią jakikolwiek wpływ i był to Zayn. Traktowała go jak brata, który zawsze ma coś mądrego do powiedzenia. Jego rady zazwyczaj bardzo jej pomagały. Tak samo było tym razem. Siedziała na balkonie paląc porannego papierosa, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Wiedziała, że to on, więc od razu zaprosiła go do środka. Poczuła po chwili dobrze znane jej perfumy.
- Jak tam? – zapytał siadając na drewnianej ławce tuż obok niej.
- A jak ma być? – spojrzała na niego smutnym wzrokiem.
- Liczyłem, że się ogarnął i od rana błagał o wybaczenie pod drzwiami. – przyznał szczerze.
- Nic z tych rzeczy. W zasadzie to nawet nie chcę jego przeprosin. Skoro on jest pewien, że nic się nie stało to nic nie mogę na to poradzić. Poczekam aż to minie, a potem zobaczymy. – westchnęła.
- Powinnaś odpocząć. Wyjedź gdzieś, odpręż się. – zasugerował.
- Myślę, że powinnam się wyprowadzić. Oszczędziłabym i sobie, i jemu różnym krepujących sytuacji. Mógłby zająć się Eleanor. – mówiła całkowicie poważnie, co przeraziło Zayna. Nie wyobrażał sobie tego domu bez swojej przyjaciółki.
- Gdzie pójdziesz? Do Paradise? Sprzedasz się po raz kolejny? Jeśli myślisz, że ci na to pozwolę to się grubo mylisz. Chciałaś odnaleźć dziadków. Weź kogoś ze sobą i jedź. Ty i Louis stęsknicie się za sobą i po twoim powrocie nie będziecie mogli wyobrazić sobie życia bez siebie. Mówię poważnie. – spojrzał na nią zdeterminowany.
- Nie wiem sama. Zayn, zbyt dużo się ostatnio wydarzyło. Duszę się tutaj. Myślisz, że szukanie moich dziadków jest dobrym pomysłem? Wiesz... Może nie chcą mnie widzieć? – zaciągnęła się papierosem.
- Nie dowiesz się, dopóki z nimi nie porozmawiasz. Mogą albo cię nienawidzić, albo kochać. Jeśli nie chcesz ich szukać, to wyjedź gdziekolwiek. Weź wszystkie dziewczyny i zróbcie sobie krótkie wakacje, a my ogarniemy Lou. Nie chcę, żebyś się tu udusiła. Wiesz, że jesteś jak moja młodsza siostra i chcę dla ciebie jak najlepiej. – objął ją ramieniem, a ona ułożyła głowę w zagłębieniu jego szyi.
Pech chciał, że w tym momencie po pokoju wszedł Louis, który widząc jak blisko Jennifer znajduje się Zayn, wpadł w szał. Poczuł piekielną zazdrość i chęć zabicia swojego przyjaciela.
- Jedna dziewczyna to mało, co Zayn? Musisz przystawiać się jeszcze do mojej? Trzymaj łapy przy sobie, okej? – spojrzał na niego krytycznie.
Malik był zaskoczony reakcją Tommo. Zazwyczaj bywał opanowany, ale jeśli chodziło o Jen, stawał się cholernie zazdrosny.
- Louis, o co ci chodzi? Rozmawiamy. To ty wszedłeś bez pukania do pokoju, który obecnie jest mój. Gdybyś poczekał moment usłyszałbyś, że rozmawiamy o tym, co mam zrobić, żeby się tu nie udusić. – zirytowała się Jenni.
- Nie chcę wiedzieć co zobaczyłbym, gdybym poczekał jeszcze chwile. Dlatego tak bardzo się o nią troszczysz. Lecisz na nią, prawda? Ciekawe co na to Valentine, a może jest tylko kolejną zabawką Zayna Malika, którą zostawisz jak znajdziesz inną? – wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Louis! Do jasnej cholery uspokój się! Twój przyjaciel palił ze mną papierosa, a jeśli coś ci się nie podoba to zawsze możesz się pocieszyć w ramionach Eleanor. Czy ty w ogóle słyszysz co sugerujesz? Przyjaźnicie się przecież. Zazdrość tak bardzo zasłoniła ci oczy, że nie widzisz nic? On mi pomaga, kiedy ty latasz za swoją byłą. Nie mam pojęcia co ci odbiło, ale bez względu na twoja odpowiedź podjęłam decyzję. Wyjeżdżam.
Lou zamurowało. Jego dziewczyna chciała go opuścić. Wyjechać i zostawić go samego z bałaganem, który zrobił. Nagle zdał sobie sprawę jak bezpodstawne były jego oskarżenia. Drżał. Bał się cholernie. Była dla niego wszystkim, ale wiedział, że to on skłonił ją do podjęcia tej decyzji.
- O mój Boże... Jennifer. Przepraszam. – wyszeptał chwytając jej dłoń.
- Nie przepraszaj mnie tylko Zayna. Ja już podjęłam decyzję, a on może ci wybaczy te wyssane z palca oskarżenia. – powiedziała i opuściła pokój trzaskając drzwiami.
- Gratuluję wyobraźni Tomlinson. – zakpił Malik wpatrując się w swojego kumpla. – Dobrze wiesz, że tratuję ją jak siostrę i powinienem w tym momencie złamać ci nos, bo znów przez ciebie cierpi, ale wiesz co? Nie zrobię tego. Cierpienie wewnętrze jest bardziej bolesne. Zastanów się co jest dla ciebie naprawdę ważne zamiast doszukiwać się jej błędów. – skierował się do drzwi. – Odezwij się jak będziesz miał coś innego niż podejrzewanie mnie o dobieranie się do twojej dziewczyny.
Wyszedł. Louis dzisiejszego ranka myślał, że gorzej być nie może, mylił się. Może.
            Jennifer nie musiała długo szukać towarzysza na swoją wyprawę. Agatha sama zaproponowała, że odpocznie od widoku Eleanor i Lou. Harry nie był zadowolony, ale po dłuższym czasie stwierdził, że Jen potrzebuje kogoś, kto pomoże jej się pozbierać. Agatha była w tym mistrzem. Sama dużo przeszła, więc miała doświadczenie w problemach różnego rodzaju. Jednak na jej szczęście, Hazza nigdy nie próbował jej zdradzić. Była dla niego idealna pod każdym względem i nie wyobrażał sobie chociażby sypiać z inną kobietą. Agatha spełniała jego najśmielsze fantazje, więc nie myślał nigdy o innej. Była jego jedyną. Louis jednak miał zbyt dobre serce. Mimo bólu, jaki zadała mu Eleanor, on nadal ślepo wierzył, że nie oczekuje od niego niczego poza wsparciem podczas leczenia. Jennifer nie chciała mieć mu tego za złe, ale cierpiała. Musiała odpocząć, a urlop z Agathą wydawał się być kuszącą perspektywą. Postanowiła odnaleźć dziadków i odpowiedzieć sobie na dręczące ją pytania. Całe życie zastanawiała się co skłoniło jej babcię do tak drastycznych środków jak wyrzucenie swojej córki z domu. Maria nigdy nie udzieliła jej odpowiedzi na to pytanie. Nie chciała rozbudzać nienawiści w młodym sercu Jennifer. Z biegiem czasu zaczęła rozumieć coraz więcej i dotarło do niej co takiego zrobiła jej babcia, jednak powód był jej nieznany. Miała do niej żal, że musi wychowywać się w takich, a nie innych warunkach. Była zdeterminowana. Postanowiła sobie, że bez względu na wszystko odnajdzie ich i dowie się prawdy. Zdawała sobie sprawę z tego, że mogą jej nienawidzić, ale miała nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. Dziewczyny zdecydowały się na podróż pociągiem. Pakowanie nie zajęło im dużo czasu, więc postanowiły wyjechać z samego rana. Louis do końca dnia siedział jak poparzony. Nie chciał nic jeść, ani z nikim gadać. Zrezygnował z wyjścia z Eleanor. Zaszył się u siebie i pogłębiał się w swoim smutku. Czuł, że jakaś jako część, jutro go opuści. Miał złe przeczucia. Za wszelką cenę chciał ją zatrzymać, ale po porannym incydencie, Jen nie chciała z nim rozmawiać. Bez słowa przyglądał się jak wynosiła z ich pokoju swoje rzeczy. Cierpiał. Perspektywa kolejnej samotnej nocy sprawiła, że podjął kolejną próbę. Poszedł do pokoju, który aktualnie zajmowała Jen i zapukał dwukrotnie. Usłyszał jej cichy głos, który pozwolił mu wejść. Uchylił drzwi i zobaczył jak jego dziewczyna ociera łzy z twarzy. Płakała przez niego. Nie zniósł tego widoku. Podszedł do niej i mocno przytulił. Wiedział, że to nie wyraża wszystkiego, co chciałby jej powiedzieć, ale skutkuje. Dziewczyna wtuliła się w niego cicho płacząc.
- Jennifer, przepraszam. Zachowałem się jak dupek. – wyszeptał.
- Nic nie mów. Tylko bądź tu ze mną, a nie z nią. – prosiła.
- Jestem z tobą i będę jeśli tylko dasz mi jeszcze jedną szansę. Wiem, że wiele razy zawaliłem, ale zrobię wszystko, żeby więcej nie popełniać tych błędów.
- Lou, ja wyjadę. – powiedziała patrząc mu prosto w oczy.
- Dlaczego? Chcesz żebym umarł z tęsknoty? – otarł kciukiem łzy płynące po jej policzkach.
- Odnajdę dziadków, odpoczniemy. Zayn uważa, że dobrze nam to zrobi. Ty będziesz miał czas pomóc El, a ja w końcu zrobię to, o czym myślałam od dawna. – uśmiechnęła się smutno.
- Ah, Zayn... – zaczął. – Mam złe przeczucie. Wiem, że coś się stanie. – przygryzł nerwowo wargę.
- Wszystko będzie dobrze. – przekonywała go. – Pozwól mi. Nie chcę robić niczego, czemu jesteś przeciwny. Będzie mi lżej jeśli powiesz, że to dobry pomysł.
- Zgodzę się pod jednym warunkiem. – spojrzała na niego pytająco. – Nie każ mi znów spać samemu. Wróć na noc do naszej sypialni.
- Czekałam aż o to poprosisz.
            Ta noc była im potrzebna. Rozmawiali do trzeciej w nocy. O wszystkim. O przyszłości, o błędach, o dzieciach. Każde z nich miało swoją własną wizję, jednak w obu liczyło się to, żeby tylko byli razem. Dużo razem przeszli, więc marzyli tylko o spokoju. Wiedzieli, że praca Lou jeszcze nie raz ich rozdzieli, ale poradzą sobie. Wierzyli w to. Rano nadszedł czas na pobudkę. Jen niechętnie uwolniła się z ramion swojego chłopaka i poszła do łazienki. Po godzinie była gotowa. Agatha zasygnalizowała, że również nie ma nic więcej do roboty, więc przyszedł czas na pożegnanie.
- Naprawdę nie chcecie, żebyśmy was odwieźli? – zapytał Harry.
- Poradzimy sobie. Taksówka już na nas czeka. – odpowiedziała jego dziewczyna. – Do zobaczenia. Bądź grzeczny. – pocałowała go delikatnie i poszła zanieść walizkę do samochodu.
- Jen, zadzwoń jak dojedziecie. – poprosił Zayn.
- Na pewno dam znać, nie martwcie się. – puściła mu oko.
- Trzymaj się siostrzyczko. – uściskał ją przyjaźnie narażając się na wrogie spojrzenia Tommo, ale o dziwo ten był spokojny.
- Dzięki za wszystko braciszku.
- Ejejejej! Jedziesz na kilka dni, nie na zawsze. – powiedział zbulwersowany Lou.
- Kochanie, a co jeśli mi się tam spodoba i postanowię zostać? – zaśmiała się Jen, a Louis zbladł. – Żartowałam. – podeszła do niego całując go czule. – Masz być grzeczny i słuchać się Zayna. Ufam ci i liczę, że dotrzymasz wczorajszej obietnicy.
- Jasne, że dotrzymam. – przyciągnął ją do siebie. – Wracaj szybko. – złożył na jej ustach kolejny pocałunek.
- Do zobaczenia. – powiedziała do wszystkich i opuściła dom.
            Droga minęła im spokojnie. Jednak przez całą podróż, Jen doskwierał ból brzucha. Denerwowała się, Musiała jednocześnie myśleć o tym, co robi jej chłopak i o znalezieniu dziadków. Nie wiedziała w jakiej miejscowości mieszkali. Jednym znanym jej faktem było to, że leżało niedaleko Glasgow. Musiała przeglądać stare dzienniki swojej matki w poszukiwaniu chociażby wzmianki o jej rodzinnej miejscowości. Bez skutku. Dopiero ostatni notes był podpisany wraz z datą i miejscem. Wszystko wskazywało na to, że Jen mogła zacząć poszukiwania. Zameldowały się w hotelu, który wybrał dla nich Harry i wzięły prysznic. Każda minuta przybliżała Jennifer do spotkania z dziadkami. Nie mogła usiedzieć na miejscu.
- Denerwujesz się? – zapytała Agatha.
- Cholernie. Z tego wszystkiego aż źle się poczułam. Od wczoraj nie myślę o niczym innym tylko o tym jak to będzie wyglądało. – chodziła nerwowo po pokoju.
- Usiądź, odpręż się. Mogę zejść na dół, kupię ci drinka czy coś. Hm? – zasugerowała.
- Nie, dzięki. Chyba się zdrzemnę. Wyjedziemy jutro z samego rana, ok?
- W porządku. Idź spać, ja zadzwonię do Harry’ego.
            Noc minęła spokojne. Niestety wszystkie nerwy zaczęły się rano. Odpowiedni strój, makijaż i masa stresu. Jen wiedziała, że ich odnajdzie, ale cholernie się bała. Nie potrafiła przewidzieć tego, co mogłoby się wydarzyć. Na szczęście tabletka na uspokojenie pomogła jej opanować drżenie rąk. Po opuszczeniu hotelu wsiadły w taksówkę, która zawiozła je na dworzec. Czekała je jeszcze niedługa podróż pociągiem. Bearsden było spokojnym miasteczkiem, które zachęcało swoim wyglądem. Jennifer poczuła się tu jak w domu, mimo tego, że nigdy wcześniej jej noga tu nie stąpała. Miała przed sobą misję. Zaczepiała przechodniów pytając gdzie znajdzie dom państwa Stones. Niektórzy ludzie nie wiedzieli o kim mówi dziewczyna, więc zdeterminowana kroczyła naprzód. Dopiero pewna staruszka wskazała jej ulicę, którą powinna podążać. Tak też zrobiła. Wokoło znajdowało się dużo wypasionych domów z basenami i ogrodami. Na podjazdach stały Ferrari, a wszystko było monitorowane. Bogata dzielnica. Na końcu ulicy, tak jak opisywała kobieta, stał wielki, kanarkowy budynek wyglądem przypominając willę. Z ust Jennifer wydobyło się tylko krótkie „wow”. Od razu wróciło wspomnienie dzieciństwa w ubóstwie. Jej dziadkowie żyli w luksusach, a ona ze swoją matką walczyła o przetrwanie. Nie mogła tego pojąć. Była bardzo zdenerwowana. Trzęsły jej się ręce i bolała ją głowa. Chyba nigdy wcześniej nie bała się czegoś tak bardzo, jak teraz.
- Widzę, że źle się czujesz. Dasz radę czy wracamy? – zapytała Agatha patrząc na nią pocieszająco.
- Nie po to tu przyjechałam, żeby teraz wrócić. Albo mnie wpuści i pogadamy, albo mnie stąd wyrzuci i będę chociaż wiedziała na czym stoję. Chodźmy. – otworzyła furtkę i skierowała się białych drzwi. Wzięła głęboki oddech i zadzwoniła dzwonkiem.
Te dwie minuty dłużyły się niesamowicie. Chciała, żeby jak najszybciej to wszystko się skończyło. Nagle zapragnęła wrócić do domu i wpaść Lou w ramiona. Tak, o tym teraz marzyła. Po chwili w drzwiach pojawiła się średniego wzrostu kobieta z ciemnymi włosami, ale kilka siwych włosów już się pojawiło. Miała kilka zmarszczek, ale wyglądała na zadbaną.
- W czym mogę pomóc? – zapytała ostro. Jen już wiedziała, że to nie będzie przyjemna rozmowa.
- Dzień dobry. Jestem Jennifer i… Maria była moją matką. – powiedziała drżącym głosem.
Kobieta zbladła. Zacisnęła mocno pięści i wysyczała jedno zdanie w kierunku swojej wnuczki.
- Zabiłaś ją.
- Co? Nie! Była chora! – broniła się Jen. Czuła jak z nerwów jej brzuch się zaciska i zaczyna boleć ją głowa.
- Gdyby usunęła ciążę nadal by żyła! Wybrała bękarta! – krzyknęła wściekła. – I jak jej się odpłaciłaś? Skończyłaś w burdelu jako tania dziwka. – powiedziała z pogardą.
- Niech pani jej nie obraża. – zaatakowała Agatha, która przyglądała się całej sytuacji.
- To nie ja wyrzuciłam własne dziecko z domu na ulicę! – powiedziała przez łzy.
- Milcz gówniaro! – uderzyła ją w twarz i ujrzała blizny na jej rękach. – Narkomanka! To było do przewidzenia! Wpędziłaś moją córkę do grobu! Jesteś zwykłą ćpunką! – wrzeszczała jak opętana.
Jennifer poczuła okropny ból brzucha. Nie mogła złapać oddechu. Nagle cały świat jej zawirował i zachwiała się znajdując oparcie w swojej przyjaciółce. Ból z sekundy na sekundę nasilał się coraz bardziej. W końcu przestała kontaktować i straciła przytomność.
            Chwila. Jeden moment może sprawić, że żałujemy wszystkich wypowiedzianych w życiu słów. Chwila. Jeden moment sprawia, że tracimy coś, co mogło być dla nas całym światem. Chwila. Jestem moment może sprawić, że zapominamy o postanowieniach jakie mieliśmy. Dziecko. Stracenie tego nienarodzonego boli równie mocno jak utrata tego żywego. Czasem wystarczy pięć minut, żeby pożegnać się na zawsze z częścią samego siebie. Tak, bo z dzieckiem odchodzi kawałek duszy. Nie tylko matki, ale i ojca. Z dzieckiem odchodzi radość i sens dotychczasowej egzystencji. Z dzieckiem odchodzi wszystko. Minęły dwa tygodnie. 14 najcięższych dni w życiu Jennifer. Milczenie i żal. Nic więcej. Louis się martwił. Bardzo mocno martwił się o swoją dziewczynę, która od czasu utraty ich dziecka nie zamieniła z nim słowa. Nie zapaliła ani jednego papierosa i nie chciała jeść. Wyjście ze szpitala było dobre, ale powrót do domu był bolesny. Wszyscy łączyli się w bólu z Lou i Jen. Cały dom stracił członka rodziny. Bez względu na to, czy zdążył się narodzić, czy nie, dla nich nadal był rodziną. Płacz. Litry łez wylali. Z dzieckiem odchodzi radość.
Jen usiadła na schodach, na których miała w zwyczaju palić. Teraz tego nie robiła. Patrzyła w pustą przestrzeń. Prześladował ją obraz płaczącego Lou przy jej szpitalnym łóżku. Cierpiał. W końcu tak bardzo chciał mieć dziecko. Czuła, że go zawiodła. W tym momencie poczuła obok siebie obecność swojego chłopaka. Chciała z nim porozmawiać. Właśnie w tym momencie.
- Louis... – zaczęła niepewnie.
- Oh Jenni. – chwycił ją i posadził na swoje kolana pozwalając jej wtulić się w jego tors.
- Tak mi przykro Lou. – powiedziała przez płacz. – Tak bardzo nie chciałam dziecka, ale kiedy je straciłam... Poczułam największą stratę na świecie. Pokochałam je, kiedy odeszło. Louis. Przepraszam. Zawiodłam cię. Gdybym się zorientowała, że jestem w ciąży. Byłbyś szczęśliwy, a teraz? Nie ma go. Nie ma go z nami. Nie żyje. To był czwarty tydzień. 4 tygodnie było ze mną, a ja o tym nie wiedziałam. Przepraszam cię za wszystko. – mówiła cały czas płacząc.
- Jen, kochanie... To nie twoja wina. To ja zawaliłem. Zajmowałem się każdym, tylko nie tobą. Powinienem być tam z tobą. Nie powinienem dopuścić do takiej sytuacji. Ono odeszło, ale nadal mamy siebie. – pocałował ją czule. – Widzisz... kiedy siostra Harry’ego straciła dziecko, myślała, że to koniec. Mówiła, że jej życie nie ma sensu. Teraz jest szczęśliwa, bo wie, że nie była gotowa. Jenni, poradzimy z tym sobie.
- Lou, ty pragnąłeś dziecka. Tak bardzo chciałeś zostać ojcem..
- Shhh. – uciszył ją. – Teraz pragnę tylko jednego. – powiedział patrząc jej w oczy. – Wyjdź za mnie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
PRZEPRASZAM! NAJPIERW AWARIA POTEM BRAK WENY!
TO OSTATNI ROZDZIAŁ. ZAPRASZAM ZA NIEDŁUGO NA EPILOG!
+ DEDYKUJĘ TO GOSI! MASZ GIMBUSIE I SIĘ CIESZ! <3
++ WBIJAĆ NA BLOGA O LARRYM! DODALAM PIERWSZY ROZDZIAŁ! http://stones-taught-me-to-fly.blogspot.com/
LOVE YA! DEE!

30 komentarzy:

  1. Awwwwwwwwwwwwwww liczę na to, że będę pierwsza. Dziękuję za dedyka i ten rozdział był najlepszy nie licząc tego jak Margo pojawiła się w opowiadaniu. na początku "- Dlaczego? Chcesz żebym umarł z tęsknoty? – otarł kciukiem łzy płynące po jej policzkach." jak się coś czyta to ma się to automatycznie przed oczami nie? a ja pomyliłam kciuk z łokciem i wybuchnęłam głośnym śmiechem którego długo nie mogłam pohamować a to przecież była taka smutna scena. Po drugie.. z tą babcią to spodziewałam się jednak szczęśliwszej wersji no ale cóż. Lama zostanie lamą i gimbusy nigdy się nie zmieniają. Z tą ciążą to mega zaskok i straaaaaaaaaaasznie smutne. iiiiiiii teraz tylko czekam na Epilog wielkie wesele i żeby wszyscy żyli dłuuuuugo szczęśliwie <3

    GIMBUS.

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże dziewczyno. Dlaczego to tak pięknie kończysz ? wg całe to opowiadanie jest takie piękne;c ; *** ze aż się płakać chcee;c
    Dobnra ja to się nie bede rozpisywać ale czekam na piekny Epilog <3

    OdpowiedzUsuń
  3. rozwaliłaś mnie.. nie mogę się pozbierać a z moich oczu lecą łzy, których po prostu nie mogę zatrzymać. dlaczego musiałaś zakończyć tak brutalnie? rozumiem nie chciałaś Happy End'u ale utrata dziecka? na początku chciałam skopać Lou. spierdzielił sprawę, ale potem przyszedł, przytulił i obiecał, że wszystko będzie lepiej niż teraz. poczułam ciepło na sercu, kiedy dziewczyna powiedziała, żeby On po prostu był. Bo to właśnie jest najważniejsze. Bycie. Jeśli człowiek jest przy tym drugim człowieku, jego szczęście jest najważniejsze. Kiedy Loueh powiedział, że pragnie aby Jen za niego wyszła, po prostu nie wytrzymałam. Rozpłakałam się jak Niall kiedy niedostał się do X Factor'a. To wszystko jest takie prawdziwe.. Wiesz, że masz talent? A ja zawsze będę jego fanką.
    całuję Ann <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak mogłaś?!! ja się ciebie pytam...powinnaś kontynuować to a nie zaczynać nowy.. Dziewczyno to było zajebiste.. nie mówie że ten nowy i nowszy są gorsze, ale przyzwyczaiłam się do tego... Szczerze mówiąc to był jeden z lepszych blogów jakich czytałam.. a było ich sporo na prawde uwierz mi....powinnaś jeszcze troche tu napisać .

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow! Tylko tyle jestem w stanie napisać! Niesamowicie emocjonalny rozdział...Tak bardzo się cieszę, że Lou wreszcie zrozumiał swój błąd! Ale wieść o utracie dziecka całkowicie mną wstrząsnęła! Kurcze szkoda, że tak to się skończyło, ale ostatnie zdanie Lou wynagradza mi to! Rozdział naprawdę świetny. Szkoda, że to już koniec, ale będę czytać Twoje nowe opo o Larrym :)
    I czekam na epilog z happy-endem :)
    pozdrawiam
    Madeline Xxx

    OdpowiedzUsuń
  6. Na jebanym twitterze jest jebany limit . Nie chciałabyś widziec mojego zaryczanego ryja teraz .Moment o dziecku wywołał we mnie takie emocje ,że to nie do opisania w dodatku oświadczyny Louisa ,to jest piękne ,historia jest niesamowita . Napisz jakąś książkę bo jeszcze żadnej nigdy nie przeczytałam a twoja byłaby pierwszą i pewnie jedyną ..

    @Patrycja_lamlam

    OdpowiedzUsuń
  7. O MÒJ BOŻE. cudowny rozdział. końcówka - zatkało mnie. szkoda, że to już ostatni rozdział. będę tęsknić za tym opowiadaniem. odwaliłaś kawał dobrej roboty, dee. czekam na epilog. pozdrawiam xoxo

    OdpowiedzUsuń
  8. O MÒJ BOŻE. cudowny rozdział. końcówka - zatkało mnie. szkoda, że to już ostatni rozdział. będę tęsknić za tym opowiadaniem. odwaliłaś kawał dobrej roboty, dee. czekam na epilog. pozdrawiam xoxo

    OdpowiedzUsuń
  9. GENIALNY, CUDOWNY, ŚWIETNY!!! Tak nie mogłam się doczekać tego rozdziału, a teraz się załamałam, że to ostatni. Strasznie będzie mi brakować Jen i Lou. Tak się cieszę, że oświadczył jej się, i że w końcu się opamiętał.Zawsze jak oglądam filmik z USA i Lou mówi: "Hi, I'm Jennifer" to od razu myślę o Twoim blogu. Czekam na epilog <3

    OdpowiedzUsuń
  10. CO ? OSTATNI ? ALE ŻE JAK TO ? o_o
    :( JESTEŚ CUDOWNA I STRASZNIE BĘDZIE MI CIE BRAKOWAŁO +
    BĘDĘ NA EPILOGU ♥ KOCHAM

    OdpowiedzUsuń
  11. CUDOWNY nareszcie się doczekałam ;] , szkoda że to koniec , ale blog zawsze będzie moim ulubionym ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. ten rozdział po prostu miażdży, świetnie Ci on wyszedł ;) szkoda ze to koniec, ale zawsze zostanę duża fanką Twoich blogów, bo są po prostu genialne! nie mogę się już doczekać zakończenia <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Boże, to takie piękne. Masz wielki, ogromny talent dziewczyno! Twoje opowiadanie jest po prostu cudowne ; ) Szkoda, że kończysz tego bloga, ale wiadomo, zawsze przyjdzie taki moment. No cóż, czekam na epilog ; )
    one-direction-wonderful-story.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. oo Boże normalnie poryczałam się.
    Jaka szkoda, że to koniec.
    Ale i tak to opowiadanie będzie najlepszym jakie w życiu czytałam. A Tyy masz oggggggggrrrrrrrroooooooooomny talent.
    Tylko pozazdrościć. Mam tylko nadzieję, że kiedyś napiszesz książkę.
    Z niecierpliwością czekam na epilog. ; ))

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurde.. Szkoda, że został tylko epilog.. :c .
    W podajże 2 dni przeczytałam całe Twoje opowiadanie i muszę stwierdzić, że jest na prawdę świetne. :) . Będzie mi brakowało tego bloga.. Ehh. Ale cóż. Wszystko się kiedyś kończy.. Niestety...
    Pozdrawiam . ! ; * .

    OdpowiedzUsuń
  16. w końcu doczekałam się rozdziału!
    Rozdział jest świetny, też myślałam, że z babcią będzie inaczej. A to poronienie... Nie spodziewałam się. Szkoda, że to już koniec, ale wszystko ma swój kres.
    Czekam z niecierplwością na epilog! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. czemu już koniec??:( to jedne z nielicznych opowiadań, które czytałam z zapartym tchem i ciekawością bez granic! za każdym razem niecierpliwie czekałam na każdy rozdział, to opowiadanie jest niesamowite i wyjątkowe. CZEKAM NA EPILOG!!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  18. JAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAACIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE szkoda, że ostatni chyba będę płakać :') Mam nadzieję, że szybko epilog! kocgam i zapraszam do mnie http://onedirectioniandrea.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Czy ja kiedykolwiek wspominałam jak bardzo Cię kocham? Tak. Oh, to dobrze. Więc słuchaj, bo to moje odczucia. No, więc bałam się, że ona kaputnie i bum. Powtórka z rozgrywki. Ale to dziecko. Przypuszczałam tak od połowy rozdziału, "doskwirał jej ból brzucha" Pierwsza myśl dziecko, a Ty napisałaś nerwy, więc kicha, ale podejrzenia zostały. Cieszę się , że między nimi wszystko w porządku, i w moich oczyskach pojawiły się łzy kiedy przeczytałam koncówkę a dokładnie ostatnie trzy słowa. Strasznie się cieszę, że to piszesz, i jestem totalnie załamana, gdyż niedługo pojawi się epilog, i będę musiał pożegnać się z tym opowiadaniem. Jest takie uhh.. Jest tu wszystko, nie jest to przesłodzona historia o tym, że dziewczyna poznała kogoś z 1D i żyli długo i szcześliwie. To taka historia, która zdarza się raz na tysiąc. Jest poprostu idealna. Cholera, nie chcę, żeby to był koniec. Chcę, żebyś pisała to dalej. Rozpłaczę się zaraz. Już tak mam. Mimo wszytsko dziękuję Ci, za to co napisałaś, i za to co chcesz jeszcze napisać, ta historia jest idealna i stała się częścią mojego życia. Po raz kolejny dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  20. to nie może byc ostatni ; c
    załamałam się
    więcej napisze ci pod epilogiem
    teraz nie jestem w stanie
    musi do mnie dotrzeć że już nie bede czytać tego bloga

    OdpowiedzUsuń
  21. Szkoda że to koniec. Pokochałam ten blog. Byl zawsze na pierwsyzm miejscu co do przeglądania ich a wgl to czytałam go chyba trzy razy i nadal mi sie nie znudził. Musisz kończyć tego bloga? Fajnie jakbyś jendak ciągnęła go dalej. Wszyscy co czytają tego bloga to myślą tak samo co nie dziewczyny? nie kończ go bo będzie wielka szkoda. Pozrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  22. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! normalnie mam dreszcze, matko jedyna jakie to cudowne ! *_______* jedno marzenie *.* końcówka mnie powaliła na kolana. ubóstwiam Cię, dziękuję, to wszystko co miałam powiedzieć :D http://paczanga.blogspot.com/
    @Dosiek_

    OdpowiedzUsuń
  23. Wycierając wierzchem dłoni po raz kolejny łzy spływające po zarumienionym policzku, zrozumiałam, że miłość zwycięża wszystko. Nawet najgorszy etap naszego życia, gdy w ogromie miłości i uczucia tracimy coś, co po stracie okazuje się być czymś, co kochaliśmy. I bez względu na myli, słowa i gesty, jakimi zostaniemy obdarzeni - poczucie winy zawsze będzie zwyciężać.
    Czytając ten rozdział, zastanawiałam się, dlaczego nieszczęście musiało przytrafić się właśni im? Dlaczego Jen przez większość swojego życia musiała cierpieć, a na koniec, gdy chciała zmienić coś w swoim życiu, została obdarzona najgorszymi epitetami. Już nawet praca w Paradise, czy sytuacja z Maxem według mnie nie była tak skomplikowana i trudna. Po prostu uczucia gromadzące się we mnie ujrzały światło dzienne, a ja sama nie wiem, czy na pewno chcę się nimi karmić. Nie lubię płakać, być smutna i roztrzęsiona. Nie lubię cierpieć, a sytuacje zgromadzone w tym rozdziale, mimo tego, że są tylko wytworem twojej wyobraźni, sprawiają, że zaczynam wariować. Ta obawa jest uzasadniona. Przerażenie? Nie sądzę.
    Dziecko jest pięknym elementem życia. Nowe życie. Dlaczego właśnie im nie było one dane? Dlaczego musieli cierpieć, by historia, którą własnoręcznie tworzyli okazała się być niekompletna? Nie zrozumiem żałości i roztrzęsienia Jennifer, gdy Louis zgarniał jej kruche ciało w swoje silne ramiona i oferował opiekę. Ciepło jego serca i szorstkość nieporadnych dłoni zapewniła jej bezpieczeństwo. A razem z bezpieczeństwem przyszło jedno, jedyne marzenie Louis'ego - małżeństwo.
    Teraz, po zakończeniu tej historii, mimo że nie komentowałam od początku, mam nadzieję, że mi wybaczysz i zrozumiesz, że w głębi serca, chociaż tego nie okazywałam, jestem ci wdzięczna za każe najmniejsze, zamieszczone tutaj słowo. Teraz oczekuję tylko epilogu, który będzie dopełnieniem. Mam nadzieję, że nie będę czuła niedosytu.
    Love xx
    Za wszystkie słowa, gesty i myśli. Kocham cię - i tak zostanie.

    OdpowiedzUsuń
  24. CO!?!?!?! Ostatni!? Nieeeeeee!!!!!!!!!! :( Był taki świetny, masakra ;(
    Oczywiście rozdział genialny, ale nie moge sie pogodzić z myślą, że to już koniec . ;/
    Ale rozumiem. I tak podziwiam za te wszystkie pomysły itd. Wene dziewczyno to ty masz niesamowitą. Gratuluję!

    Tymczasem zapraszam na swojego bloga, który dopiero sie rozkręca, byłoby mi miło, jakbyś wpadła, ale jeśli nie masz ochoty ani czasu to zrozumiem. Oto on: http://illtaketoanotherworld.blogspot.com/
    Z góry dzięki. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. To ostatni?!!!!!!!!!!!!
    Nie mogę w to uwierzyć......Nie mogę pogodzić się z tym, że to już koniec.
    To opowiadanie było takie cudowne..Należało do jednego z najlepszych opowiadań jakie czytałam....... Wszystko w nim było idealne! I na koniec te oświadczyny......OMG nigdy go nie zapomnę....tych emocji i w ogóle.....a na tego drugiego bloga wejdę na 100%

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie dochodzi do mnie to, że to ostatni rozdział przed epilogiem. To opowiadanie miało coś w sobie, było inne od wszystkich i za każdym razem chciało się go czytać. Zawsze czekałam z niecierpliwością, aż dodasz następny rozdział. Teraz z niecierpliwością, ale także smutkiem będę wyczekiwać epilogu. Ostatnie trzy słowa na końcu rozdziały mnie zamurowały :) Gapiłam się na nie z 10 min i nie mogłam uwierzyć. Jednak tak strasznie szkoda mi dziecka Jennifer ;C Jak to mam w zwyczaju płakałam na tym momencie ;( I uroniłam też łzy wzruszenia podczas końcówki rozdziału czy oświadczynach :) To tyle, możesz spodziewać się mojego komentarza pod epilogiem. Muszę napisać coś wspaniałego, wspaniałej autorce ;*

    OdpowiedzUsuń
  27. LoveLou+Jenni:)29 sierpnia 2012 12:05

    WOW! Jendo słowo które przychodzi mi teraz na myśl...ale nie zrozum mnie żle jednak myśle ze robisz MEGA błąd kończąc go. Osiadasz na laurach. Wiem ze piszesz jeszcze kilka blogów ale ten jest naj,najlepszy. I pisze to szczerze. To najlepszy blog jaki czytalam a ty chcesz to skonczyc.Tą notke czytam 4 raz a to opowiadanie czytałam ogólnie 3 razy. I jeszcze mi sie nie znudzil, a wręcz przeciwnie. Piszesz z takimi emocjami, że aż samemu chce sie w niektórych momentach płakać czy śmiać. Nie kończ go tylko pisz ciąg dalszy, nawet poświęcając innego bloga swojego. Bo ten nierowna sie z żadnym z tamtych, nawet oceniając tamte wszystkie razem. Nie popełniaj błędu którego potem nie będziesz mogła odkręcić i pisz odc. 36 a nie epilog. Pozdrawiam i licze że nie "uśmiercisz" tego opowiadania.:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Piękna historia.. i skoro czujesz, że trzeba ją skończyć, to tak zrób. Autor wie najlepiej. Wszyscy zapamiętamy to opowiadanie jako jedno z najlepszych. Nie mogę się doczekać epilogu. Pozdrawiam!
    http://five-directions.blogspot.com
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  29. [SPAM]
    Wejdziesz?
    http://forever-in-my-dreams.blogspot.com/
    Serdecznie zapraszam, sory za spam :P

    OdpowiedzUsuń