sobota, 1 września 2012

With you, till the end...


Soł... Mój Larry shot. Ma 2946 słów i pewnie dużo błędów, ale pisałam go płacząc i wgl. Musiałam, po prostu musiałam to napisać. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Dedyk dla Mariki, która jest wspaniała! <3 Love you lots!
SHOT NIE MA ZWIĄZKU Z OPOWIADANIEM!

Przy czytaniu włącz koniecznie: http://www.youtube.com/watch?v=o6EiVTNvG9k
Enjoy!
____________________________________________________________

- Tak Nick, za chwilę będę. – powiedział Harry kończąc połączenie.
Ten dzień zapowiadał się tak poprzednie. Niesamowicie ciężko. Kolejny raz młody piosenkarz musiał założyć maskę, aby wszystko to, co ukrywa, nie ujrzało światła dziennego. Wyszedł z łazienki ubrany najnormalniej na świecie. Zwykły szary t-shirt i ciemne spodnie. Szybko poprawił swoje włosy i ruszył do kuchni, żeby zjeść cokolwiek. Ostatnio nie miał apetytu. Jadł jedynie jakieś owoce, żeby nie zasłabnąć. Za dużo stresu, za dużo udawania. Oparł się o blat kuchenny konsumując winogrona, które kupił poprzedniej nocy. Czy to dziwne, że kojarzyły mu się z Lou? Zawsze podczas wspólnych wypadów do Tesco, kupowali dwa opakowania i robili zawody na to, kto zje ich więcej. Czasem po prostu karmili się nimi nawzajem, albo rzucali sobie do ust. Zwykły owoc, a jak cieszył. Jeszcze jakiś czas temu wpadłby do sypialni swojego przyjaciela i obudził go czułym pocałunkiem, ale nie tym razem. Już od dawna im się psuło. Cały czas tylko utwierdzali się w fakcie, że dla dobra zespołu powinni odpuścić. Powinni przestać próbować. To bolało. Harry czuł ból, który rozsadzał go od środka. Cierpiał i płakał nocami nad swoim losem. W końcu nie każdy okłamuje samego siebie. Hazza poczuł wibrację telefonu. Wyświetlacz wskazał jedyną osobę, która interesowała się nim w ostatnim czasie. Nick.
- Harry, jeśli jeszcze nie wyjechałeś to nie jedź tam gdzie zawsze, przyjedź do mojego mieszkania, dobrze?
- Tak, nie ma sprawy. – powiedział lekko przygnębiony.
- Kochanie, jesteś smutny?
- Raczej zmęczony.
- Możesz zostać w domu, nie musimy się dziś widywać jeśli źle się czujesz. Mogę przyjechać i się tobą zająć jeśli tylko chcesz. – powiedział niezwykle troskliwym głosem.
- Nie, jest w porządku. Chcę do ciebie pojechać. Louis siedzi dzisiaj w domu. Nie chciałbym, żeby doszło do waszej konfrontacji.
- O czym ty mówisz? Przecież on już dawno przestał się tobą interesować.
Zabolało. Dla Harry’ego miesiąc to wcale nie było tak dawno. Czuł, że gdyby tylko Louis chciał, to byliby w stanie odbudować wszystko, co zburzyli. Czuł się fatalnie po tym, co powiedział Nick. Nagle zachciało mu się płakać i nie potrafił się uspokoić. Po chwili z pokoju wyłonił się Lou, który posłał mu obojętne spojrzenie i podszedł do lodówki wyciągając z niej dzbanek soku pomarańczowego.
- Em.. Masz rację. – westchnął. – Przyjadę, czekaj na mnie.
- Będę czekał. Kocham cię Harry.
Rozłączył się. Nie przeszłoby mu przez gardło kolejne kłamstwo. Nie kiedy obok niego stał Louis.
- Wychodzisz gdzieś? – zapytał z zainteresowaniem przyglądając się mu.
- Tak, jadę do Nicka. Nie będzie mnie, więc jeśli chcesz zaprosić Eleanor to się nie krępuj. Nie będę wam przeszkadzał. – powiedział chcąc udać się w stronę drzwi, ale głos Tomlinsona go sparaliżował.
- Myślałem, że spędzimy ten dzień razem. Wiesz, jak kiedyś. Harry Potter i te sprawy. – westchnął. – Ale skoro już umówiłeś się z nim...
- Wybacz, ale spędzenie z nim czasu jest dla mnie ważne. Korzystam z każdej wolnej chwili, żeby go zobaczyć, więc dziś też wrócę późno. – powiedział stojąc do niego tyłem.
- Cóż za poświęcenie dla przyjaciela. Jestem pod wrażeniem. – odpowiedział lekko bezczelnie, ale Harry wiedział jak go zgasić. Dwa lata zrobiły swoje, więc znał go na pamięć.
- My już od jakiegoś czasu nie jesteśmy tylko przyjaciółmi. – odwrócił się do niego przodem i posłał mu obojętne spojrzenie.
- Co m-masz na myśli? – zajęknął się lekko.
- Ja i Nick jesteśmy razem. – odpowiedział pewny siebie. Jednak głos mu się załamał. Nie wytrzymał presji.
- A-ale. – zaczął Lou.
- Nie zmienisz tego, Louis. Nick jest moim chłopakiem, a ty sobie z tym poradź. – odpowiedział i hamując łzy wybiegł z domu chwytając kluczyki od auta.
- Harry... – wydusił z siebie starszy chłopak, kiedy Styles zniknął w drzwiach.
Żałował. Żałował wszystkiego co wydarzyło się przez ostatni miesiąc. Był wściekły na siebie, że odtrącił go od siebie, kiedy ten pewnego dnia pragnął publicznie go objąć. Nienawidził siebie za to, że zrobił mu o to awanturę, kiedy wrócili do domu. Nagle zapragnął cofnąć czas i odzyskać każdą straconą okazję, żeby go pocałować. Zawsze był tchórzem, ale teraz przez swój strach stracił jedyną osobę, na której naprawdę mu zależało. Nauczył się udawać, że tak nie jest. Skoro potrafił przekonać niektórych ludzi, że kocha Eleanor prawdziwą i szczerą miłością, to dlaczego miałoby nie udać się okłamać Harry’ego? Tak wydawało się prościej. Oszukać go i udawać, że już nic ich nie łączy. Wiedział, że go ranił. Słyszał jego nocny płacz i gryzł pięści, żeby nie pójść i nie przeprosić. Wiele razy sam po prostu siadał na podłodze i ryczał jak dziecko. Za ścianą jego szczęście marzyło o śmierci, a on był zbyt wielkim dupkiem, żeby postawić się tym, którzy stawali im na drodze. Zawsze tak było, że to Harry walczył o ich wolność. Robił prowokujące tatuaże i w oczywisty sposób pokazywał, że Lou nie jest mu obojętny. Miał gdzieś zasady, dlatego to Louis musiał odpracowywać jego błędy. Im bardziej Hazz się stawiał, tym więcej czasu Tommo musiał spędzać z Eleanor. Lou nienawidził go za to. Wielokrotnie prosił, żeby przestał za wszelką cenę pokazywać światu, że jest gejem i po prostu cieszył się tym, co mają będąc w domu, ale Harry nie zamierzał tego robić. Nie rozumiał, że jego chłopak za to płaci. Każdy „pocałunek”  z Eleanor kosztował go bardzo dużo. Kiedy wracał do domu po bardzo ciężkim dniu, marzył jedynie o tym, by wpaść Harry’emu w ramiona i przeprosić za to, co w najbliższym czasie ujrzy w internecie i czasopismach. Tak też robił. Wchodził do domu z płaczem, bo nie miał siły dłużej tego ciągnąć. Na szczęście od razu po przekroczeniu progu, Styles pojawiał się przy jego boku i nie pozwalał upaść. Pozwalał znaleźć mu schronienie w swoich silnych ramionach i trzymał go w nich, dopóki nie przestał płakać. Louis przepraszał. Tysiące razy przepraszał za to, co musi przeżywać Harry. Za to, że musi widzieć jak Eleanor trzyma jego dłoń zamiast niego. Za to, że to ona dotyka swoimi ustami jego warg publicznie, zamiast niego. Za to, że musi czytać tweety, w których to jej wyznaje miłość zamiast jemu. Przepraszał, bo czuł, że powinien. Czuł, że Harry zasłużył na więcej niż mu daje, ale dziękował mu za każdym razem, że nadal jest. Właśnie tak było do pewnego czasu. Dwaj oddani sobie, zakochani chłopcy. Niestety w pewnym momencie coś pękło. Niewidzialna nić, która trzymała ich przy sobie, rozerwała się. Z dnia na dzień stali się sobie obcymi ludźmi. Wystarczyła jedna kłótnia. Jedna bezsensowna wymiana zdań w studio, a wszystko o co walczyli, przepadło. Tak po prostu. Pękło jak bańka mydlana. Zaczęło się niewinnie. Harry przytulił Lou, ale w tym momencie do środka wszedł Marco. Nie był zadowolony, że czują się tak swobodnie przy chłopcach i osobach, które tam pracowały. Louis zastosował się do ostrzeżeń. Harry nie zamierzał. Kiedy mężczyzna opuścił pomieszczenie, Hazz ponownie zechciał trzymać starszego chłopaka w swoich ramionach. Zayn nie wytrzymał. Wyszedł zostawiając ich z pytaniami, na które nie znali odpowiedzi. Liam i Niall wiedzieli co jest grane. Delikatnie wytłumaczyli swoim kumplom, że Zaynowi jest trudno pracować, kiedy oni nie szczędzą sobie czułości. Najmłodszy chłopak był zły. Opuścił studio wcześniej niż wszyscy. Zaszył się w mieszkaniu oglądając Titanica już setny raz. Kiedy jego chłopak wrócił, wyłączył mu telewizor chcąc porozmawiać. Zakończył to. „To nie ma sensu. Rujnujemy zespół. Musimy wybrać co jest dla nas ważne, a ja nie zostawię chłopaków.” – właśnie takich słów użył. Świat Stylesa skończył się w momencie, kiedy Lou opuścił ich wspólną sypialnię. W tym momencie żałował. Żałował, że do tego doszło. Żałował, że podjął decyzję za nich obu. Teraz jednak było za późno. Jego szczęście uciekło do kogoś innego. Zrezygnowany usiadł na podłodze i ukrył twarz w dłoniach.
- Będę o ciebie walczył. – mówił sam do siebie. – On mi cię nie zabierze. Nie pozwolę na to...

Harry przez całą drogę do Nicka, powstrzymywał łzy. Nie sądził, że „rozmowa” z Lou będzie taka ciężka. Chciał zostać z nim i oglądać filmy, ale nie mógł. Louis zranił go i nie zamierzał mu wybaczać. Teraz był w związku. Miał chłopaka, który go kochał i był w stanie zrobić dla niego wszystko. Hazza czuł się wyjątkowy. Nick zawsze stawiał jego potrzeby nad swoje i nigdy do niczego go nie zmuszał. Był czuły i troskliwy. Niestety żadna z tych cech nie pomagała Harry’emu zapomnieć o wszystkim, co przeżył z Tomlinsonem. Każde odwiedzone miejsce kojarzyło mu się z nim. Każde zachowanie Nicka przypominało mu, jak bardzo rożni się od osoby, którą kocha. Jak bardzo był inny niż Lou. Było mu trudno. Każde spotkanie uświadamiało Harry’ego w fakcie, że jest  w niewłaściwym miejscu. Tak samo było tym razem. Szedł schodami kamienicy podążając do mieszkania swojego chłopaka. Kiedy dotarł, zapukał dwukrotnie, a w drzwiach po chwili pojawił się on. Wysoki mężczyzna o ciemnych włosach, z dwudniowym zarostem. Harry nawet nie zdążył nic powiedzieć. Nick pociągnął go za rękę i przyparł do ściany, składając na jego ustach zachłanny pocałunek. Styles nienawidził tego. Marzył, żeby to usta jego byłego, namiętnie wpijały się w jego wargi. Tak jednak nie było. Niepewnie odwzajemnił pocałunek, ale Nick wyczuł jego wahanie.
- Co się dzieje? – zapytał troskliwie gładząc ręką jego policzek.
- Louis. – wydukał jedynie odwracając wzrok.
- Co znów zrobił? – wycedził zirytowany zaciskając jedną pięść. Reagował tak za każdym razem, kiedy Harry przez niego cierpiał.
- Nic. Dowiedział się o nas. Po prostu. – odpowiedział wymijając go i siadając na kanapie, która była świadkiem wielu niechcianych przez Harry’ego pieszczot.
- To nie powinno mieć dla ciebie znaczenia. Prędzej czy później i tak by się dowiedział. Nie mogłeś ukrywać tego w nieskończoność. Jest zły? Pokłóciliście się? – przysiadł się do niego obejmując go ramieniem. – Obraził cię?
- Nie. Nic z tych rzeczy. Po prostu... Był zdziwiony i jakby... smutny. – powiedział tępo patrząc się w przestrzeń.
- Harry spójrz na mnie. – chwycił jego podbródek. – Jeśli chcesz tam wrócić, to jedź. Wiesz, że chcę twojego szczęścia. – rzekł przygnębionym tonem.
- Nie wrócę tam. Jestem z tobą. On mnie zostawił. Zakończył to jak jakąś grę, która dla niego nie miała znaczenia. Nienawidzę go za to, co mi zrobił. Nienawidzę go za to, że zabawił się mną. Nie znaczy dla mnie kompletnie nic. Liczysz się ty. Nie jakiś frajer z Doncaster, który myśli, że może wszystko. – starał się brzmieć pewnie, ale nie wyszło mu.
- Wiem, że kłamiesz Hazz... Przestań to robić i bądź ze mną szczery do cholery! – podniósł głos wpatrując się w niego z wyrzutem.
- Chciałbym do niego wrócić. – powiedział szczerze. – Ale zdecydowanie bardziej chcę być teraz z tobą i zapomnieć o wszystkich złych rzeczach, które mi się przydarzyły. Bo ty jesteś jedynym dobrem, jakie ostatnio pojawiło się w moim życiu. – dokończył swój wywód po czym zatopił swoje usta w jego.
Czuł, że robił źle. Czuł, że to nie to. Mimo wszystko nie przestał. Wręcz przeciwnie. Usiadł mu na kolanach i przyssał się do jego szyi chcąc zostawić na niej ślad. Ten jednak go powstrzymał.
- Jesteś niegrzecznym chłopcem, Harry. – zaśmiał się pod nosem.
Harry zamarł. Louis mówił do niego w ten sposób zawsze, kiedy ten w brutalny sposób rzucał się na niego w progu, aby go całować. Poczuł się fatalnie. Wspomnienia będą go niszczyć, aż w końcu zwariuje. Bał się, że Nick to zauważył, ale tym razem się nie zorientował. Dla Harry’ego atmosfera w domu była zbyt napięta. Pragnął wyjść na zewnątrz i zaczerpnąć świeżego powietrza.
- Nick... Wyjdźmy gdzieś. Nie chcę tutaj siedzieć. – powiedział składając delikatny pocałunek na jego skroni.
- Gdziekolwiek zechcesz. – odpowiedział posyłając mu promienny uśmiech.
- A więc w drogę.

Reszta dnia minęła w miarę spokojnie. Harry starał się unikać sytuacji, które mogłyby przypominać mu o Lou, a Nick robił wszystko, żeby jego chłopak czuł się pewnie. Chodzili razem po parku jedząc lody i śmiejąc się jak idioci. Hazz uwielbiał jego towarzystwo. Był jego najlepszym przyjacielem i rozumiał go jak nikt inny. Pomagał mu wyjść z dołka, kiedy Tomlinson nawalił, więc Styles nie zamieniłby go na nikogo innego. Jedyny problem polegał na tym, że Harry nie czuł do niego nic, poza braterską miłością. Oszukiwał nie tylko samego siebie, ale i jego. Jedyną osobę, która starała się wyciągnąć go z gówna jakim była miłość do Tomlinsona, dupka, który stchórzył. Dochodził wieczór. Harry niechętnie otworzył drzwi swojego domu i odłożył kluczyki od auta na szafce. Zdjął buty i poszedł do kuchni. Panował tam totalny bałagan. Zbite naczynia i pełno zapisanych kartek. Przeraził się. „Gdzie do cholery jest Louis?” – pomyślał od razu. Stał jak sparaliżowany. Nie mógł się ruszyć. Dopiero po chwili wziął się za siebie i poszedł do salonu, gdzie wcale nie było lepiej. Stolik leżał przewrócony, wazony roztrzaskane i pełno kartek. Usłyszał cichy jęk. Doskonale znany mu jęk.
- Louis? – powiedział niepewnie krocząc na boso wśród szkła i porcelany.
- Harry...
Cichy głos doprowadził go do kanapy. Tommo leżał na ziemi skulony i zapłakany. W ręce ściskał telefon, a obok niego leżał otwarty zeszyt, z którego pochodziły wszystkie kartki. Harry nie stał jak wryty. Od razu pobiegł w jego kierunku kalecząc przy tym swoje stopy. Podniósł go i mocno przytulił.
- Louis, co się stało? Ktoś się włamał? Ukradli coś? – zapytał troskliwie głaszcząc jego plecy.
- Tak Harry. Włamał się i ukradł. – powiedział wtulając się w niego mocniej. Drżał.
- Kto? Już dobrze. Jestem tu. Powiedz mi jak do tego doszło. – pocałował go w czoło chcąc go uspokoić. Ten tylko rozpłakał się bardziej.
- Nie wiem jak to się stało. Po prostu pojawił się i zabrał. Nie pytał, czy może. Nie pytał, czy będę tęsknił. Pojawił się i zabrał. – mówił jak wariat, ale Harry był szczerze przerażony.
- Kto? Louis, cholera. Powiedz mi. – wziął go na ręce i idąc przez szkoło zaniósł go do kuchni. Usadził go na krześle i podał szklankę wody. – Kto to zrobił Lou?
- On. Nick. Pojawił się w naszym życiu i zabrał mi ciebie. Nie zapytał, czy może. Po prostu cię wziął. – powiedział ukrywając twarz w dłoniach.
Harry nagle zdał sobie sprawę z tego, że cały bałagan był robotą Lou, a nie złodziei. Tomlinson był bardzo zdesperowany. Cały czas drżał i płakał. Hazza nie wiedział co zrobić. Louis napędził mu niezłego stracha. Bał się, że ktoś się włamał i skrzywdził jego chłopaka. Tak, właśnie tak pomyślał. Nagle poczuł się, jakby miniony miesiąc wcale nie istniał. Zapragnął rzucić się na niego i zwyzywać, że tak cholernie go przestraszył i przytulić jednocześnie mówiąc, że się martwił. W tym momencie jednak nie wiedział co powinien zrobić.
- Oh Louis... – wyszeptał niedowierzając.
Louis zszedł z krzesła i klęknął na ziemi szukając wśród kartek jednej jedynej. Znalazł. Podniósł się do pionu i wręczył ją Harry’emu.
- Co to? – zapytał wpatrując się w niego z wyraźnym zdziwieniem.
- Po prostu przeczytaj. Efekt trzydziestu dni bez ciebie. Masz ich tu setki, ale myślę, że ten ci się spodoba. – powiedział wracając na krzesło i upił łyk wody ocierając łzy z policzków.
Harry z każdym kolejnym słowem czuł coraz większą chęć rozpłakania się.
„…Ucieknijmy. Na tydzień, na dwa, na miesiąc. Tylko ty i ja. Nasz własny chwilowy raj. Zniknijmy. Nie mówmy nikomu. Po prostu trwajmy. Bez ochrony, bez zasad. Tylko ty i ja, Harry.. Tylko my i nasza miłość…”
Rozpłakał się. Doczytał do końca i chwycił następna kartkę. Ta mówiła o tym, co byłoby w stanie poświęcić, żeby z nim być. Następna z kolei zawierała 100 rzeczy, za które przeprasza. Ryczał. W tym momencie nie mógł się opanować. Nie myślał o Nicku. Nie myślał o konsekwencjach. Jedyne co zajmowało jego umysł to chłopak, który w tym momencie pisał coś na kawałku czystego papieru. Podał mu ją, gdy tylko skończył.
„Sprzeciwiłem się im. Usunąłem fragment Eleanor z naszego życia. Skasowałem zdjęcia, skasowałem tweety... Zostały tylko te konieczne. Te, które mi nakazali. Wszystkie, które wyszły ode mnie, zostały skasowane. Nie ma ich. Nie potrzebuję ich. W ich miejscu powinny być tweety do ciebie. Przepraszam.”
Harry nie wytrzymał. Podszedł do niego i przytulił. Po prostu. Wysłuchiwał przeprosin i próśb o drugą szansę. Zapomniał w tym momencie o Nicku. Obiecał, że ją dostanie. Obiecał, że tym razem dadzą radę i wytrzymają. Pocałował go. Harry potrzebował pocałować go właśnie teraz. Był to najdelikatniejszy pocałunek na świecie. Pełen miłości, wiary i zaufania. Niestety, nic nie trwa wiecznie.
- Harry, zapomniałeś okular... – po kuchni rozszedł się przyjazny głos Nicka. Nie wyglądał na zaskoczonego. Raczej, jakby się tego spodziewał. – Byłbym głupi, gdybym nie wiedział, że to nastąpi. – stwierdził i położył okulary Harry’ego na stole. Hazza nadal trzymał Lou w swoich ramionach. Patrzył na swojego przyjaciela zapłakanymi oczami. Nie musiał nic mówić. On rozumiał. – Mam nadzieję, że zrozumieliście swoje błędy. Louis, idioto uszczęśliw go w końcu, bo tylko ty możesz to zrobić.
- Odpuszczasz? – zapytał Tommo z niedowierzaniem.
- Kocham go, Lou. Chcę, żeby w końcu się uśmiechnął najpiękniej na świecie. Jest moim przyjacielem. Nigdy z tego nie zrezygnuję, ale na tym świecie jest tylko jednak osoba, której oddał swoje serce już dwa lata temu. Ty. Dbaj o to, co kocham. Mogę cię o to prosić?
- Będę dbał. Obiecuję. – skinął głową i na nowo wtulił się w Harolda.
- Przepraszam. – wyszeptał jedynie Styles.
- Nie masz za co. Serce nie sługa. Następnym razem, nie pozwalaj mu odejść tak łatwo.
- Nie pozwolę.
- Nie odejdę.
Nick posłał im ciepły uśmiech i opuścił dom. Harry mocniej przytulił Lou do siebie, a ten poddał się mu. Płakali, dopóki starczyło łez. Spojrzeli sobie w oczy z tym samym żarem, co rok temu. Louis ujął twarz Harry’ego w dłonie i otarł mokre ślady.
- Nie opuszczę cię więcej. Przysięgam.
- Nie będę próbował cię zastąpić. Przysięgam.
Louis wyciągnął z kieszeni doskonale znany im pierścień. Tommo dal go Harry’emu na walentynki, ale rzadko go nosił. Hazza na jego widok poczuł przypływ ciepła. Lou wsunął obrączkę na serdeczny palec swojego chłopaka i ucałował wierzch jego dłoni.
- Kocham cię, Curly.
- Ja też cię kocham Boo Bear…
Louis potarł kciukiem miejsce, gdzie teraz znajdował się pierścień uśmiechnął się promiennie.
- Razem. Już na zawsze.
- Z tobą, aż do końca.

24 komentarze:

  1. Dziewczyno ja przez ciebie ryczę! Napisz dla odmiany jakieś porno czy coś. :D


    Ale no... to było piękne. :)




    Uffff. Ale się rozpisałam! xD

    ~PL_Stylinson

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne! Kobieto Ty piszesz tak, że ja to przy Tobie jestem nikim. Kocham to co robisz i dziękuję, że napisałaś coś o naszym Larrym, bo to co napisałaś to cudo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu , nie wiem co napisać po prostu .
    To jest piękne , cudowne , idealne .
    Rycze i nie moge przestać.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Jakieś porno czy coś" Buahhahaha xD Ale to dobry pomysł jest :D No ale opowiadanko biste :)

    OdpowiedzUsuń
  5. łaaaaaaaaaaaaaał , coś pięknego. ; o

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś niebywale pięknego. Nie wiem, od czego zacząć. Piszesz przepięknie. Jeszcze nie przeczytałam tak wspaniałego bloga. Siedzę i ryczę i nie mogę przestać. Jesteś idealna w tym co robisz i kocham Cię za to <3
    http://gotta-be-you1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. o mój Boże! ryyyyyyyyyczę. przepiękny one shot x

    OdpowiedzUsuń
  8. o mój Boże! ryyyyyyyyyczę. przepiękny one shot x

    OdpowiedzUsuń
  9. Płaczę. Znowu. Znowu przez Ciebie, Dee. Nie powinnaś mi tego robić. Ten shot jest przepiękny. Mówiłam Ci przecież, że związek Hazzy i Nicka to nic. To przecież Larry jest tak cudowny. Z łatwością wyobraziłam sobie każdy fragment tego opowiadania, bo jest ono napisane nie jak porno wymysł jakiejś 10, ale jak prawdziwa historia. Tak, jakby naprawdę to właśnie się wydarzyło. Jestem Ci wdzięczna (choć jednocześnie nienawidzę Cię za zrujnowanie 30min. mojego życia, poświęconych na malowanie ryja xd)i pamiętaj: Nigdy nie możesz zwątpić w Larryego. Nigdy.

    Luv ya, Ula
    @Want_more_Larry

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam usunąć tego koma,bo zapomniałam coś dodać a nie lubię niespójnych wypowiedzi. xD Nieważne. Czytaj.
      ____________________
      Dobra, ogarnęłam Twittera. Widzę że Ty, Weronika i Nats sobie troszeczkę o mnie pogadałyście.Ale i tak nic nie wiecie zbereźniki ! :D
      Okey. To piszę tego komentarza, na którego tak niesamowicie czekałaś. Szczerze to nie chce mi się go pisać. Bo mi się w ogóle nic nie chce.
      No ale. Co ja mogę powiedzieć Dee ? Jak to czytałam to biło mi serce. Nie płakałam, bo jestem twarda jak Hazzaconda kiedy Louis dotknie Harry'ego. Wow. Ale żem zrobiła porównanie. No.
      Jezu to było cudowne. Ten moment kiedy Harold powiedział Nickowi, że się z nim spotyka. I ten mini zawał Tommo. Kurczę, ale mnie drgawki przeszyły. Bo jak sobie wyobraziłam, że tak moze być naprawdę... Ugh. I właściwie gdyby nie Urszula to moje Larry feels byłyby bardzo niskie, bo szczerze zwątpiłabym w to że Harry jest z Lou. A po przeczytaniu Twojego one shota stwierdziłam, ze oni jednak sie kochają. A Hazz spotyka sie z Nickiem żeby w jakiś sposób zatamować swoje uczucia do Tomlinsona. Aczkolwiek to chore.
      Ale co mozemy poradzić ? Ech... Piękne to jest, Dee *.* Rano sie obudziłam i od razu do głowy wpadł mi moment kiedy Hazz znalazł Louisa na ziemi. Omg, omg, omg, omg, omg, omg, omg, omg, omg. Jezu, nie drzyj sie na mnie dobra ? Miałam chwilę fangirlingu [fap fap fap xDDD] ! To zdecydowanie moja ulubiona scena. Taka... No nie wiem. Widzisz ? Nie umiem tego opisać ! Nie ma rzeczy na świecie, której pragnęłabym równie mocno co Larry'ego.
      Co jeszcze mogę powiedzieć ? Dziękuję za dedykację i za napisanie tego. Bo właściwie otworzyłaś mi oczy na kilka spraw. To znaczy moze nie otworzyłaś, ale doszłam do pewnego wniosku ;)
      Jesteś kochana. I ten one shot też jest kochany i stwierdzam, ze póki nic nie jest wiadome nie będę hejtować Nicka tak jak Elci. Lol.
      Kocham Cię <3 :D
      @Marry_Stylinson

      Usuń
  11. Jakie to piękne ,rozpłakałam się :c X .

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne! Po prostu cudowne! *.*
    Ale co sie stało z Jennifer i Agatha.?
    Nie kończ!

    OdpowiedzUsuń
  13. O rany przez ciebie teraz ryczę. Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Co sie stało z Jennifer i Agathą ?
    Larry ♥

    Paula ♥

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeny śliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiczneeeeeeeeeeee <3 Kocham przez ciebie mam łzy w oczach, a do tego pokazałaś taką zajebistą piosenkę ! Kocham ciebie! Miałaś rację bardzo fajnie czytało się z tą piosenką. Matko ale słodko Nick się zachował <3 KOCHAM!

    OdpowiedzUsuń
  16. To jest PIĘKNE . xX

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja nie wiem, co mogę dodać, bo to samo w sobie, jest idealne i nie potrzeba niczego. Ale cholera, jest to uczucie, miłość, smutek, żal, tęsknota, nadzieja. Wszystko jest tak perfekcyjnie dobrane. Kocham Cię, bo piszesz, bo tak zajebiście Ci to wychodzi, bo.. Poprostu kocham. Jesteś niesamowita a ten shot, jest jak już wspominałam idealny <3.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jezuuu, Klaudia co to ma byc gdduudgdudidjd to nie shoot tylko fakty, hahahaaha. Weronika sojebala na początku, czekam na porno.XD


    i-love-you-boo-bear.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Heyo ;) Cudowny blog - przeczytałam wszystko jednym tchem :D Zapraszam do mnie na http://today-im-not-afraid.blogspot.com/ - co prawda dopiero zaczynam, ale pojawił się tam pewien projekt, który mam nadzieję że się spodoba tobie i uda mi się go "uruchomić" :)
    Pozdrawiam ciepło
    Jonnie

    OdpowiedzUsuń
  20. OMG ! Ten one shot jest tak realny... Ehhh... nie zdzwiłoby mnie wcale, gdyby taka była prawda. Świetnie piszesz. Dzięła, które wychodząc spod twojej ręki są po prostu niesamiwte. Ukazują czytelnikowi w 100 % sytuację bohaterów i ich uczucia. Jesteś wspaniała ! Kocham to co robisz <3 Czekam na jakiś nowy one shot, który mam nadzieje pojawi się dość szybko Xxx

    http://give-me-love-like-never-before.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. OMG to było piękne. Rycze jak na jakimś romansidle. Chce więcej.

    OdpowiedzUsuń
  22. jesteś genialna. nie wiem jak mogłabym to należycie skomentować. nic nie pobije tego co TY napisałaś. chciałabym więcej tego, naprawdę.

    http://secoond-face.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie mam zielonego pojęcia jak skomentować tego shoot'a.
    Brak słów, to jest genialne <3. /K.

    OdpowiedzUsuń